piątek, 30 listopada 2012

Rozdział 19: „Would you tell me how could it be any better than this…?”







MUSIC

Obudziłam się z uczuciem lekkiego zamroczenia, tak, że dopiero po chwili zorientowałam się, gdzie tak naprawdę jestem i co tam robię. Byłam na Zakhyntos, razem z Gi, Savie i chłopakami… a jeden z nich był już moim chłopakiem. Uśmiechnęłam się, powoli prostując trochę ścierpniete nogi pod prześcieradłem ( nie mieli tutaj kołder ze względu na ciepły klimat), nadal nie otwierając oczu. Czułam promienie słońca na mojej twarzy, ale w końcu byłam na wakacjach – mogłam spać tak dugo, jak chciałam; wylegiwać się tak długo, jak tylko miałam ochotę. Przewróciłam się na brzuch, z zamiarem pospania, chociaż jeszcze godzinkę, półtorej, gdy nagle rozległo się dudniące pukanie do drzwi naszego pokoju. Gdzieś po lewej stronie jęknęła Savie, mrucząc coś z niezadowoleniem. Gdy ponownie gość zapukał, Georgia warknęła:

- Niech ktoś w końcu otworzy!

- Chyba śnisz! – odpowiedziała jej Savie, opatulając się szczelniej w prześcieradło.

- No, ruszcie sięęęęęę…! – jęknęłam przeciągle, zatykając uszy, chowając głowę pod poduszkę.

Savie prychnęła, a potem usłyszałam, jak wstaje bardzo powoli, człapiąc przy tym nogami jak stary dziadek. Drzwi zaskrzypiały przeraźliwie, gdy uchyliła je lekko, aż musiałam przycisnąć mocniej poduszkę do uszu. Rozległy się jakieś ciche szepty, gdy nagle Georgia wydarła się:

- Kurde, żeby przychodzić o tej godzinie! Toż to noc jeszcze! Banda popaprańców! Wynocha! – coś ze świstem przeleciało przez pokój, a potem uderzyło w drzwi; zachichotałam cicho, nadal ukryta pod poduszką.

A potem, z głuchym warkotem, Gi opadła na poduszki, mamrocząc coś jeszcze do siebie. Savie zamknęła drzwi za naszymi gośćmi; miałam już podejrzenia, kto to mógł być, ale byłam zbyt śpiąca, by się ruszyć, a tym bardziej cokolwiek powiedzieć. Nie drgnęłam nawet, gdy materac ugiął się z jednej strony, gdy ktoś na nim usiadł. Poczułam delikatne palce sunące po moim, okrytym materiałem, ramieniu, a potem zaprotestowałam cicho, gdy poduszka zaczęła się samoistnie unosić. Przytrzymałam ją rękoma, ale nie byłam na tyle rozbudzona, by rzeczywiście wygrać; w końcu odpuściłam i pozwoliłam ktosiowi odsłonić swoją twarz.

Mruknęłam, gdy opuszki palców musnęły mój podbródek i policzek; pozwoliłam sobie na powolne otworzenie oczu i spojrzałam, z pomiędzy rzęs, na skąpanego w słońcu Niall’a, ubranego w biały t-shirt i spodenki do kąpieli. Uśmiechał się szeroko, patrząc na mnie skupionym wzrokiem.

- Daj mi spać – odwróciłam się do niego tyłem, dla przekory.

- No, ej no! – pewnie wykrzywił usta w podkówkę – Tak powinno się traktować swojego chłopaka?

Nagle rozmowy, które rozbrzmiewały w tle, ucichły; jęknęłam, robiąc facepalma. Niall jak coś czasami wypalił... to miałam go ochotę zakopać pod ziemią i nie wypuszczać. Od razu też po mojej drugiej stronie, prawie siadając na mojej twarzy, usadowił się Louis, szczerząc się do mnie jak pojebany. Zmierzyłam go tylko wzrokiem i stwierdziłam, że wolę już Niall’a, niż jego, więc ponownie przewróciłam się na drugi bok.

Savie odchrząknęła:

- Czy my czegoś nie wiemy?

Obróciłam się na plecy, wyciągając ręce do góry i majtając nimi w geście bezradności.

- Zostawcie mnie w spokoju! – rzekłam tylko, marszcząc brwi.

- Nie ma mowy – Harry podparł się na Lou, patrząc na mnie przenikliwym wzrokiem – Nie wypuścimy cię, dopóki nie dowiemy się wszystkiego.

