piątek, 7 września 2012

Rozdział 14: „And I feel that when I'm with you, It's alright, I know it's right…"





Siedziałem w salonie, zastanawiając się, dlaczego naszego kochanego głodomorka nadal nie ma. Zazwyczaj nie wracał późno do domu, chociaż to zawsze on i Harry często wpadali w kłopoty. A już najczęściej razem. Nie miałem pojęcia, dlaczego tak jest, ale fakt nadal pozostawał faktem. Stanąłem przed lustrem i zacząłem poprawiać moje krótkie, czarne, chociaż i tak sterczały na wszystkie strony. Układałem je chyba z piętnaście minut rano, a one tak mi się odwdzięczają? Nawet nie chce im się układać pod koniec dnia…

Zaśmiałem się do mojego odbicia i zlustrowałem nowy tatuaż na przedramieniu, którego zawsze dotykały moje fanki. Nie wiedziałem, co im się takiego w nim podoba, ale nie miałem nic przeciwko, że mnie dotykają. Chyba, że zaczynały dogłębnie badać mój tyłek. To już gorzej; Niall i Liam też tego nienawidzą. Za to Lou jest nawet „kontent”, że tak się wyrażę, a do tego zawsze uśmiecha się, gdy jakaś fanka „przypadkowo” łapie go za pośladek i pyta się, czy jest wystarczająco jędrny. Niektóre się wtedy śmieją, inne coś tam mówią pod nosem, a inne po prostu palą buraka i znikają nam z oczu, jakby przeżyły właśnie traumatyczne przeżycie. Mimo, że były takie na nas napalone i czasami nachalne, to i tak je uwielbiałem. Fajnie jest mieć za sobą tabun dziewczyn, które zrobią dla ciebie wszystko. Mimowolnie przejechałem po swojej szczęce, na której widniał dwudniowy zarost.

- Dobra, Malik, nie zachowuj się tak, jakbyś był napalony sam na siebie – odezwałem się do odbicia, a potem parsknąłem śmiechem.

Rozległ się szczęk zamka, a potem usłyszałem, jak Niall śpiewa cicho pod nosem:

- And the songbirds are singing, Like they know the score and I love you, I love you, I love you, like never before…

- Co tam, zakochańcu? – zaskoczyłem go, czochrając mu włosy, czego strasznie nie lubił, chyba, że osobą czochrającą była jakaś piękna dziewczyna…

- To ty – wypowiedział te słowa z nutką zdziwienia – Nie na imprezie?

- Nie tym razem – stwierdziłem, patrząc, jak się rozbiera z kurtki – Chłopaki poszli po pizzę i robimy wieczór filmowy, co ty na to?

- Pizzę? – przewróciłem oczami. No tak, na jakie inne słowo, Horan przybiegał do nogi niczym posłuszny pies?

- Tak, pizzę i nie martw się, ze spokojem starczy, chyba, że znowu wpieprzysz połowę – wyszeptałem teatralnie, po czym zostałem uderzony przez Nialla w ramię – Opowiadaj, jak było u Leah?

- Normalnie – stwierdził, wzruszając ramionami, ale widziałem w jego oczach wesołe ogniki; coś musiało się wydarzyć. – Oglądaliśmy „Wodę dla słoni”.

Pokiwałem głową. Kiedyś już widziałem ten film; do komedii nie należał, musiałem przyznać, że uroniłem na nim łzę lub dwie… lub całe morze łez.

- Płakała?

- Tylko trochę – przyznał Niall, a jego oczy rozszerzyły się jeszcze bardziej, tak bardzo był podekscytowany – Wtuliła się we mnie i było w porządku…

- Czyli mam już zacząć ci gratulować, co? – zaśmiałem się, a Niall zrobił pytającą minę – Musimy zrobić imprezę na cześć naszej nowej pary…

- Ale my nie jesteśmy parą – zaprotestował Niall, a jego nastrój momentalnie się zmienił; kąciki ust opadły ku dołowi, a oczy straciły blask – Tylko przyjaciółmi.

- Eee… jak to? – zdziwiłem się – Liam mówił nam o tym, co stało się pomiędzy tobą, a Leah. I po tym wszystkim nie jesteście razem?

Niall pokręcił przecząco głową, zamyślając się na chwilę. Zdjął buty i ułożył je równo, obok siebie, co było do niego niepodobne. Zazwyczaj tak jak je zdjął, tak zostawały, dopóki, Liam nie był na tyle uprzejmy i ich nie poprawił, z typowym dla niego westchnieniem.

