środa, 17 października 2012

Rozdział 17: „This is all so new, seems too good to be true…”




 

Całe podekscytowane, dokładnie w środę pojechałyśmy taksówką na lotnisko. Savie nie mogła usiedzieć na miejscu, cały czas tylko patrzyła na komórkę, kiedy mamy odlot, ja musiałam oczywiście załatwić wszystkie ceregiele z bagażem, ale i tak poleciałyśmy, jak zamierzałyśmy. Siedziałam w jednym rządku z Gi i Savie, które kręciły się tak, jakby kogoś wypatrywały. Nie miałam pojęcia o co im tak naprawdę chodzi. Jedyne, co mnie zaciekawiło, to fakt, że widziałam chłopaka podobnego do Nialla w hali przylotów, ale równie dobrze mogło mi się przewidzieć. Przecież jest tyle blondynów na tym świecie… jednak ten wyjątkowo przypominał mi Nialla, co podwójnie mnie denerwowało, bo przecież chciałam go wymazać z mojego życia. 

A ten wyjazd miał być ku temu pierwszym krokiem. Po tym, jak zrobiłam przed nim z siebie kompletną idiotkę, stwierdziłam, że nie ma bata – trzeba się odkochać i to jak najszybciej, do póki nie znam go na tyle, by było mi żal tej znajomości. W głębi wiedziałam jednak, że będzie mi go brakowało. Przyłapywałam siebie na tym, że czasami, przed zaśnięciem, myślę o nim. Miałam też na Ipponie wszystkie piosenki One Direction. Nawet te z czasów X-Factora. Co się ze mnie robi? Ich fanka?

Nałożyłam słuchawki, z zamiarem posłuchania muzyki, gdy nagle przed nami pojawił się ktoś podobny do… Zayna. Chwila… kogo, jak kogo, ale jego bym rozpoznała wszędzie. To pewnie przez te tatuaże… Skupiłam wzrok na jego przedramieniu i aż przeklęłam, widząc wytatuowaną dłoń ze skrzyżowanymi palcami. Savie, siedząca obok mnie spojrzała na Gi, która zaczęła się krztusić. One wiedziały… musiały wiedzieć!

- Chcecie mi to jakoś wytłumaczyć? – wysyczałam, wskazując palcem na siadającego już Zayna.

Spojrzały po sobie, ze strachem w oczach, jakby przyłapano je na robieniu czegoś strasznego. Gi jak zwykle starała się wyjść z sytuacji, mową dyplomatyczną:

- Leah, to nie to, co myślisz…

- To co to jest? Możesz mi wytłumaczyć z łaski swojej?! – warknęłam na nią, posyłając jej mordercze spojrzenie – Czy w ogóle zamierzałyście mi powiedzieć, że jadą z nami?!

- To był właściwie nasz wspólny pomysł… - wtrąciła Savie, szukając wsparcia u Gi – Nie mogliśmy patrzeć jak ty i Niall się męczycie, więc z chłopakami zorganizowaliśmy ten wyjazd, byście się do siebie zbliżyli… AŁA! – krzyknęła Savie, gdy Georgia uderzyła ją w przedramię, z miną zabójcy, a mi posłała przepraszający uśmiech.

- To wcale nie tak miało wyjść… chociaż pewnie wcześniej czy później byś się zorientowała… - powiedziała Gi, wzdychając – Daj mu szansę Leah. Zasługuje na nią.

Spuściłam głowę, opierając się czołem o tył fotela przede mną; dotknęłam skórą o zimny plastik, nie wiedząc, co powinnam zrobić. Może właśnie nic? Dać losowi wolną wolę…?

- Wiem. – odpowiedziałam Gi, czując jak samolot się wzbija, ale niezbyt mi to przeszkadzało, bo byłam przyzwyczajona do lotów i znosiłam je nadzwyczaj dobrze – Boję się.

- Czego?

Wzruszyłam ramionami, nadal będąc w pozycji skulonego leniwca.

- Sama nie wiem. To chyba pierwszy raz, kiedy tak na kimś mi zależy – rzekłam, zanim ugryzłam się w język; ale skoro zaczęłam, to muszę skończyć – Więc zamiast wszystko upraszczać, tylko bardziej komplikuję, przy okazji go raniąc, chociaż tego nie chce. Ranienie Nialla to ostatnie rzecz, jakiej chcę… jaka jest mu potrzebna. Po prostu, gdy go widzę, żołądek mi staje gdzieś na wysokości przełyku i nie wiem, co powinnam powiedzieć, chociaż w głowie mam tyle myśli. Irytuje mnie to, że tak na mnie działa. Nie potrafię sobie poradzić z tym wszystkim, to jest takie nowe, pierwsze… - zanurzyłam twarz w dłoniach, nawet nie patrząc na przyjaciółki; pewnie były w niezłym szoku.

- Myślę… - Savie położyła mi rękę na ramieniu – Że powinnaś z nim porozmawiać, ale tak szczerze i na spokojnie.

- Tylko, że ja nie potrafię – mój głos powoli przypominał łkanie – za dużo tego wszystkiego na raz. A do tego boję spojrzeć mu w oczy, po tym, jako powiedziałam, że go kocham…

Gi wciągnęła głośno powietrze do płuc z zaskoczenia, a Savie wydała jakiś dziwny dźwięk, przypominający chrząknięcie małego prosięcia.

- A on na to, co? – nigdy nie słyszałam większego podekscytowania w głosie Gi, jak teraz w samolocie.

- Nico - mruknęłam – Nawet się nie ruszył, tylko stał jak głupek, a ja zdążyłam zejść do metra.

- Też bym się ździebko zdziwiła na miejscu Nialla, wiesz? – zaśmiała się Savie, a ja podniosłam głowę i zmierzyłam ją, aż się zmieszała – No, co? Zachowujesz się tak, jakbyś go nienawidziła, a potem mówisz, że go kochasz? Co ty byś poczuła w takiej sytuacji?

- Ja? Zapewne nic, jak zwykle – zmieniłam pozycję i oparłam głowę na zagłówku fotela, który był strasznie niewygodny. – Przecież obydwie dobrze wiecie, że ja nie mam uczuć.

- Masz, Leah… tylko dlatego, że ktoś dawno temu pokazał ci, że one są bezwartościowe, nie znaczy, że rzeczywiście takie są. – powiedziała Savie dobitnie, a ja z Gi spojrzałyśmy na nią ze zdziwieniem; od kiedy Savie miała takie głębokie myśli?

- Może masz rację… na razie potrzebuję czasu, by zmienić stare nawyki – odrzekłam, a Savie uśmiechnęła się dziwnie.

- To trzeba zacząć od teraz! – wstał nagle i wydarła się na cały samolot, chociaż nie można było jeszcze wstawać – NIALL! Jakaś blondynka tutaj cię potrzebuje i to zaraz!

Gi spojrzała wymownie w sufit i tak jak ja, walnęła facepalm’a. Niestety (albo stety) Niall nie mógł opuścić swojego miejsca, dopóki kontrolka nie przestała się świecić. Dzięki temu miałam trochę czasu na przemyślenia, zanim się pojawił obok mnie. Wiedziałam, co chce mu powiedzieć, a także, co chcę zrobić. Byłem pewna na sto procent, co do niego czuję. Nie chciałam tego zawalić.


Gdy jednak ikonka pasów przestała się świecić, poczułam niepewność, a serce zaczęło wyrywać mi się z piersi. Nagle wszystko, o czym chciałam mu powiedzieć, zniknęło mi głowy, a na miejscu słów pojawiła się pustka, zupełnie, jakby wszystko zostało wymazane. Do tego poczułam suchość w ustach, gdy z drugiego końca samolotu, zaczęła się do nas przebijać blond włosa postać chłopaka… mojego chłopaka?

Uśmiechnęłam się lekko, gdy tylko o tym pomyślałam. Gdyby on wiedział… gdyby wiedział, jak na mnie działał każde słowo, jakie wypowiadał, tym swoim anielskim głosem, to dziwne uczucie, gdy mnie przytulał… jakbym nareszcie była bezpieczna. Odganiał moje lęki, trzymał mnie, bym nie rozpadła się na kawałki. Może tego nie wiedział, ale to on kontrolował bicie mojego słabego serca. To wszystko było takie inne, takie nowe, takie cudowne, takie… niewiarygodne. Bo kto by pomyślał, że ja… ja!... mogę się w końcu w kimś zakochać? Tylko, dlaczego padło akurat na niego? Akurat na mnie? Akurat na… nas. My. To brzmiało tak… doskonale. Zbyt doskonale, by być prawdą.

Ale najwidoczniej było, bo Niall stanął obok mnie, patrząc na czubki swoich butów, z lekkim uśmiechem majaczącym mu na ustach. Ten jego uroczy uśmiech, przez który rozpływałam się jak masło wystawione na słońce.

Rozpięłam pas, a potem rzuciłam mu się w ramiona. Moje ramiona. Czułam jego zapach, jego bliskość, jego przyśpieszone bicie serca. Zacisnął ręce na mojej talii, jak zwykle to robił – delikatnie i niepewnie, jakby bał się mnie skrzywdzić. To prawda… łatwo było mnie urazić, a tym bardziej skrzywdzić, ale jednego byłam pewna – Niall nigdy, przenigdy by mnie nie skrzywdził. To był Niall. Nie ktoś inny.

Kabina samolotu to nie najlepsze miejsce na czułe przywitanie i przeprosiny, ale ja nie chciałam czekać, aż dolecimy na Zakynthos. Musiałam zrobić to tu i teraz…

Stanęłam na palcach i położywszy dłonie na jego policzkach, przyciągnęłam jego usta do moich, wzdychając cicho. Tego potrzebowałam; tego mi brakowało przez te kilka dni. Jakby każdy pocałunek, był moim powietrzem. Niall oddał mi pocałunek, nieznacznie go pogłębiając. Może nie zdawał sobie z tego sprawy, ale smakował jak najsłodsza czekolada. Każdy centymetr kwadratowy mojego ciała przeszyła niewidzialna błyskawica pożądania. Zadrżałam w jego ramionach, co on źle zinterpretował i odsunął mnie od siebie nieznacznie, chcąc cos powiedzieć, ale ja mu nie pozwoliłam. Ponownie zatopiłam się w jego ustach, pragnąc więcej.  O wiele więcej… bo nic innego tak naprawdę się w tamtej chwili nie liczyło. Tylko on, tylko ja. Tylko…

My.

When you pull me close, feelings I’ve ever known… they mean everything, leaving me no choice, (…)Do you even know, how you make me weak?

W końcu oparłam swoje czoło o jego, dysząc cicho. Nie byłam w stanie spojrzeć mu w oczy. Najpierw uciekłam, powiedziałam, że go kocham… a potem jak gdyby nigdy nic go całowałam.

Niall zaśmiał się cicho, a ja spojrzałam na niego pytająco. Pokręcił tylko przecząco głową, mówiąc w ten sposób: nevermind, a ja wzruszyłam ramionami. Jakby chciał, to by powiedział, co mu chodzi po głowie.
- Może lepiej usiądziemy – zaproponował, a ja zgodziłam się z nim.

Savie od razu rzuciła się do odpinania pasów i zaproponowała, że przeniesie się do chłopaków, co też uczyniła. A ja i Niall usiedliśmy na swoich miejscach, obok siebie. Uniosłam dzielący nas podłokietnik i ułożyłam się w jego ramionach. Trwaliśmy tak, nie odzywając się do siebie. Bo tak naprawdę nie potrzebowaliśmy słów. W końcu jednak postanowiłam coś powiedzieć, ale okazało się, że Niall też pomyślał o tym samym:

- Słuchaj… - zaczęliśmy razem, a potem zachichotaliśmy.

- Ty pierwszy.

Niall poprawił się w fotelu.

- Chciałem, żebyś ten pierwszy wieczór na Zakynthos spędziła ze mną. – zaproponował, patrząc, jak zareaguje – Zdaję sobie sprawę z tego, że jeszcze wiele o tobie nie wiem; a chciałbym się dowiedzieć.

- Dobrze – odpowiedziałam, bawiąc się zamkiem od jego bluzy – Dowiesz się tego, czego powinieneś dowiedzieć się już dawno.

Gi, siedząca obok posłała mi pytające spojrzenie, a ja przytaknęłam jej lekko. Zdziwiła się, ale widziałam, że w pełni podziela moje zdanie. Westchnęłam, przymykając oczy; ten zapach działał na mnie uspokajająco.

- Chcesz spać? – wyszeptał Niall, głaszcząc mnie po włosach.

- Trochę. Muszę mieć siły na wieczór – zachichotałam, widząc, że Niall lekko się rumieni.

- Chcesz koc? – jak ja lubiłam, jak się tak o mnie troszczy…

- Nie, jesteś lepszy od jakiegokolwiek innego koca i poduszki – wtuliłam się w niego najbardziej jak się dało i zamknęłam oczy.

Czując jak Niall głaszcze mnie po włosach i się nimi bawi, zasnęłam, kołysana przez samolot i cichy śpiew mojego chłopaka. Cudownie to brzmiało…

Mój chłopak.

Chyba powinnam się do tego przyzwyczaić.


***

Hotel okazał się cudownym, malutkim, kameralnym kurortem, z dala od cywilizacji. Praktycznie, po przejściu na drugą stronę ulicy, byliśmy już na plaży. Może plaża była trochę żwirowa, ale nie przeszkadzało mi to ani trochę. Wszystko było cudowne z trzech powodów.

1.       Byli ze mną przyjaciele.

2.       Mogłam odpocząć od nauki

3.       Nareszcie pogodziłam się z tym, co czuję do Nialla.

Zameldowaliśmy się w pokojach, które już dla nas uszykowano; nie odbyło się bez kłótni chłopaków, kto, z kim śpi. Ostatecznie wyszło i tak na to, że musieli kisić się w ogromnym apartamencie, podczas, gdy ja Georgia i Savannah miałyśmy osobny pokój, trochę od nich oddalony, w głównym budynku, ponieważ chłopcy wykupili cały bungalow. Gdy rozpakowałyśmy się i zjadłyśmy kolację – chłopacy zjedli z nami, robiąc przy tym strasznie dużo hałasu; myślałam, że nas wyrzucą z restauracji! – postanowiłam, że trochę odpocznę i zapytam Nialla, o której i gdzie mamy się spotkać. Jednak mój chłopak ubiegł mnie i sam pierwszy wysłał sms’a z datą i miejscem. Tak, więc o dwudziestej, ubrana w niebieską, zwiewną sukienkę, mając pod nią bikini, wyruszyłam na plażę, mając mieszane uczucia. A co jeśli znowu wszystko zawalę?

Give me reason, but don’t give me choice, cause I’m gonna  make the same mistake…

Odetchnęłam głęboko, starając się myśleć pozytywnie, idąc ścieżką w stronę plaży. Minęła ulicę, mając za dużo myśli w głowie, których starałam się pozbyć za wszelką cenę. Za dużo wątpliwości (znowu) się w niej skumulowało… a do tego nie mogłam dopuścić. Z jakiegoś niewyjaśnionego powodu ja i Niall byliśmy sobie przeznaczeni. Nie miałam pojęcia dlaczego, ani tym bardziej po co – przecież byliśmy tak różni od siebie. Dwie skrajności… ja i on. Ale w pewnym sensie tworzyliśmy wspólne my.

Gdy moje bose stopy dotknęły gorącego jeszcze piasku, wiedziałam, co mam zrobić. Po prostu być. Po prostu go kochać. Po prostu go nie opuszczać.

Zaparło mi dech w piersiach, gdy zobaczyłam Nialla z gitarą, siedzącego na kocu, wokół którego ustawione zostały tysiące świeczek. Wyglądało to tak magicznie… tak niesamowicie nierealnie. Uśmiechnęłam się do Nialla, który wstał, a na jego twarzy malowało się lekkie zdenerwowanie.

- Zanim coś powiesz, usiądź. – rzekł do mnie, wskazując koc – Bo przygotowałem coś jeszcze. – położył palce na gryfie swojej gitary, a mi zaświeciły się oczy. – To dla ciebie…

I zaczął śpiewać tym swoim anielskim głosem…





-----------------------------------------

Witam was... z BARDZO przełomowym rozdziałem. Wreszcie... zaczyna się coś pięknego. I chyba to jeden z moich ulubionych rozdziałów. Bo miłość, właściwie podana jest naprawdę piękną rzeczą.

W każdym razie, pod poprzednią notką spodziewałam się więcej komentarzy :<

Anyway zapraszam na mojego nowego LARRY'EGO mam na ten bromance jakąś dziwną fazę lol O.o ENJOY! xx

sobota, 6 października 2012

Rozdział 16: „ I don’t wanna face this world alone, without you by my side”






Dzwoniłem do niej kilkanaście razy, ale nie odbierała; zaczynałem się o nią martwić, więc skontaktowałem się z Savie, by upewnić się, czy wszystko z Leah w porządku. Zamiast odpowiedzi typu: „Jest dobrze”, usłyszałem w słuchawce charakterystyczny płacz. Dziwne kleszcze ścisnęły mi serce, gdy zorientowałem się, że to Leah płacze. Savie wyszeptała tylko, że zaraz oddzwoni, a ja westchnąłem i opadłem na siedzenie w aucie, marszcząc brwi i próbując pozbierać myśli. Po tym, jak Leah zniknęła mi z oczu, siedziałem prawie piętnaście minut a aucie, próbując jakoś się ogarnąć – niestety, nieskutecznie.

Jej słowa tak mną wstrząsnęły, że nawet nie mogłem racjonalnie rozumować. Jednak natychmiastowo odebrałem telefon od Savie, gdy tylko komórka zaczęła wibrować mi w ręce.

- Coś ty jej zrobił! – syknęła do słuchawki Savie, aż musiałem oddalić aparat od ucha – Przyszła do mnie cała zapłakana i nie chce mi nic powiedzieć! Czekam na wyjaśnienia!

Starałem się opowiedzieć wszystko, co wydarzyło się w ciągu zaledwie dwóch godzin, ale miałem wrażenie, że mówię nieskładnie, a głos drżał mi w niewyjaśniony sposób. Oparłem czoło o chłodną szybę i włączyłem klimatyzację na włączonym silniku. Zacząłem jechać, przełączając się na głośnik, by policja czasem nie wlepiła mi mandatu, nadal wyjaśniając całe zajście. Stojąc na czerwonym świetle, skończyłem, czekając, aż Savie coś powie, ale milczała dłuższą chwilę, najwyraźniej nie mniej wstrząśnięta jak ja. Przed oczami miałem JĄ, tylko JĄ, nikogo innego. Nawet nie zauważyłem, jak z czerwonego zrobiło się zielone światło, a ja nadal stałem, do czasu, gdy obudzili mnie kierowcy za mną, trąbiąc głośno. Ruszyłem, a Savie odezwała się cicho:

- Nie wiem, co powiedzieć…

- A myślisz, że ja wiem? – prychnąłem, przejeżdżając kciukiem po wargach, jakby to miało odnowić wspomnienia o naszych pocałunkach; poskutkowało – dotyk warg Lei wydał mi się strasznie realistyczny…

- Postaram się z nią pogadać, ale nic nie obiecuję – mruknęła Savie, wzdychając – Ale… jakoś to do mnie nie chce dojść. Najpierw powiedziała, że cię kocha, a potem odbiegła z płaczem?

- Tak – kiwnąłem głową, przypominając sobie, że przecież Savie nie zobaczy tego gestu – byłem zbyt zaskoczony, by za nią pobiec.

- Rozumiem – rzekła Savie poważnym tonem – Leah jest u mnie, jakby co. Pewnie nie chce nawet z tobą rozmawiać. Odrzuca połączenia?

- Mhm – przytaknąłem, wjeżdżając na podjazd przed naszym domem – Ale nie poddam się tak łatwo.

- Wiem, Nialler – po raz pierwszy od początku naszej rozmowy, Savie zaśmiała się – Dam ci znać, jakbym dowiedziała się czegoś nowego, okej?

- Będę czekał – wyciągnąłem klucze z tylnej kieszeni, po zamknięciu samochodu, a potem, trzymając je w zębach, otworzyłem drzwi wejściowe, witając się skinieniem głowy z recepcjonistką apartamentu – Dzięki za pomoc, naprawdę bardzo to doceniam.

- Nie ma za co… - odpowiedziała Savie, a potem w tle rozległ się głos – To ja kończę, Gi przyszła.

I zanim cokolwiek zdążyłem powiedzieć, usłyszałem dźwięk odkładanej słuchawki, a potem rozległy się sygnały. Nacisnąłem czerwoną słuchawkę i schowałem telefon do kieszeni. Otworzyłem drzwi od naszego apartamentu. Zdjąłem buty, gdy nagle ktoś naskoczył mi na plecy.

- Hej, Niallerku, jak tam randka? – no tak, kto to mógł być, jak nie Tommo…

- Nijak – warknąłem, strącając go z siebie.

- Ej, nie bądź dla mnie taki niemiły! – wygiął usta w podkówkę, krzyżując ręce na piersi, a ja rzuciłem mu złowrogie spojrzenie.

Nie witając się z nikim, ruszyłem prosto do swojego pokoju. Byłem strasznie wkurzony, nie postawą Leah, ale moją. Powinienem ją zatrzymać, powinienem powiedzieć… no właśnie. Co powiedzieć?

Kocham cię, głuptasie! Rozległo się echem w mojej głowie.

Rzuciłem się na łóżko, zakrywając twarz rękoma. Byłem idiotą, skończonym idiotą. Tak, ja Niall James Horan byłem nim. Bo nawet nie potrafiłem się zebrać do kupy, gdy dziewczyna, która mnie tak strasznie odrzucała i raniła, powiedziała mi, że mnie kocha… nie wiem, czy na tyle mocno, na ile ja ją kochałem
, ale…

I feel it when I’m with you.        


***

Siedziałem na kanapie, leniwie patrząc się jak Zayn i Harry grają na X-boxie z zaciętymi minami, gdy obok mnie usadowił się Louis z niezbyt tęgą miną. Spojrzałem na niego, zaciekawiony, a ten tylko westchnął.

- Chyba nie poszło mu najlepiej – odpowiedział na moje nieme pytanie Lou, drapiąc się po ramieniu – Nawet nie śmieszyło go moje „przywitanie się”.

Widać było, że Niall swoim zachowaniem trochę uraził Louis’a, bo ten cały czas miał zacięty wyraz twarzy. Nie dziwiłem się ani Lou ani Niallowi. Obydwoje mieli powody, by nie mieć dobrych humorów, ale gdy członkowie One Direction nie są ze sobą w zgodzie, na wszystko idzie tak, jak powinno.

- Ej, Daddy, podaj żelki! – poprosił, wciąż pochłonięty grą, Harry, machając w moją stronę jedną z rąk.

Ze stęknięciem wychyliłem się po nieotwartą paczkę kwaśnych żelek, a potem rzuciłem prze pół pokoju do Harry’ego, który oberwał w głowę. Siedzący obok niego Zayn zachichotał jak opętany, tak samo jak Louis, który już chyba zapomniał o niemiłym incydencie z Niallem i jawnie obśmiewał swojego bromance’owego partnera. Ale oni już tak mieli.

Martwiłem się o Nialla. Zawsze był taki delikatny, łatwy do urażenia, zranienia. Kiedyś, fanki w Ameryce powiedziały, że nie zasługuje, by być w One Direction. Niall spokojnie poszedł za kulisy… a potem popłakał się jak małe dziecko. Musieliśmy uspokajać go przez kilka minut. Też bym pewnie podobnie zareagował na taką obelgę. Ale One Direction bez Nialla, to nie One Direction. Zespołu nie ma, gdy chociaż jednego z nas brakuje. Jesteśmy przecież rodziną.

Wstałem z kanapy, kręcąc głową z dezaprobatą, gdy Harry i Zayn zaczęli się wzajemnie wyzywać. Oj, jak Zarry zaczyna kłótnię, to lepiej się zmywać z pomieszczenia. Stanąłem przed pokojem, który dzieliłem z Niallem i Zaynem i zapukałem lekko. Cisza. Teoretycznie to był też mój pokój, więc miałem prawo do niego wejść… Naparłem na klamkę i uchyliłem drzwi, wchodząc. Niall leżał w swoim łóżku, trzymając twarz w poduszce. Nie był to zbyt dobry widok.

- Hej… - zacząłem, nie wiedząc, jak się do tego zabrać – Chcesz jeść? Będę robił kanapki.

- Nie, dzięki – usłyszałem jego stłumiony przez poduszkę głos – Nie jestem głodny.

Uniosłem jedną brew ku górze. Niall nie jest głodny? Od kiedy? Przecież zazwyczaj jest jak ten odkurzacz z Teletubisiów, którzy wsysał wszystko, co znalazł na swojej drodze…

- Na pewno? – zapytałem, a Niall przytaknął; nie mogłem go tak zostawić, więc usiadłem na brzegu jego łóżka, milcząc.

Nie odzywaliśmy się do siebie ładnych parę minut, gdy Niall postanowił coś powiedzieć; głos jednak miał na tyle wyprany z emocji, że zaczynałem się o niego poważnie martwić:

- Znowu wszystko poszło nie tak. A to wyłącznie moja wina… - głos mu się załamał – Mogłem za nią pobiec, mogłem powiedzieć… - urwał i zacisnął mocnej dłonie na poduszce.

- Co tak właściwie się stało? – spytałem, a Niall opowiedział wszystko, co do joty; po tym monologu nie miałem wątpliwości – najważniejsze sceny miały rozegrać się na Zakyntos.

- I co ja mam teraz zrobić, Liaaaaaam? – jęknął przeciągle Niall, odkrywając twarz.

Wzruszyłem ramionami.

- Chyba najlepiej będzie, jak poczekamy te kilka dni, aż do naszego wyjazdu na Zakynthos.

- Może masz rację… - Niall zerknął na telefon, który trzymał w ręku – Ale mogę spróbować do niej zadzwonić? Chociaż raz, dwa… ewentualnie dziesięć…

- Wiesz, próbować zawsze możesz – poklepałem go po ramieniu i podniosłem się – A tak na serio, chcesz te kanapki? Sam zgłodniałem…
 
                  - Zamówmy pizzę, prooooszę  - prawie zaskomlał Niall, a ja uśmiechnąłem się; nasz głodomór wracał do żywych, to był dobry znak.


---------------------------------------
Tak więc wracam do was z nowym rozdziałem... który jest trochę krótki przepraszam. Po prostu trzeba jakoś rozwinąć akcję. Więc... mam nadzieję, że się podobał :) jakoś nie mam weny do rozpisywania się dziś, więc uraczę was Niallerkiem:



I do następnego! <3 xx