Parsknęła ironicznym śmiechem.

- Chyba śnisz – skwitowałam, po czym oparłam głowę na udzie Niall’a, ponownie zamykając oczy.

Niall zaczął mnie delikatnie głaskać po włosach, odgarniając je z mojej twarzy, a Savie i Gi zmówiły się, by robić za chórek i wydały z siebie jednocześnie: „awwww!”, na dosyć wysokiej nucie. Zignorowałam je, ale niestety, nawet kołysana przez miarowe głaskanie Niall’a, nie mogłam ponownie zasnąć.

Przydałoby się ogarnąć, pomyślałam, otwierając jedno oko, idealnie skierowane na Niall’a; do głowy przyszedł mi dziwny pomysł.

- Niall, zanieś mnie do łazienki, proooooszę. – zrobiłam słodkie oczka, a Niall tylko westchnął; wiedziałam, że prędzej czy później ulegnie mojej prośbie.

W końcu Niall wstał i zaczął się zastanawiać, jak się zabrać do mojej prośby; wyciągnęłam w jego stronę ręce, by uwiesić się na jego szyi, a on do tego przytrzymał mnie za plecy i za nogi, wkładając przedramię pod zgięcia kolan, bym nie upadła; pachniał morzem, co było tylko trochę dziwne. Tak, ze mną, jak z lalką przeszedł cały pokój i postawił mnie powoli na podłogę na progu łazienki. Chwyciłam się framugi drzwi, by się nie wywrócić, posłałam mu buziaka w powietrzu, a potem zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem, by jeszcze nie pomyślał, że może sobie bezkarnie wchodzić do łazienki, kiedy tam jestem.

Umyłam twarz, tylko lekko potuszowałam rzęsy wodoodpornym tuszem i umyłam zęby. Doprowadziłam moje włosy do porządku spinając je w wysoką kitkę. Od tego wilgotnego klimatu moje blond kosmyki zaczęły się kręcić na końcach. Nie skończyłam nawet toalety, gdy do drzwi zaczęła dobijać się zdenerwowana Savannah.

- Nie jesteś sama tutaj! Muszę się pomalować! Wyglądam jak maszkara! – doszedł do mnie jej podniesiony głos.

- Już kończę! – ostatni raz przejechałam szczotką po włosach, a potem chwyciłam tubkę z kremem do opalania.

Akurat, gdy od kluczyłam drzwi, Savie wpadła do łazienki jak głupia, prawie się przewracając. Nie spodziewała się, że drzwi otworzą się akurat wtedy, gdy na nie naparła. Wpadła na mnie, krzycząc jak opętana. Nie padłyśmy jednak na podłogę, dzięki mojemu refleksowi – szybko przytrzymałam się drzwi, które cudem nie wyrwały się z framugi.

Wyprostowałyśmy się i wybuchłyśmy śmiechem, tak samo jak chłopacy. Zauważyłam, że prawie wszyscy zwalili się na moje puste łóżko. Podeszłam do szczerzących się Zayna, Louisa i Harry’ego, trzymając się pod boki.

- Sio? – zaproponowałam, ale oni nadal się nie ruszali, mając głupawe uśmieszki; westchnęłam i podeszłam do swojej walizki,  by wyciągnąć strój kąpielowy i sukienkę plażową.

Teraz największym problemem było to, jak się przebrać, skoro Savie skupowała łazienkę – i zapewnie nie miała zamiaru wychodzić z niej w najbliższej przyszłości. Westchnęłam, gdy Louis i Harry zaczęli swój dziwny „taniec kurczaka”, przy akompaniamencie śmiechów. Oni naprawdę potrafili zrobić show nawet z czegoś tak nie śmiesznego, jak udawanie drobiu.

- Dajcie mi klucze od waszego „apartamentu”, muszę się przebrać – spojrzałam błagalnym wzrokiem na Liam’a (który zapewne był odpowiedzialny za klucze, jak to Daddy Direction), a ten tylko wzruszył ramionami i rzucił kluczem z zawieszką w moją stronę.

