sobota, 8 czerwca 2013

Rozdział 20: „ I’ve become so numb, so much more aware…”







Mocno zacisnęłam wargi, gdy zobaczyłam, jak znajome auto parkuje przed domem. Trzymając w kieszeni jeansów Kinię wstałam, ocierając rękawem łzy, płynące z oczu. Tusz pewnie rozmazał mi się po policzkach, ale i tak nie przejmowałam się nim. Mój umysł skupiał się tylko na jednym – by dobiec do Niall’a i mocno go popchnąć. Tak, jak nigdy w życiu nie skrzywdziłam nawet muchy, tak w tamtej chwili miałam ochotę mu przyłożyć z całej siły, a potem wypruć sobie wnętrzności.

Dosyć się naczytałam w internecie po wywiadzie. Jaka to nie jestem, jak cudowne fanki zaczęły mnie szukać na wszystkich portalach, jak wyzywały mnie od dziwki i szmaty, która śmiała się związać z ich idolem. Jakbym była tylko przedmiotem, tylko dodatkiem do Niall’a Horana, a nie osobą. Jakbym była nikim…

Bo teoretycznie byłam nikim. I pewnie dlatego fanki nie mogły uwierzyć, że mogę się podobać komuś takiemu jak Niall. Że mógł wybrać kogoś takiego, jak ja. Nie mającą swojego miejsca, znienawidzoną przez wszystkich dziewczynę, nie widzącą sensu w każdym dniu swojego życia.

Otworzyłam drzwi, zanim jeszcze Niall zdążył zapukać. Zastałam go z podniesioną ręką, która miała nacisnąć dzwonek do drzwi. Od razu, gdy mnie zobaczył uśmiechnął się, ale było w tym uśmiechu coś smutnego, czego się nie spodziewałam. Chciał mnie pocałować, ale ja, nie mówiąc nic, po prostu go odepchnęłam. Jakbym go nie kochała, jakby nie znaczył dla mnie nic.

Pewnie zastanawiacie się, co mną kierowało? Cóż… świadomość, że nic nie będzie takie jak dawniej. Świadomość, że była to jedynie jednostronna decyzja, którą Niall podjął za mnie, nie pytając się o zdanie najważniejszej osoby  - tak, mnie. Może ja wcale nie chciałam się ujawniać? Może ja wcale nie chciałam być rozpoznawalna? Jednak we wnętrzu mnie kłóciły się dwa alter ego, które wyniszczały siebie nawzajem, rozrywając mi klatkę piersiową.

Skoro jesteś z nim, musiałaś zdawać sobie sprawę z konsekwencji, prawda?, mówiła jedna ja.

Ale olał cię! Nawet nie pofatygował się, by ci powiedzieć, że ma zamiar ogłosić to całemu światu!, mówiła druga, uśmiechając się diabelsko.

Jego zdziwione spojrzenie wcale mnie nie wzruszyło.

- Leah…? – o tak, teraz będzie mnie brał na słodki głosik.

- Nie – warknęłam, celując w niego palcem – Jesteś żałosny! Słyszysz! ŻAŁOSNY! Mam to przeliterować?! Co sobie myślałeś, że tak będzie lepiej dla nas obu? Że tak będzie lepiej dla mnie? O, nie Niall, ty przecież dobrze wiesz, jaka jestem. Co robię sobie i co myślą o mnie ludzie. Ja tak nie wyjdę, nie pokażę się nikomu. Gratulacje, kochanie, moje poukładane życie właśnie runęło w gruzach! Jakby nie było wystarczająco zniszczone!

Cała moja frustracja ulatywała wraz z łzami oraz słowami i ustępowała, by jej miejsce zajął smutek i rozczarowanie. Rozedrganie tłumaczyłam nerwami, a ostrość – zdenerwowaniem. Za dużo wszystkiego na raz, za dużo emocji, słów, niewypowiedzianych do końca oskarżeń. Kim się stawałam? Kim byłam? Kim będę?

Nikim, wciąż nikim…

- Leah, ja chciałem, żeby to była niespodzianka… - prawie uginałam się pod spojrzeniem jego niebieskich oczu, ale nie mogłam, ugh, nie mogłam!

- Nienawidzę niespodzianek – szepnęłam, patrząc gdzieś na ziemię, pod swoje stopy – Nienawidzę tego wszystkiego, Niall. Tej otoczki normalności, którą mamy.

Niall zmarszczył brwi, rozglądając się za siebie.

- Wejdźmy do środka, Leah, boję się, że gdzieś tam czają się paparazzi – mruknął do mnie łagodnie, chcąc chwycić mnie za ramiona.

Cofnęłam się, oddychając szybko. Niall zamknął za sobą drzwi od domu. Westchnął, masując palcami wskazującymi  skronie, jakby był zmęczony. Nie wiedziałam, co zrobić z moimi rękoma, więc zawzięcie skubałam paznokcie.

-Wiesz, co napisały te twoje kochane fanki? – wyszeptałam, patrząc na niego smutnie – Dla nich jestem tylko kolejnym przedmiotem, tylko szmatą. Dziwką. Tak mnie nazywały…

- Leah, nie przej…

- JAK MAM SIĘ NIE PRZEJMOWAĆ! – ryknęłam, a potem, uświadomiwszy sobie, co zrobiłam, zatkałam usta ręką. – Nie… - mówiłam dalej szeptem, a ręka tłumiła mój głos – Nie, Niall. Muszę pomyśleć. Czy chcesz naprawdę ze mną żyć…

- Leah… kiedy ostatnio byłaś na terapii?- zapytał cicho Niall, chcąc mnie dotknąć, ale powstrzymał się w ostatniej chwili, widząc, jak się kulę.

Wzruszyłam ramionami.

- Nie wiem, a teraz jeśli pozwolisz… chcę być sama – i wybiegłam na ogród zostawiając osłupiałego Niall’a samego.


***


Siedziałam skulona w domku na drzewie, patrząc na chowające się za chmurami słońce. Nie pamiętam ile tak siedziałam, wpatrzona w niebo, ale musiał być to naprawdę długi czas. Westchnęłam, opierając mokry policzek o kolano, wdychając wieczorne powietrze. Różniło się od dziennego czymś, czego nie potrafiłam określić.

Miałam dosyć tego, że ranię wszystkich, na których mi najbardziej zależy. Niall był jedną z takich osób, a przez to, że mnie zaskoczył, mój umysł zareagował tak, a nie inaczej, chociaż mówi się, że przecież posiadamy nad sobą kontrolę. Przynajmniej ma tak każdy normalny człowiek. Nigdy nie byłam normalna i nienawidziłam się za tą odmienność. Dlaczego nie mogłam być taka, jak inni? Dlaczego musiałam przysporzyć tyle kłopotów i przykrości tym, których kocham?

Nagle poczułam się taka bezsilna. Nienawidziłam tego uczucia. Nienawidziłam siebie. Nienawidziłam wszystkiego, co mnie otacza. Tyle nienawiści w tak małym ciałku…

Zacisnęłam oczy, czując łzy spływające mi po policzkach. Ostatnio często płakałam, jak nikt nie widział. Czułam w kieszeni Kinię i nie wiedząc kiedy, wyciągnęłam ją. Patrzyłam na nią, siedząc nieruchomo. Łzy skapywały na nią, na mój sweter, na drewnianą podłogę domku. Wtedy podjęłam decyzję. Podwinęłam lewy rękaw sweterka i przez chwilę zastanawiałam się nad tym, co mcm zamiar zrobić.

Czy tego właśnie chcę?

Zacisnęłam usta i zaczęłam kreślić szramy, nie za głębokie, ale wystarczające, by został ślad. Ze skupieniem przelewałam swój ból na moje ciało. Gdy skończyłam, krew skapywała tam, gdzie przed chwilą kapały łzy. Deski zrobiły się brązowo-czerwone. Przełknęłam głośno ślinę, zastanawiając się, czy to wystarczająca kara. Chciałam się zabić, tak. Kilka razy o tym myślałam.

Aż w końcu westchnęłam głęboko, a fala żalu i złości rozlała się po moim ciele i szarpnęłam Kinią mocniej niż kiedykolwiek.

Bolało. Opadłam na podłogę domku i spojrzałam na swoją rękę. Szramy układały się w imię.

Niall.


-------------------------------------------


Wiem, przepraszam, krótki, ale na razie na tyle było mnie stać :( 
Koniec ze szkołą, ufff, nareszcie. Teraz tylko czekam na wyniki matur i takie tam.

A poza tym mam nadzieję, że wszystkie mnie nie opuściłyście przez moją przerwę w pisaniu :< Strasznie się tego obawiam. :Proszę, komentujcie, żebym wiedziała, że cały czas tu jesteście! PROSZĘ.

PRZYPOMINAM TAKŻE O MOIM MASTERBLOGU, GDZIE ZNAJDZIECIE POWIADOMIENIA O NOWYCH NOTKACH I TAKIE TAM. XX