- Leah potrzebuje czasu i ja to rozumiem – odezwał się w końcu Niall, nie patrząc na mnie, tylko błądząc gdzieś spojrzeniem – Nie chcę na nią naciskać, szczególnie, że mam wrażenie, że naprawdę wiele przeszła. Nie pozwala mi się dotykać… znaczy tylko lekko – poprawił się blondyn – mogę trzymać ją za rękę, głaskać ją po policzku, ale gdy tylko za mocno ją przytulam, nagle drętwieje jak kukła i odsuwa się ode mnie.

Widać było, że Niall naprawdę rozumiał Leah (albo przynajmniej starał się zrozumieć), ale każdy jej odpychający gest sprawiał mu ból. Nigdy nie widziałem, żeby jakakolwiek dziewczyna działała na Nialla w tak dwa skrajne sposoby – jednocześnie sprawiała, że unosił się nad ziemią i raniła go tak mocno, aż do samego serca.

Nie miałem pojęcia, jak mogę go pocieszyć, więc tylko klepnąłem go w plecy w uspokajającym geście.

- Będzie dobrze, Nialler. Coś mi mówi, że ona broni się przed twoim urokiem, ale nie na tyle skutecznie, by mu nie ulec – po tym jednym zdaniu, Niall odzyskał, chociaż w minimalnym stopniu dobry humor; jednak najszczęśliwszy stał się, gdy chłopacy z dzikim wrzaskiem wrócili z kilkoma kartonami pizzy.

Na naszym wieczorze filmowym obejrzeliśmy wszystkie części „Gwiezdnych Wojen”, za którymi nawet przepadałem, ale nie tak bardzo jak Louis, który leżał spłaszczony przed telewizorem, jak małe dziecko, przyglądające się nowej zabawce. Śmiałem się z jego zachowania, a do tego komentowałem film na tyle głośno, by, co chwilę obrywać od niego jakimiś dziwnym przedmiotami, które akurat znajdowały się w zasięgu jego rąk. Starałem się robić uniki, ale razy czy dwa, wpadłem na siedzącego obok mnie Harry’ego, a oprócz tego włożyłem łokieć do jego kawałka pizzy, który akurat trzymał w dłoni. Loczek nie miał zamiaru tego jeść, ale na kawałek rzucił się Horan ze słowami: „Po co wyrzucać, skoro cały czas nadaje się do jedzenia!”, ale to w końcu cały Horan, nieprawdaż?

***


Przekręciłem się na łóżku po raz setny tej nocy, zastanawiając się, co zrobić w związku z Leah. To była chyba moja trzecia bezsenna noc, ale nie mogłem nic na to poradzić. Gdy tylko kończyło się jedzenie, mój umysł automatycznie przełączał się na nią, jakby już tak musiało być. Przed oczami pojawiały mi się obrazy - jej twarz wykrzywiona w bólu, jej łzy, uśmiech, niewyraźne kontury sylwetki… Jakby jej dotyk i mimika zostały wyryte w moim umyśle i za żadne skarby nie chciały go opuścić. W łóżku obok, Liam przewrócił się i wymamrotał coś przez sen; zazdrościłem mu tego, że smacznie pochrapuje, podczas gdy ja tak strasznie się męczę.

Spojrzałem na stolik nocny, na którym leżała komórka. Naszła mnie nagła chęć zadzwonienia do Leah, albo ewentualnie zaesemesowania. Ale była… (spojrzałem na wyświetlacz telefonu i aż sam się zdziwiłem) druga w nocy. O tej godzinie mogłem jedynie pomarzyć sobie o połączeniu z Leah. Westchnąłem, chcąc już odłożyć komórkę na miejsce, gdy nagle zobaczyłem, że ekran staje się jaśniejszy, a cały telefon wibruje. Całe szczęście, że miałem go na milczy, bo Daddy by się obudził – o Zayna się nie bałem; obojętnie gdzie i w jakiej pozycji… zawsze miał kamienny sen. Otworzyłem wiadomość…

Nie mogę spać. Mam nadzieję, że Cię nie obudziłam.

Wstrzymałem powietrze, nie mogąc uwierzyć. Czyżby… telepatia? Parsknąłem cichym śmiechem na samą myśl i odpisałem jej.

Nie obudziłaś mnie, ja też nie mogę spać. Xx

Czekałem tylko minutę na odpowiedź.

Eee… telepatia? Bo jak inaczej można to nazywać…

Powiązanie dusz może… kto wie? xx

Napisałem to z nadzieją, że może chociaż mi przytaknie, ale ona tylko odpisała:

Mam specjalną kartę do Milkshake City.