Wsunęłam stopy w klapki i już zamykałam za sobą drzwi, gdy nagle w szparze pojawił się Niall, uśmiechając się szeroko. Praktycznie ten uśmiech nie schodził mu z twarzy, jakby się do niej przykleił. Unosząc brwi, zapytałam się niewerbalnie, czy idzie ze mną, a on tylko lekko przytaknął głową, więc ruszyliśmy kamienną dróżką, a ja miałam gdzieś, że nadal jestem w piżamie (czyli koszulce i majtkach) – cieszyło mnie to, że wszyscy wczasowicze woleli siedzieć nad basenem, niż szwędać się gdzieś pomiędzy domkami.

W ciszy dotarliśmy do apartamentu chłopców. Już chciałam przekroczyć próg, gdy nagle para silnych ramion otoczyła moją talię, a potem uniosłam się nad ziemią. Wydałam z siebie pisk i kurczowo chwyciłam się Niall’a, który podśmiechiwał się jak Joker z filmu o Batmanie.

- Zwariowałeś! – uderzyłam go lekko w ramię.

- Chcę cię tylko przenieść przez próg. – mina słodkiego szczeniaczka działała na mnie bardziej, nić powinna – muszę się przecież wprawiać, co nie?

Nie mogąc wydać z siebie pojedynczego słowa, patrzyłam na Nialla, który wykorzystał chwilę, w której nie odzywałam się i przeszedł przez próg, zabierając ze sobą klucze, które nadal tkwiły w zamku. Nogą zamknął drzwi i postawił mnie na podłodze.

Chciał się wprawić… ale przed czym? Zamrugałam kilka razy, doszukując się jakiegoś drugiego dna w tym zdaniu. Doskonale wiedziałam, o co mu chodzi. Tylko dlaczego nie potrafiłam przyznać się przed samą sobą… no właśnie, że co? Że już widzę przed oczami naszą przyszłość? Że ukazuje się ona w cudownych, pastelowych barwach? Dobrze wiedziałam, że ten sen prędzej czy później się skończy. Najprawdopodobniej moim upadkiem. Bolesnym upadkiem.

Zmarszczyłam brwi i poszłam do łazienki, by się przebrać. Jednak między bogiem, a prawdą, potrzebowałam czegoś więcej, niż ckliwe zapewnienia Nialla. Musiałam być… pewna. Tego, co do niego czuję i co on czuje de mnie. Pokręciłam przecząco głową, gdy doszło do mnie, że myślę… tak, że myślę o tym akcie miłości. Ze mną i Niallem w rolach głównych.

Daleka droga, jakże daleka…

Czy byliśmy gotowi ją przebyć? Czy byliśmy gotowi stawić czoła wszystkim przeciwnościom losu, wszystkim kłodom rzucanym nam pod nogi?

- Czy skoczyłbyś… - zaczęłam szeptać sama do siebie, do swojej siostry w gładkiej tafli lustra, która robiła wszystko na opak – czy byłbyś na tyle odważny… by skoczyć za mną?

Westchnęłam i wróciłam do salonu, w którym czekał Niall, grając sobie na komórce. Przestał, gdy tylko zobaczył, że wróciłam. W jego oczach było tyle uwielbienia… czy rzeczywiście na nie zasługiwałam? Czy zasługiwałam na niego? To przeurocze bóstwo, mieniące się tysiącami kolorów… moje własne, tylko i wyłącznie moje… czy aby na pewno nie marnowało się w moich rękach?

Z wątpliwościami, wymusiłam uśmiech i „wesołym” tonem zapytałam:

- To co, na plażę?




--------------------------------------------

Przepraszam, że tak późno go dodaję! Na pocieszenie mam wiadomość (to dla ludzi, którzy nie czytają moich innych blogów...) WYDAJE KSIĄŻKĘ! Cieszycie się? :D

AHA I PRZEPRASZAM, ALE NIE BĘDĘ ODPOWIADAĆ NA PYTANIA Z LIBSTER AWARDS, DOSTAŁAM NA BLOGACH CHYBA Z 12 NOMINACJI! I PROSZĘ NIE NOMINOWAĆ MNIE WIĘCEJ.

Za bardzo się cieszę na moją książkę, żeby cokolwiek napisać. Żegna was standardowo, Nialler! Do napisania xxx

piątek, 9 listopada 2012

Rozdział 18: „ And when you look at me, I see the pain that you had to feel…”








Westchnąłem, patrząc na siedzącą przede mną, na kocu, Leah i przycisnąłem właściwe struny, szykując  się na zaśpiewanie jej piosenki, którą wybrałem przed wyjazdem. Od kilku lat byłem fanem zespołu Westlife; byliśmy do siebie podobni pod jednym względem – Westlife, tak samo, jak my, One Direction, był boysbandem. Nie lubiłem tego określenia, ale właśnie tym One Direction było… piątką wybranych chłopaków, by ładnie wyglądać na scenie i nagrywać piosenki o miłości. Aleja i chłopaki robiliśmy coś więcej – udzielaliśmy się charytatywnie i pomagaliśmy spełniać marzenia dzieci (nie tylko naszych fanów), które były, na przykład, ciężko chore.


Zagrałem kilka taktów, denerwując się jak dwunastolatek przez pierwszą w życiu randką. Przełknąłem ślinę, podnosząc samego siebie na duchu. Robiłem to dla Niej. By pokazać, jak bardzo mi zależy. Czułem, że nie mam odwagi, że opuszcza mnie w niewyjaśniony sposób, chociaż tego nie chciałem. W końcu, zacząłem śpiewać trochę niepewnym i drżącym głosem:

The way you say the things you do,

The softness of the words you choose,

The times that you can read my mind,

And take my worries outta sight.

Byłem coraz bardziej pewny, tego, czego śpiewam:                  
                                

The fingers touching on my lips,

That say a kiss is still a kiss,

And when you look at me I see…

Spojrzałem jej w oczy, by poczuła, że tekst piosenki jest całkowicie o niej i do niej:

I see the pain that you had to feel.

Nabrałem powietrza, by refren wyszedł mi idealnie. By Leah poczuła, że staram się zrozumieć to, przez co przeszła. Że będę z nią zawsze i na zawsze, tak jak być powinno:

You must have had a broken heart,

To love me the way you do,
 
Must have been so torn apart,
 
I can see it when I look at you,
 
Oh the meaning that is in your eyes,
 
The love you give will never die
 
and I knew right from the start.
 
You must have had a broken heart.

Leah uśmiechnęła się w ten specyficzny sposób, patrząc na mnie ni to z niedowierzaniem, ni to z wahaniem:
You seem to have that certain smile,

I can´t forget after a while,

The day you walked into the room

At once I knew the hurt that you´ve been through.

Zsunąłem palce z gryfu, nie mając odwagi na nią spojrzeć. Gdy w końcu to uczyniłem, zobaczyłem, jak oczy Leah szklą się od łez, a do tego zaczyna pociągać nosem. Piosenka musiała wywołać w niej tak silne emocje… może dlatego, że czuła, że śpiewam ją z głębi serca?

Odłożyłem gitarę i klęknąłem przed Leah, chcąc ją objąć, ale zamiast tego, Leah rzuciła się w moje ramiona, płacząc. Trzymałem ją w swoich objęciach, pozwalając się jej wypłakać do woli. Czułem, jak drżała, jak jej łzy moczą moje polo, ale nie przeszkadzało mi to.

- Niall… - odezwała się w końcu, a jej głos był pełen smutku – przepraszam cię.

- Za co? – zapytałem, całując ją w czoło.

- Za to, że tyle razy cię raniłam, że co chwilę cię odpychałam, nie mając pojęcia, co tak naprawdę przechodzisz – rzekła Leah, kładąc swoją rękę na moim karku – Możliwe też, że nie chciałam dopuścić do siebie tej myśli, jak bardzo cierpisz. Przepraszam…

- Cii, maleńka, cii – starałem się za wszelką cenę ją uspokoić, ale ona tylko zaniosła się większym szlochem, jakbym powiedział coś niewłaściwego. Może właśnie tak było? Przestraszyłem się i już chciałem pędzić z przeprosinami, gdy Leah uniosła trochę głowę, chcąc na mnie spojrzeć.

- Wtedy, w waszym apartamencie po imprezie urodzinowej Gi… tak samo mnie uspokajałeś – zaśmiała się cicho, ocierając łzy z policzków.

- Rzeczywiście – zawtórowałem jej, głaszcząc jej długie, lśniące w świetle księżyca, włosy.

Była taka nierzeczywista… jak jakaś przepiękna elfka lub nimfa, która w każdej chwili mogła od tak zniknąć z mojego życia. Na zawsze. Przytuliłem Leah mocniej do siebie, nie chcąc, by tak się stało. Pragnąłem, by była ze mną i dla mnie. Tak samo jak ja jestem dla niej. Miałem nadzieję, że czuje, że chcę dla niej jak najlepiej. Że chcę ją chronić, nawet za cenę swojego życia. Nigdy, żadnej dziewczyny tak bardzo nie chciałem chronić, jak właśnie Leę. Nie miałem pojęcia, dlaczego – po prostu tak było, jakby właśnie to było moje właściwe zachowanie w stosunku do niej.

Leah odsunęła się trochę ode mnie, na wyciągnięcie ramion, wpatrując się w moją twarz ze skupieniem. Cień, które rzucały pozapalane świeczki na jej policzki, tylko uwydatnił mały dołeczek w jej prawym policzku ( znaczy dla mnie to było po prawej stronie, chociaż patrząc z jej perspektywy, to była lewa strona…), który był nawet słodszy od dołeczków Harry’ego. Gdyby Lou to usłyszał, to by mnie chyba zabił, ale czego Lou nie usłyszy, to go nie zaboli… to samo tyczyło się Hazzy.

Drgnąłem, gdy poczułem jej ciepłą rękę na swoim policzku. Zupełnie się tego nie spodziewałem. Spojrzałem na Leah, której łzy wyschły na skórze, zostawiając prawie całkowicie niewidzialne ślady, jednak ja nadal mogłem dostrzec kontury ścieżki, którą płynęły. Uśmiechnąłem się do niej, nie bardzo wiedząc, co powinienem powiedzieć. Powinienem?

Leah zawahała się przez chwilę, po czym powoli złączyła nasze wargi w niespiesznym pocałunku. Słodkim i tak cudownie prawdziwym, że nawet mi zachciało się płakać. Leah westchnęła cicho, gdy pogłębiłem pocałunek i oddała mi go ze zwykłą u niej niepewnością.

Znalazłem swój raj na ziemi.


***

Nie chciałam się od niego odsuwać, ani przestać czuć jego smaku, zapachu i dotyku. Nie miałam pojęcia, dlaczego, ale czułam, że chyba wszystko powoli zaczyna się stabilizować w moim życiu. Ten wyjazd… zmienił wszystko. Odwrócił moje życie do góry nogami. Chyba już nigdy nie będę tą samą Leą, która została za mną, na lotnisku w Londynie. Ona już nie wróci.

Usiadłam Niallowi na kolanach, nie zważając na jego zaskoczony wzrok. Wygięłam usta w lekkim uśmiechu, który można było nazwać teoretycznie „kocim” uśmiechem. Oplotłam ramiona wokół szyi Nialla i na chwilę zapatrzyłam się w jego oczy. Jakby tak naprawdę nic innego nie liczyło się na tym świecie, tylko one. One mnie na nim trzymały.

Nareszcie dopuściłam to do swojej świadomości – potrzebowałam Nialla… potrzebowaliśmy siebie nawzajem, by oddychać. By… żyć.

Pogładziłam jego policzki, na których już odrastały włoski, z przyjemnością, patrząc jak Niall mruży oczy. Z przyjemności? To było nieważne… najważniejsze było to, że jesteśmy tam. Razem. Pochyliłam się, by znów go pocałować, gdy nagle Niall zaskoczył mnie i runęłam plecami, częściowo na koc, częściowo na, o dziwo, zimny piasek. Zachichotałam, a potem zamarłam, wpatrując się w Nialla jak zahipnotyzowana. Blade światło księżyca sprawiało, że odbijały się w jego oczach białe plamki, przez co ich błękit wydawał się jeszcze bardziej intensywny, a źrenica stawała się czarna jak toń oceanu nocą. Widziałam każdą pojedynczą rzęsę okalającą jego oczy; były długie i na końcach prawie przezroczyste, a do tego rzucały na jego policzki przemile wyglądające cienie.

Niall przycisnął mnie do siebie jeszcze mocniej, jakby wzrokiem pytając o pozwolenie. Mrugnęłam w odpowiedzi, czekając na jego ruch. Nie miałam pojęcia, co mu chodzi po głowie, ale ufałam mu.

Zamykając oczy, czułam jego oddech na swojej szyi. Zadrżałam, gdy dotknął jej tymi swoimi wilgotnymi i miękkimi ustami, ale nie było to niemiłe uczucie – wręcz przeciwnie, podchodziło pod pewien dziwny rodzaj… przyjemności. Zanurzyłam rękę we włosach Niall’a, podczas, gdy on niepewnie sunął wargami po nowym, jeszcze przez niego nieodkrytym terenie. Nie śpieszył się jednak, co działało na korzyść nas obu. Ja mogłam się przyzwyczaić do całkiem nowego odczucia; on mógł mieć pewność, że nie robi mi w ten sposób mentalnej i fizycznej krzywdy. Zdziwiłam się, gdy z moich ust wydobył się cichy jęk. Nie był on jednak żadnym odgłosem wskazującym, na ból. Niall przestał na chwilę, również nie wiedząc, jak ma się zachować, albo co powiedzieć. Zamiast tego, ja po prostu wyszeptałam:

- Nie przestawaj.

Więc nie przestawał, aż do czasu, gdy zrobiło się późno i musieliśmy już się zbierać. Zjedliśmy to, co mieliśmy do zjedzenia, trochę pożartowaliśmy, udało mi się nawet wepchnąć go do wody po kolana. Mogłam już zapisać ten wieczór, jako jeden z najpiękniejszych w moim życiu. Czułam, że zapamiętam go na zawsze.

Wracaliśmy do naszych pokoi, trzymając się za ręce. Niall w drugiej dłoni trzymał gitarę, a ja machałam moją we wszystkich możliwych kierunkach, od tak, dla zabawy. Miałam powody do radości.

Podczas naszej pogawędki powiedziałam Niallowi, dlaczego tak nie lubię mężczyzn. Była to mniej więcej taka sama historia, którą zaserwowałam Georgii i Savannah. Niall długo po tym, jak skończyłam, milczał, siedząc po turecku, dziwnie zamyślony. W końcu tylko przytaknął i nie poruszał więcej tego tematu. Byłam mu za to niezmiernie wdzięczna, bo pewnie rozpłakałabym się, gdybyśmy tylko dłużej o tym mówili. To w nim uwielbiałam – że nie zadawał zbędnych, czasem raniących pytań.

Zrobiłam głęboki wdech, świeżego i trochę parnego, greckiego powietrza, a Niall odwrócił głowę w moją stronę; na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech, gdy widział, jak delektuję się tym wieczorem. Naszym wieczorem. Z myśli wyrwał mnie jego dotyk – delikatnie przejechał kciukiem po wnętrzu mojej dłoni, jakby pytając…

- Myślę o nas – powiedziałam, patrząc na niego, spod pół-przymkniętych powiek – Myślę o tym, ile mogą zmienić te wakacje. Nasze wakacje.

- Nasze – zaakcentował to słowo Niall, jeszcze szerzej się uśmiechając – Postaram się, żeby były wyjątkowe.

- Już są – rzekłam, kopiąc mały kamyczek – Bo jestem tu. Z tobą.

I tak naprawdę więcej nie potrzebowaliśmy mówić…

Niall odprowadził mnie aż pod same drzwi mojego apartamentu, który dzieliłam z Gi i Savie, które teraz prawdopodobnie stały cicho, przy drzwiach, próbując podsłuchać naszą rozmowę. Nie doczekały się jednak niczego, bo zamiast tego przytuliłam się mocno do Nialla i staliśmy tak, objęci dobre kilka minut. Czułam, jak głaszcze mnie po głowie, jak małe dziecko, ale lubiłam to. Lubiłam jego dotyk, jego pocałunki… Wszystko.
 
Świerszcze grały swoją melodię w pobliskich krzakach jakiejś dziwnej, kwitnącej na różowo rośliny, a ja w końcu odsunęłam się o Nialla i pocałowałam go delikatnie. Teraz to ja muszę uważać, bo go nie skrzywdzić. To stało się moim priorytetem. A potem weszłam do ciemnego przedsionka.


------------------------------------------------- 

Tak więc.... nowy rozdział, kochani. Przepraszam, że musieliście czekać. Jak widzicie, historia powoli się rozwija, zanim się obejrzymy dobiegnie końca. To smutne... ale nie traćmy nadziei, bo będą jeszcze nowe opowiadania, nowe pomysły.

Nie wiem, czy jesteście zainteresowani character ask, jeśli tak, pytania zadawajcie TUTAJ nie zapominając sprecyzować opowiadania (OOD - blog o Harrym; PTSOG - ten blog; LB - Larry)

Zapraszam również na mojego Larry'ego i bloga z One Shotami. 


To tyle, żegna was Niall, do napisania: