piątek, 20 września 2013

Epilog: „ You’ve been losing every fight, you’re hopeless, feeling broken...”

Proszę, przeczytajcie notkę na końcu!





Wszystko było piękne, a przez to, że było białe, także niesamowicie czyste i nietykalne. Szybowałam, unosiłam się i podobał mi się ten stan nieważkości, kiedy każda kończyna wydawała się lekka niczym piórko, a ja sama mogłam swobodnie lewitować. Poruszyłam dłońmi i nogami, jednak nie poczułam żadnego oporu powietrza, nic. Czy przestrzeń, w której się unosiłam była realna?

Chyba jednak nie.

Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam mały, czarny punkt pode mną. Zrobiłam wszystko, by jakoś się do niego zbliżyć. Im byłam bliżej, tym coraz bardziej kropka stawała się wyraźniejsza, zarysował się wyrazisty kontur sylwetki…

Mama…?

Stanęłam jak wryta, oddychając nierówno.

Gdy kobieta odwróciła się, zamiast mamy ujrzałam ciocię. Miała zmarszczone brwi i wygięte w podkówkę usta.

- Zawiodłam się na tobie, Leah. Jak mogłaś zrobić nam to wszystko? Byłoby lepiej, gdybyś nigdy się nie narodziła! Co powie wujek? Co powie David?

Nagle obok niej zmaterializował się wuja, trzymając David’a za rękę.

- Ja i ciocia jesteśmy naprawdę tobą zdegustowani, Leah. Nie mówiąc już o twoich przyjaciółkach…

Puff, pojawiły się Savannah i Georgia.

- Serio, Leah, tylko na tyle cię stać? Tylko tak potrafisz sobie radzić? Nie masz lepszych zajęć, niż udawanie ,martwej? – prychnęła Savannah, a Gorgia przytaknęła.

- Lepiej, gdybyś rzeczywiście umarła.

Po kolei białą przestrzeń wypełniały postacie z mojego życia. Wśród nich byli także studenci z mojej grupy, ludzie  ze wszystkich szczebli mojej edukacji, takich, jak ich zapamiętałam. Nauczyciele, nawet Connie czy pan listonosz. Wszyscy się przekrzykiwali, aż pękała mi głowa. Jednak każdy z nich mówił o tym samym: jak bardzo się na mnie zawiódł i lepiej, bym nigdy nie istniała.

Zakryłam uszy rękoma i zaczęłam krzyczeć, by przestali, gdy nagle dwie ręce chwyciły moje i zobaczyłam, że przede mną stoi Niall, uśmiechając się łagodnie.

- Wyjdziemy z tego razem, Leah. Okej? – pociągnął mnie za rękę, którą trzymał w mocnym uścisku i zaczął się przepychać przez tłum, który rozstępował się przed nim.

Ufałam mu, więc poszłam za nim, może okaże się, że trafię do raju, że jednak umarłam… tak jak wszyscy tego chcieli…


Obudziłam się I pierwsze, co pomyślałam to: cholera, nie udało się.

Wszystko było zamazane, jednak zlewające się w biały kolor z odcieniami szarości. Wszystkie zmysły nie chciały mnie słuchać. Ciało, w którym siedziałam, jakby nie było moje. Ocięte od bólu, doświadczające świat zewnętrzny przez grubą kurtynę albo szybę. Ból również był przytłumiony, a kończyny jakby

Gdzieś obok mnie rozlegało się miarowe pikanie. Dopiero po chwili zrozumiałam… i prawie podniosłam się z wrażenia, jednak poczułam,  jak ktoś przytrzymuje mnie ręką do pozycji leżącej. Zamknęłam oczy i zacisnęłam je mocniej, chcąc osłonić oczy od jasności, która je oślepiła, gdy zamazany kształt odsłonił okno, przez które centralnie na moją twarz zaczęły padać promienie słońca.

- Ugghh – to jedyne, co mogłam z siebie wydusić.

- Spokojnie, Leah – usłyszałam przy sobie głos; wszystko stawało się wyraźniejsze z każdą sekundą – spokojnie, już wszystko dobrze.

Jakaś ręka chwyciła moją. Była duża i ciepła, idealnie obejmująca moją.

- Niall… - wychrypiałam, nadal mając przymrużone oczy.

- Ciii – uciszył mnie, odgarniając włosy z twarzy, które zaczynały mi łaskotać nos. – Nic nie mów, musisz odpoczywać.

- Przepraszam – szepnęłam, czując jak do oczu podeszły mi łzy – przepraszam…

- Ciiii…

Pochylił się, by mnie przytulić i nie mogłam powstrzymać łez, które zebrały się w kącikach oczu. Otoczyły mnie jego ramiona i już wiedziałam, jak bardzo byłam samolubna. Chciałam pozbawić się życia, bo myślałam, że będzie ono ciężkie, cięższe, szczególnie kiedy Niall ujawnił nas związek. Nie pomyślałam jednak o tym, jak ON będzie się czuł. Co ON będzie myślał, patrząc na moje zwłoki, na marmurowy grób i na stertę więdnących kwiatów.  Po pewnym czasie ruszył by dalej, a ja cały czas bym tam była, w grobie. On bawiłby się i poznał kogoś innego, a ja byłabym… martwa.

Myśl o tym, że sobie nie dam rady przysłoniła mi myśl o tym, że są ludzie, którym na mnie zależy i którzy nie chcą, bym umarła. Co oni by czuli? Jak by się czuli? Kiedy by zapomnieli? Kiedy przestaliby po mnie płakać?

Nie potrafiłam odpowiedzieć sobie na te pytania, ale gdy leżałam tak w ramionach Niall’a, czułam się, jakby w nich był zawarty cały świat, który nas otaczał.

- Kocham cię, Leah.

- Ja ciebie też, Niall. Nawet nie wiesz jak bardzo – przycisnęłam swoją głowę do zagłębienia jego szyi i odetchnęłam jego zapachem.

- Nigdy mi tego więcej nie rób, rozumiesz?

- Dobrze.

- Przepraszam.

- Nie, to ja przepraszam. I wiesz co, Niall..? – uśmiechnęłam się lekko, nagle rozumiejąc – chyba już nie jestem pusta.

- A jaka?

- Chyba jestem pełna. Nie jestem wrakiem. Jestem sobą. Wypełniona waszą miłością.

Bo miłość potrafi przezwyciężyć każdą przeciwność, trzeba tylko uwierzyć oraz mieć nadzieję, że możemy przenieść góry, kiedy tylko się postaramy.

Miłość…

Czymże jest miłość?

Miłością mogę nazwać mnie i Niall’a, mnie i ciocię, mnie i Savannah oraz Georgię. Miłością mogę nazwać te wszystkie relacje, a których mi zależy.

Miłością mogę nazwać ten uścisk i te łzy.



---------------------------------------

Witam was kochane, po tak długiej przerwie. Jak same wiecie, dużo się przez ten czas działo, ale stwierdziłam, że nie mogę tak zostawić moje blogów, bo dzięki nim jestem tym, kim jestem i znam WAS.

Jak widzicie historia Leah i Niall'a dobiegła końca. Nie wiem, czy tego się spodziewaliście, ale ja tak to właśnie widziałam w swojej głowie na początku, gdy zaczynałam pisać opowiadanie o Neah. Miało być mniej jowialne od tego o Carry i chyba osiągnęłam cel, jak myślicie?

Większość z was wie, że wydaję książkę. By wiedzieć więcej naprawdę zachęcam do obserwowania mojego MASTERBLOGA gdzie publikuje jakieś drobne (oraz większe) notki o wydarzeniach bieżących, związanych z wszystkimi blogami.

Chciałam podziękować wam za komentowanie i czytanie historii o Neah. Naprawdę, byliście wielką siłą, która stawiała mnie na nogi. Dlatego proszę, pokażcie ile was jest. Chociaż ten jeden raz... <3

Ten blog nie zostanie usunięty, w razie, gdyby ktoś chciał do niego wrócić i przeczytać jeszcze raz tą smutną, ale poruszającą historię. Zachęcam do czytania także innych moich blogów oraz książki. O dacie publikacji i możliwości jej zamówienia powiadomię na Masterblogu!

Także... dziękuję. Nie mówię wam "żegnam", a jedynie "do zobaczenia".

Love ya all! xx

Emma

poniedziałek, 16 września 2013

sobota, 8 czerwca 2013

Rozdział 20: „ I’ve become so numb, so much more aware…”







Mocno zacisnęłam wargi, gdy zobaczyłam, jak znajome auto parkuje przed domem. Trzymając w kieszeni jeansów Kinię wstałam, ocierając rękawem łzy, płynące z oczu. Tusz pewnie rozmazał mi się po policzkach, ale i tak nie przejmowałam się nim. Mój umysł skupiał się tylko na jednym – by dobiec do Niall’a i mocno go popchnąć. Tak, jak nigdy w życiu nie skrzywdziłam nawet muchy, tak w tamtej chwili miałam ochotę mu przyłożyć z całej siły, a potem wypruć sobie wnętrzności.

Dosyć się naczytałam w internecie po wywiadzie. Jaka to nie jestem, jak cudowne fanki zaczęły mnie szukać na wszystkich portalach, jak wyzywały mnie od dziwki i szmaty, która śmiała się związać z ich idolem. Jakbym była tylko przedmiotem, tylko dodatkiem do Niall’a Horana, a nie osobą. Jakbym była nikim…

Bo teoretycznie byłam nikim. I pewnie dlatego fanki nie mogły uwierzyć, że mogę się podobać komuś takiemu jak Niall. Że mógł wybrać kogoś takiego, jak ja. Nie mającą swojego miejsca, znienawidzoną przez wszystkich dziewczynę, nie widzącą sensu w każdym dniu swojego życia.

Otworzyłam drzwi, zanim jeszcze Niall zdążył zapukać. Zastałam go z podniesioną ręką, która miała nacisnąć dzwonek do drzwi. Od razu, gdy mnie zobaczył uśmiechnął się, ale było w tym uśmiechu coś smutnego, czego się nie spodziewałam. Chciał mnie pocałować, ale ja, nie mówiąc nic, po prostu go odepchnęłam. Jakbym go nie kochała, jakby nie znaczył dla mnie nic.

Pewnie zastanawiacie się, co mną kierowało? Cóż… świadomość, że nic nie będzie takie jak dawniej. Świadomość, że była to jedynie jednostronna decyzja, którą Niall podjął za mnie, nie pytając się o zdanie najważniejszej osoby  - tak, mnie. Może ja wcale nie chciałam się ujawniać? Może ja wcale nie chciałam być rozpoznawalna? Jednak we wnętrzu mnie kłóciły się dwa alter ego, które wyniszczały siebie nawzajem, rozrywając mi klatkę piersiową.

Skoro jesteś z nim, musiałaś zdawać sobie sprawę z konsekwencji, prawda?, mówiła jedna ja.

Ale olał cię! Nawet nie pofatygował się, by ci powiedzieć, że ma zamiar ogłosić to całemu światu!, mówiła druga, uśmiechając się diabelsko.

Jego zdziwione spojrzenie wcale mnie nie wzruszyło.

- Leah…? – o tak, teraz będzie mnie brał na słodki głosik.

- Nie – warknęłam, celując w niego palcem – Jesteś żałosny! Słyszysz! ŻAŁOSNY! Mam to przeliterować?! Co sobie myślałeś, że tak będzie lepiej dla nas obu? Że tak będzie lepiej dla mnie? O, nie Niall, ty przecież dobrze wiesz, jaka jestem. Co robię sobie i co myślą o mnie ludzie. Ja tak nie wyjdę, nie pokażę się nikomu. Gratulacje, kochanie, moje poukładane życie właśnie runęło w gruzach! Jakby nie było wystarczająco zniszczone!

Cała moja frustracja ulatywała wraz z łzami oraz słowami i ustępowała, by jej miejsce zajął smutek i rozczarowanie. Rozedrganie tłumaczyłam nerwami, a ostrość – zdenerwowaniem. Za dużo wszystkiego na raz, za dużo emocji, słów, niewypowiedzianych do końca oskarżeń. Kim się stawałam? Kim byłam? Kim będę?

Nikim, wciąż nikim…

- Leah, ja chciałem, żeby to była niespodzianka… - prawie uginałam się pod spojrzeniem jego niebieskich oczu, ale nie mogłam, ugh, nie mogłam!

- Nienawidzę niespodzianek – szepnęłam, patrząc gdzieś na ziemię, pod swoje stopy – Nienawidzę tego wszystkiego, Niall. Tej otoczki normalności, którą mamy.

Niall zmarszczył brwi, rozglądając się za siebie.

- Wejdźmy do środka, Leah, boję się, że gdzieś tam czają się paparazzi – mruknął do mnie łagodnie, chcąc chwycić mnie za ramiona.

Cofnęłam się, oddychając szybko. Niall zamknął za sobą drzwi od domu. Westchnął, masując palcami wskazującymi  skronie, jakby był zmęczony. Nie wiedziałam, co zrobić z moimi rękoma, więc zawzięcie skubałam paznokcie.

-Wiesz, co napisały te twoje kochane fanki? – wyszeptałam, patrząc na niego smutnie – Dla nich jestem tylko kolejnym przedmiotem, tylko szmatą. Dziwką. Tak mnie nazywały…

- Leah, nie przej…

- JAK MAM SIĘ NIE PRZEJMOWAĆ! – ryknęłam, a potem, uświadomiwszy sobie, co zrobiłam, zatkałam usta ręką. – Nie… - mówiłam dalej szeptem, a ręka tłumiła mój głos – Nie, Niall. Muszę pomyśleć. Czy chcesz naprawdę ze mną żyć…

- Leah… kiedy ostatnio byłaś na terapii?- zapytał cicho Niall, chcąc mnie dotknąć, ale powstrzymał się w ostatniej chwili, widząc, jak się kulę.

Wzruszyłam ramionami.

- Nie wiem, a teraz jeśli pozwolisz… chcę być sama – i wybiegłam na ogród zostawiając osłupiałego Niall’a samego.


***


Siedziałam skulona w domku na drzewie, patrząc na chowające się za chmurami słońce. Nie pamiętam ile tak siedziałam, wpatrzona w niebo, ale musiał być to naprawdę długi czas. Westchnęłam, opierając mokry policzek o kolano, wdychając wieczorne powietrze. Różniło się od dziennego czymś, czego nie potrafiłam określić.

Miałam dosyć tego, że ranię wszystkich, na których mi najbardziej zależy. Niall był jedną z takich osób, a przez to, że mnie zaskoczył, mój umysł zareagował tak, a nie inaczej, chociaż mówi się, że przecież posiadamy nad sobą kontrolę. Przynajmniej ma tak każdy normalny człowiek. Nigdy nie byłam normalna i nienawidziłam się za tą odmienność. Dlaczego nie mogłam być taka, jak inni? Dlaczego musiałam przysporzyć tyle kłopotów i przykrości tym, których kocham?

Nagle poczułam się taka bezsilna. Nienawidziłam tego uczucia. Nienawidziłam siebie. Nienawidziłam wszystkiego, co mnie otacza. Tyle nienawiści w tak małym ciałku…

Zacisnęłam oczy, czując łzy spływające mi po policzkach. Ostatnio często płakałam, jak nikt nie widział. Czułam w kieszeni Kinię i nie wiedząc kiedy, wyciągnęłam ją. Patrzyłam na nią, siedząc nieruchomo. Łzy skapywały na nią, na mój sweter, na drewnianą podłogę domku. Wtedy podjęłam decyzję. Podwinęłam lewy rękaw sweterka i przez chwilę zastanawiałam się nad tym, co mcm zamiar zrobić.

Czy tego właśnie chcę?

Zacisnęłam usta i zaczęłam kreślić szramy, nie za głębokie, ale wystarczające, by został ślad. Ze skupieniem przelewałam swój ból na moje ciało. Gdy skończyłam, krew skapywała tam, gdzie przed chwilą kapały łzy. Deski zrobiły się brązowo-czerwone. Przełknęłam głośno ślinę, zastanawiając się, czy to wystarczająca kara. Chciałam się zabić, tak. Kilka razy o tym myślałam.

Aż w końcu westchnęłam głęboko, a fala żalu i złości rozlała się po moim ciele i szarpnęłam Kinią mocniej niż kiedykolwiek.

Bolało. Opadłam na podłogę domku i spojrzałam na swoją rękę. Szramy układały się w imię.

Niall.


-------------------------------------------


Wiem, przepraszam, krótki, ale na razie na tyle było mnie stać :( 
Koniec ze szkołą, ufff, nareszcie. Teraz tylko czekam na wyniki matur i takie tam.

A poza tym mam nadzieję, że wszystkie mnie nie opuściłyście przez moją przerwę w pisaniu :< Strasznie się tego obawiam. :Proszę, komentujcie, żebym wiedziała, że cały czas tu jesteście! PROSZĘ.

PRZYPOMINAM TAKŻE O MOIM MASTERBLOGU, GDZIE ZNAJDZIECIE POWIADOMIENIA O NOWYCH NOTKACH I TAKIE TAM. XX