Normalny człowiek by zdziwił się: „Po co ona mówi o jakiejś specjalnej karcie?”,  ale ja doskonale przeczytałem między wierszami. Uśmiechnąłem się na to zaproszenie.

Sobota o 15?

Myślałam, że już nigdy nie zapytasz… xx

Uśmiechnąłem się do samego siebie, widząc dwa iksy na końcu wiadomości.

Mimo, że rozstaliśmy się kilka godzin temu… nadal tęsknię. Xx

Wiedziałem, że ta wiadomość jest ryzykowna, ale byłem ciekawy jej reakcji. Nie odpisywała kilka minut, aż zacząłem się niepokoić. Głupi, głupi, po co to pisałeś?! Podskoczyłem, gdy komórka zawibrowała.

Do soboty.

Walnąłem facepalm i opadłem na poduszki. Tak, jestem największym głupkiem świata.


***

Obudziłem się lekko zamroczony. Dopiero o piątej zasnąłem, zmordowany czuwaniem, słysząc tylko, zazwyczaj nieprzeszkadzające chrapanie Zayna i wiercenie się na łóżku Liama. Przetarłem oczy, próbując sobie przypomnieć, co takiego mi się śniło, ale żaden obraz nie pojawił się w moim umyśle. Z westchnieniem przewróciłem się na drugi bok z zamiarem pospania sobie jeszcze z godzinkę lub dwie, ale nagle do pokoju weszli jak burza Harry z Lou, robiąc istny huragan. Nawet nie chciało mi się na nich patrzyć, tylko jęknąłem i nakryłem się kołdrą po uszy, modląc się, by sobie poszli. Jednak oni usilnie udawali samoloty, robiąc przy tym strasznie dużo hałasu. Usłyszałem jak Zayn się budzi (a powszechnie wiadomo, że obudzony i niewyspany Zayn, to zły i zażarty Zayn) i zaczyna głośno przeklinać, rzucając coś w stylu: „Nie dają człowiekowi pospać, chuje jebane!” czy coś. Niezbyt wsłuchiwałem się w jego mowę, a propo zdrowotnego wpływu snu na organizm człowieka, gdy nagle wielkie cielsko zwaliło się na mnie z siłą kilku ton.

- Lou! – syknąłem, czując jak jego kolana wbijają mi się pomiędzy żebra – Złaź ze mnie, poprańcu!

- Haroldziku, on mnie przezywa! – poskarżył się Lou zdzierając ze mnie kołdrę i całując mnie w policzek, na co ja tylko uderzyłem go lekko w ramię. – A do tego bije! – dodał od razu Louis, udając szloch.

- Ja ci dam bić mojego Louieh! Nie dostajesz za to śniadania dzisiaj, ooo! – odezwał się do mnie Harry, grożąc mi palcem.

Dzisiaj jakoś nawet ta groźba nie robiła na mnie wrażenia. Wymamrotałem, żeby zostawili mnie w spokoju i ponownie zatopiłem się w poduszkę, ignorując Tomlinsona siedzącego na mnie okrakiem.

- Eee, Niall, czy ty się dobrze czujesz? – zapytał całkowicie poważnie Harry.

- Tak, a co? – warknąłem, mając zamknięte oczy.

- Nie chcesz jeść… to, co najmniej… dziwne – odpowiedział na niego Louis, schodząc ze mnie i sadowiąc się obok, na kołdrze.

- Fajnie, skończyliście już? Chcę spać – mruknąłem, zakrywając się ponownie kołdrą, a chłopacy byli jakoś dziwnie cisi.

- To przez Leah, prawda? – zaczął ostrożnie Zayn, o dziwno, przebudzając się.

- Nie, to przeze mnie – wyznałem, nadal zakopany w pościeli – na każdym kroku wszystko chrzanię i tyle. Wystarczy?

Słyszałem jak Lou i Harry rozmawiają o czymś szeptem, a potem Harry odezwał się głośniej:

- Słuchaj, jest coś, o czym chcemy ci powiedzieć. – zaczął, a ja odkryłem się i spojrzałem na niego podejrzliwie. – Miała to być niespodzianka, ale dziewczyny zadzwoniły do nas dosyć dawno i zapytały, czy mamy plany na wakacje. Chcemy wyjechać z nimi na Zakynthos na kilka dni. Piszesz się?

Otworzyłem szeroko oczy ze zdziwienia. To nie możliwe, by Leah się zgodziła z nimi jechać… niewiarygodne.

- Jak ją przekonaliście? – spytałem, mając nadal oczy wielkości monet.

- W tym sęk – rzekł Louis, drapiąc się po karku – Że Leah nic na razie o tym nie wie. Nie mamy pojęcia, czy Gi i Savie jej powiedziały i przekonały… miały zadzwonić, jak wszystko będzie już ustalone, ale pewnie czekają na koniec egzaminów na uczelni.

Kiwnąłem głową na znak, że nie rozumiem, a potem usiadłem na łóżku, wyobrażając sobie to. Ja… Leah… egzotyczna, grecka wyspa. Plaża, morze, zachód słońca… Wtedy do głowy wpadł mi genialny pomysł i nie chciał jej opuścić. Uśmiechnąłem się sam do siebie, wiedząc nagle, co mam zrobić, żeby Leah uwierzyła, że to co do niej czuję, nie jest na chwilę. I że może mi zaufać. Tak bardzo chciałem, by to się stało. Przymknąłem oczy, będąc już wyobraźnią na Zakynthos, obmyślając plan. To musiało wypalić, po prostu musiało…

- Dziwne, uśmiecha się do siebie już drugą minutę – doszedł do mnie głos Zayna, aż drgnąłem.

- Zamyśliłem się – zaśmiałem się, a moim przyjaciołom rozświetliły się twarze.

Czułem się tak, jakbym właśnie wygrał szczęśliwego los na loterii, zwanej życiem. Bo czyżby właśnie tak nie było? Perspektywa spędzenia więcej czasu z Leah sprawiała, że na moim ciele pojawiała się gęsia skórka, ale umysł nagle stawał się pusty, mimo, że miałem tyle do powiedzenia.

Have you ever found the one, You’ve dreamed of all your life?(…) Have you finally found the one you’ve given your heart to? (…)Have you ever closed your eyes and dreamed that they were there and all you can do is wait for the day that they will care…?

Ten dzień nie miał już być taki zwyczajny. Wiedziałem, co się stanie, a także, co prawdopodobnie może się stać, gdy zrobię to, co powinienem zrobić.

I tego trzeba się trzymać.





-------------------------------------------------------------------------


Fuck, jak to się stało, że nie dodawałam tu rozdziału prawie 2 tyg? O.o LOL zapomniałam, przepraszam! Ale oto on jest, uf, dobrze, że mi się przypomniało.


No więc... jestem dumna z naszych chłopców.  Zgarnęli 3 statuetki, a do tego ja zaśpiewali "One Thing" to chciałam być jedną z tych wrzeszczących dziewczyn przy scenie *__*

A do tego chciałam was zaprosić na bloga, który prowadzę z Lexie. TUTAJ


HORAN NA KIBELKU ZAWSZE SPOKO





6 komentarzy:

  1. uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam ;3 ciekawe czy ten wyjazd wypali, miejmy nadzieję, że tak i że ten plan Nialla się powiedzie i w końcu będzie mógł być z Leah xx(: czekam na następny
    @VasYeah

    OdpowiedzUsuń
  2. JESTEM CIEKAWA NA JAKI POMYSŁ WPADŁ NAILL.Czekam z niecierpliwością na kolejny ;)
    Wejdz też do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham! Kocham! Kocham! Kocham! Kocham! Kocham to!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nieeeeesamowite! Kibicuję Leah i Niall'owi. Z niecierpliwością czekam na następny rozdział!
    Wierna fanka Eliza:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Boski gif, Nialler jest pro xD
    A co do rozdziału... Oczywiście rozwaliło mnie, gdy Zayn wyzwał Lou i Harrego, bo nie dawali mu spać.
    Niall jaki zakochany kundel (hm.. mam wrażenie, że już używałam tego porównania...), urocze... Ciekawe co mógł wymyślić. W tym jego wypchanym żarciem mózgu mógł się zrodzić najbardziej niekonwencjonalny pomysł na świecie... Może wrzuci Lexie do wody, a potem uratuje i pokaże jaki jest wspaniały? Albo odda jej ostatnią frytkę. To też poświęcenie xD
    Już się nie mogę doczekać nn (jak zwykle) ^^

    Pozdr. xxx

    royal-life-with-one-direction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Jacieeeee, genialny, genialny, genialny!!!!!! ty jesteś po porostu śiwetna. No brak słów! Czekam nn! Z niecierpliwością! :D

    P.S. Zapraszam do mnie; http://illtaketoanotherworld.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń