piątek, 21 września 2012

Rozdział 15: "No, I won't say I'm in love..."






- Niech wam będzie – jęknęłam Savie do słuchawki, w której nagle rozległy się piski – Ała, moja głowa! Gi! Savie!

- Dobra, dobra, przepraszamy! – odezwała się Gi strasznie piskliwym tonem i mogłam przysiąc, że w tym momencie ściskała Savie jak głupia, dusząc ją doszczętnie, aż tamta nie mogła zrobić nawet wdechu. – Ale naprawdę nie mogę uwierzyć, że się zgodziłaś!

- Łiiiiiiiiiiiiiiii! – Savie pokazała bardziej dosadnie, co sądzi o tym, że zgodziłam się z nimi pojechać na Zakynthos.

To naprawdę niesamowite, że spędzę z moimi najlepszymi przyjaciółkami prawie tydzień na tej greckiej wyspie ( nawiasem mówiąc, uwielbiałam starożytną kulturę i widząc starożytne, szczególnie greckie, zabytki dostawałam pożal się Boże, dziwnego rodzaju padaczki) – nareszcie mogłam się od wszystkiego odciąć, gadać tylko z Georgią i Savannah o wszystkim i o niczym, tak jak miałyśmy to w zwyczaju, zanim zaczęły się egzaminy. Odetchnęłam z ulgi, gdy przypomniało mi się, że zostały zaledwie dwa, które będę zdawać jednego dnia. Na szczęście… a potem wolność. Tego tak naprawdę potrzebowałam. Nie potrafiłam się ostatnio na niczym skupić, a to wszystko przez… NIEGO.

Tak, Nialla, naszego uroczego blondynka, znanego również, jako Dick lub Nialler. Pokręciłam przecząco głową, starając się go jakoś pozbyć z moich myśli, ale siedział tam i za Chiny Ludowe nie chciał wyjść, jakby się mnie uczepił, niczym kapucynka, czekająca na banana. Opadłam na łóżko, kończąc moją pasjonującą rozmowę z przyjaciółkami, przypominając sobie, że widzę się z nim w sobotę. Wtedy też naszła mnie paniczna myśl: „Co ja na siebie założę?!”, ale opuściła ona mój umysł tak szybko, jak się pojawiła. Nie chciałam zaprzątać sobie głowy takimi błahymi sprawami, jak strój na moją ran… tfu. Prawie powiedziałam randkę, chociaż miałam na myśli przyjacielskie spotkanie przy shake’u.

Zaśmiałam się gorzko, gdy dotarło do mnie, że rzeczywiście mojemu torowi myślenia było bliżej do tego pierwszego, niż drugiego. Pacnęłam się ręką po czole, przejechawszy bosą nogą po miejscu, gdzie poprzedniego dnia siedział Niall podczas naszego seansu filmowego. Mimowolnie przygryzłam wargę i wygięłam wargi w lekkim uśmiechu. Gdy złapałam się na tym, od razu na mojej twarzy zagościła maska opanowania, przykrywająca wszystkie buzujące we mnie emocje. Skup się, wraku, skup. Trzeba znów iść po leki, hmm? Tym razem na chorobę zwaną Niall! Prychnęłam, wstając tak nagle, że aż pojawiły mi się mroczki przed oczami. Odgarnęłam sobie włosy z twarzy, gdy mój umysł zaatakowało wspomnienie rąk Nialla, wplatających się pomiędzy długie pasma…

”Głupia!” ofuknęłam samą siebie, chodząc w kółku, depcząc ścieżkę do nikąd na dywanie „ Przecież nic do niego nie czujesz, nic do niego nie czujesz…! Nie powiem, że jestem zakochana…. Bo nie jestem przecież! CHOLERA!”

Gdybym mogła wyrzucić sama siebie przez okno, zapewne to bym właśnie zrobiła. Zamiast tego ponownie prychnęłam, patrząc wymownym wzrokiem na bluzę Nialla, która wisiała wyprana na krześle. Zamierzałam mu ją oddać, jak się spotkamy w Milkshake City na rand…. Nosz kurde!... na spotkaniu przy shake’u.

Starałam się zignorować obraz Nialla, dotykającego delikatnie mojego policzka, ale nie potrafiłam. W mojej wyobraźni posunął się jeszcze dalej i delikatnie musnął opuszkami skórę na mojej szyi, by zejść na nią także i drażnić ją swoimi miękkimi wargami. Otrząsnęłam się, zastanawiając się, czy aby na pewno nie powinnam skoczyć z okna. Mając takie myśli…? Po głowie kołatało mi się tylko jedno.

Co się ze mną do cholery dzieje?!


***


Zadowolona z siebie, po zdaniu ostatnich egzaminów, ruszyłam w sobotnie popołudnie z uśmiechem na twarzy, ubrana w zwiewną, beżową sukienkę, narzuconą na nią skórzaną kurtkę, pod kolor do moich czarnych balerin. Włosy zostawiłam rozpuszczone; makijaż nie rzucał się w oczy – zwyczajne, cienkie kreski zrobione eyelinerem, a do tego lekko podkreślone różem policzki i bezbarwny błyszczyk an ustach. Cały czas starałam się przekonać siebie, że to spotkanie to nie jest w żadnym wypadku randka. Prawda?

Niestety, to dziwne uczucie, zaczynające się w okolicy brzucha (jakby mój żołądek zawiązał się na supeł) i rozlewające się na całe ciało, gdy zobaczyłam jak Niall siedzi przy jednym ze stolików w Milkshake City, zapatrzony w swojego shake’a, przekonało mnie o tym, że nie mogę… nie powinnam… nie chcę się w nim zakochać.

Otworzyłam frontowe drzwi, a Niall nagle podniósł głowę; na jego twarzy pojawił się uśmiech, gdy zauważył, że to ja. Mimowolnie również wygięłam wargi w niby-uśmiechu, jednocześnie ganiąc się w głowie, by nie wyglądać na zbyt podekscytowaną. Podeszłam do niego, a Niall wstał – to bardzo po dżentelmeńsku z jego strony, tak nawiasem mówiąc – i zmierzwił sobie włosy, mając ten uroczy wyraz twarzy.

- Fajnie, że przyszłaś – odezwał się pierwszy, nie do końca wiedząc, jak powinien się ze mną przywitać; w końcu pochylił się i złożył na moim czole delikatny pocałunek, a  ja przymknęłam oczy, czując dziwny dreszcz rozlewający się po moim ciele. – Mam coś dla ciebie…

- Za chwilę pokażesz, idę zamówić sobie shake’a. – otrząsnęłam się z dziwnego, kilkusekundowego letargu i ruszyłam do lady; zamówiłam sobie czekoladowego shake’a i usiadłam obok Nialla, już smakując napój.

- Więc – odchrząknął Niall, gdy rozsiadłam się wygodnie, kładąc torebkę na ziemi, przy swoich nogach – To nic takiego… ale chciałem ci to dać. – zza pleców wyciągnął małą, niebieską różę.

Po raz pierwszy widziałam różę o tak niezwykłym kolorze. Patrzyłam na nią jak zahipnotyzowana, a potem chwyciłam ją do ręki, gdy Niall wyciągnął ją w moją stronę. Jej płatki były lekko postrzępione na brzegach i były bardziej czarne, niż niebieskie. Rozchyliłam je, by dotrzeć do pachnącego wnętrza, które miało barwę ciemnożółtą. Przysunęłam różę bliżej nosa i zrobiłam wdech. Nie pachniała tak, jak zazwyczaj pachną róże; zapach, który wydzielała był bardziej korzenny, ale niezbyt mocny, niknący w powietrzu. Przymknęłam oczy, rozkoszując się innością mojej róży i uśmiechnęłam się lekko.

- Jest cudowna – powiedziałam w końcu, patrząc (o dziwo) z czułością na Nialla. – Dziękuję.

Niall wzruszył ramionami i zachichotał nerwowo, drapiąc się po karku.

- Taka tam… niebieska róża. – odrzekł, a potem zatopiłam się w jego morsko niebieskich oczach, gdy na mnie spojrzał – Wyróżniała się w kwiaciarni… jak ty wyróżniasz się pośród ludzi.

- Och – tylko tyle zdołałam z siebie wyksztusić; czy on właśnie porównał mnie do róży?

Oparłam się na łokciu, zapewne mając wyraz twarzy jak kotka, która upatrzyła swoją zwierzynę, bo Niall speszył się lekko i zrobił łyk swojego waniliowego shake’a. Westchnęłam, nie wiedząc, co myśleć. Niall… no właśnie. Niall.

Niall, Niall, Niall, Niall…

Nie mogłam się w nim zakochać…

Who you think you’re kidding, he’s the earth and heaven to you, try to keep it hidden (…) why deny it, ohho?

Zaśmiałam się pod nosem, a Niall podniósł na mnie swój wzrok, mając pytającą minę. Machnęłam tylko ręką, zabierając się za swojego czekoladowego shake’a. W końcu do głowy przyszedł mi plan. Wbiłam oczy w Nialla, który cały czas się na mnie patrzył. Robiłam to z taką intensywnością, że aż spuścił wzrok.

- Wiesz… zawsze chciałam czegoś spróbować, ale boję się to zrobić sama. Wchodzisz w to? – rzekłam w końcu, nie chcąc, byśmy tylko siedzieli w ciszy.

- Wszystko, co chcesz – uśmiechnął się Niall – dziś jest twój dzień.

- Skoro tak mówisz… - mogłam przysiąc, że wyglądałam  tym momencie jak lis.


***


- Wiesz co, chyba się rozmyśliłam – głos Leah zadrżał, gdy stanęliśmy na drewnianym pomoście, prowadzącym do London Eye. – Może jednak wróćmy na ląd, kto jest za? – uniosła rękę – tak więc kończymy naszą wycieczkę, dziękuję, dobranoc!

Chwyciłem ją za nadgarstek, na którym miała bransoletkę ode mnie. Bardzo się cieszyłem, że ją nosi… może jednak rzeczywiście coś do mnie czuła? Inaczej by nie nosiła czegoś, co jest prezentem ode mnie. Starałem to sobie tak wytłumaczyć; szczerze powiedziawszy, strasznie chciałem, by moje przypuszczenia były prawdą…

- Jakby co, zawsze mogę cię przytulić – zaoferowałem, a Leah tylko wykrzywiła usta w tym swoim dziwnym uśmiechu, jakby jednocześnie była zachwycona i zniesmaczona; powoli przyzwyczajałem się do jej rozwiniętej mimiki twarzy. – Jeśli tylko będziesz chciała. Chodź, teraz nasza kolej – podałem pani przy kasie nasze bilety i mocniej pociągnąłem Leah tak, że weszliśmy do kapsuły.

Leah pisnęła, zakrywając oczy rękoma; zaczęła drżeć. Bała się. Brawo, Horan, głupku, co ty wyprawiasz? Nie widzisz, że ona się boi?

- Niall… - usłyszałem jej szept, a potem nagle ruszyliśmy, a Leah pisnęła i padła w moje ramiona; byłem kompletnie zdezorientowany. – Nie puszczaj mnie.

Objąłem ją, czując jak drży ze strachu. Nawet nie protestowała, tylko zacisnęła obie ręce na mojej koszulce, wydając z siebie dźwięki, jakby łkała. Brzmiało to tak żałośnie, że sam zacząłem siebie nienawidzić za to, że zrobiłem coś wbrew jej woli, mimo, że sama to zaproponowała. Leah oddychała szybko, a jej wdechy i wydechy były urywane i nieregularne. W końcu po chwili przestała drżeć i tylko stała tak, w tej przeszklonej kapsule, wtulona we mnie. W końcu jej oddech także się ustabilizował, więc mogła coś powiedzieć:

- Jak wysoko jesteśmy?

- Cóż… prawie połowa okrążenia za nami – pogłaskałem ją delikatnie po plecach w uspokajającym geście.

- Zrób tak jeszcze raz… proszę – usłyszałem jak szepcze w mój obojczyk, łaskocząc mnie włosami w szyję.

- Ale co? – zdziwiłem się, a potem doszło do mnie… - Tak? – pogłaskałem ją ponownie, a z pomiędzy jej ust wydobyło się ciche westchnienie – Jeszcze?

Przytaknęła niepewnie, przebiegając palcami po materiale mojej bluzki. W tamtym miejscu, gdzie mnie dotknęła, czułem rozpalającą się pożogę, trawiącą wszystko na swojej drodze. Tak na mnie działała… robiłem się łatwopalny, niczym papier. Zaśmiałem się cicho. Dlaczego akurat ona? Dlaczego akurat ja? Dlaczego akurat my? Podobno bóg dla każdego z nas indywidualny plan… od niego zależy, czy dwoje ludzi się spotka. Widocznie nam spotkanie było pisane od kiedy przyszliśmy na ten świat. Nie miałem pojęcia, czy rzeczywiście tak było, a tym bardziej nie potrafiłem tego sprawdzić. Wiedziałem jednak, że moje życie bez Leah byłoby zupełnie inne, potoczyłoby się innym torem. I dlatego tak bardzo cieszyłem się, że ją znalazłem.

I don’t want another pretty face, I don’t want just anyone to hold, I don’t my love to go to waste, I want you and your beautiful soul…

Widok na Londyn był niesamowity z London Eye. Ludzie wydawali się mrówkami, samochody poruszającymi się kamykami. Ulice były jak zapałki, a wieżowce wydawały się takie małe, ale i tak ogromne w porównaniu z innymi domami, tak strasznie do siebie podobnymi. Londyn, mój ukochany Londyn… co prawda nie był jak moja rodzima Irlandia, ale miał coś w sobie… coś w tym porannym zgiełku, w pracy metra, w symfonii dziwnych, czasami nieznanych mi dźwięków.

Byłem tak zapatrzony w panoramę, że nie zauważyłem, jak Leah odchyliła się lekko ode mnie i z przymrużonymi oczami zaczęła oglądać miasto. Gdy zwróciłem na nią uwagę, ona specjalnie odwracała wzrok, byle tylko na mnie nie patrzeć – to był jej taki trik ochronny. Widziałem to u niej wcześniej.

- Lepiej już? – zapytałem, odgarniając jej włosy z twarzy; ona od razu speszyła się i odsunęła, ale nieznacznie, nadal będąc w moich ramionach.

- Tak… chyba tak – odpowiedziała w końcu, otwierając szerzej oczy. – Jest nawet ładnie… Nie wiedziałam, że mieszkam w takim pięknym mieście.

- To teraz wiesz – uśmiechnąłem się do niej, by dodać jej odwagi – Gotowa wyjrzeć dalej?

Leah zawahała się, ale oparła się o barierkę, przygryzając dolną wargę. Boże, przypominała wtedy nimfę, przemieniającą się w boginię seksu. Wiem, że nie powinienem tak myśleć, ale gdy widziałem, jak to robi, miałem ochotę ją pocałować i dać całego siebie. Od tak, po prostu. Miałem wrażenie, że Leah działa na mnie jak narkotyk. Nie panując nad sobą przybliżyłem się do niej, przypierając ją mocniej do barierki. Leah odwróciła wzrok od widoku i spojrzała na mnie przestraszonym wzrokiem.

- Niall… - głos się jej załamał, co przywróciło mnie do pionu.

- Przepraszam, nie powinienem… - wymamrotałem, odsuwając się od niej.

Leah westchnęła, a potem zmierzwiła mi włosy, jak gdyby nigdy nic. Uśmiechnęła się, ale wiedziałem, że jest to jeden z jej bladych uśmiechów, który nie był wcale wesoły. Czułem się jak głupi, napalony idiota, któremu tylko jedno w głowie. Od razu zmieszałem się, patrząc na czubki swoich trampek.

Skończyliśmy naszą podróż na London Eye w dziwnych nastrojach. Leah z zadowolonym wyrazem twarzy wyszła, prawie wybiegła, na ląd. Pewnie, gdyby mogła, zaczęłaby całować ziemię z radości. Patrzyłem na nią, mając ręce wbite w kieszenie jeansów. Leah obróciła się w moją stronę, a wiatr rozwiał jej włosy. Wyglądała tak cudownie z pasmami wokół jej twarzy. Spojrzała na swoją komórkę i zmarszczyła brwi, jakby dostała niespodziewaną wiadomość.

- Muszę iść – oznajmiła mi, a ja poczułem niemiłe, przytłaczające uczucie, które przerodziło się w smutek. – To do zobaczenia… kiedyś.

- Trzymaj się, maleńka – chciałem ją przytulić, ale ona tylko musnęła mój policzek – co spowodowało u mnie dreszcz - , a potem odsunęła się ode mnie z mieszanym wyrazem twarzy.

- Przepraszam, Niall – wyszeptała, prawie wyginając dłonie pod kątem prostym, ze zdenerwowania – Przepraszam, że ciągle cię ranię. Nie potrafię sobie z niczym poradzić…

- Po prostu powiedz… to, co czujesz – wypowiedziałem jednym tchem, nawet nie myśląc, jakie słowa opuszczają moje usta.

Leah zamrugała szybko oczami, które nagle się zaszkliły, a usta wygięły się kącikami ku dołowi. Nie chciałem spowodować u niej żadnego poczucia winy, czy coś…

- Kocham cię – powiedziała to tak cicho, że ledwo usłyszałem jej słowa; jej wyznanie wstrząsnęło mną tak, że nie potrafiłem poruszyć nawet dużym palcem u nogi.

Po policzkach Lei zaczęły płynąć łzy. Nie starłem ich jednak, nadal stałem jak zahipnotyzowany, nie mogąc uwierzyć w to, co powiedziała. Ona. Moja Leah… ona mnie kocha…

- Nie powinnam tego mówić, przepraszam – powiedziała w końcu, zaczynając biec w stronę przystanku metra; byłem jednak na tyle zszokowany, że nawet się nie ruszyłem, chociaż powinienem. Dlaczego za nią nie pobiegłem?

Bo byłem skończonym idiotą.






----------------------------------------------------------------------------------


Proszę przeczytać notkę poniżej!


Tak więc... witam was kochani w ten piękny dzień. Wczoraj był jeszcze piękniejszy - chwała tym, którzy wypuścili teledysk do LWWY, po prostu ubóstwiam was na wieeeeeeeki wieków! Słucham jej bez przerwy. To ona pociągnęła mnie do tego, by w końcu opublikować gdzieś nowy rozdział... mimo tych sześciu komentarzy pod poprzednim rozdziałem.

Zaczynam się martwić o naszą społeczność. Coraz więcej świetnych pisarek-directioners przestaje pisać. A ja tu nadal jestem i obserwuję powolne wymieranie komentatorów, którzy teraz są tylko marzeniem. Gdzie  podziali się ci wszyscy ludzie? Sześć komentarzy? To są żarty? To tak, jakbym stwierdziła, że będę dodawać rozdziały co trzy miesiące! Albo w ogóle przestała pisać. Co jest, ludzie? Staram się być tu dla was, dajecie mi kopa do pisania, ale jak mam dalej to robić, skoro nie dajecie znaku życia, hmm? Zastanówcie się też nad tym... proszę.

Chyba na tym koniec... żegna was shirtless Nialler z teledysku LWWY! <3


piątek, 7 września 2012

Rozdział 14: „And I feel that when I'm with you, It's alright, I know it's right…"





Siedziałem w salonie, zastanawiając się, dlaczego naszego kochanego głodomorka nadal nie ma. Zazwyczaj nie wracał późno do domu, chociaż to zawsze on i Harry często wpadali w kłopoty. A już najczęściej razem. Nie miałem pojęcia, dlaczego tak jest, ale fakt nadal pozostawał faktem. Stanąłem przed lustrem i zacząłem poprawiać moje krótkie, czarne, chociaż i tak sterczały na wszystkie strony. Układałem je chyba z piętnaście minut rano, a one tak mi się odwdzięczają? Nawet nie chce im się układać pod koniec dnia…

Zaśmiałem się do mojego odbicia i zlustrowałem nowy tatuaż na przedramieniu, którego zawsze dotykały moje fanki. Nie wiedziałem, co im się takiego w nim podoba, ale nie miałem nic przeciwko, że mnie dotykają. Chyba, że zaczynały dogłębnie badać mój tyłek. To już gorzej; Niall i Liam też tego nienawidzą. Za to Lou jest nawet „kontent”, że tak się wyrażę, a do tego zawsze uśmiecha się, gdy jakaś fanka „przypadkowo” łapie go za pośladek i pyta się, czy jest wystarczająco jędrny. Niektóre się wtedy śmieją, inne coś tam mówią pod nosem, a inne po prostu palą buraka i znikają nam z oczu, jakby przeżyły właśnie traumatyczne przeżycie. Mimo, że były takie na nas napalone i czasami nachalne, to i tak je uwielbiałem. Fajnie jest mieć za sobą tabun dziewczyn, które zrobią dla ciebie wszystko. Mimowolnie przejechałem po swojej szczęce, na której widniał dwudniowy zarost.

- Dobra, Malik, nie zachowuj się tak, jakbyś był napalony sam na siebie – odezwałem się do odbicia, a potem parsknąłem śmiechem.

Rozległ się szczęk zamka, a potem usłyszałem, jak Niall śpiewa cicho pod nosem:

- And the songbirds are singing, Like they know the score and I love you, I love you, I love you, like never before…

- Co tam, zakochańcu? – zaskoczyłem go, czochrając mu włosy, czego strasznie nie lubił, chyba, że osobą czochrającą była jakaś piękna dziewczyna…

- To ty – wypowiedział te słowa z nutką zdziwienia – Nie na imprezie?

- Nie tym razem – stwierdziłem, patrząc, jak się rozbiera z kurtki – Chłopaki poszli po pizzę i robimy wieczór filmowy, co ty na to?

- Pizzę? – przewróciłem oczami. No tak, na jakie inne słowo, Horan przybiegał do nogi niczym posłuszny pies?

- Tak, pizzę i nie martw się, ze spokojem starczy, chyba, że znowu wpieprzysz połowę – wyszeptałem teatralnie, po czym zostałem uderzony przez Nialla w ramię – Opowiadaj, jak było u Leah?

- Normalnie – stwierdził, wzruszając ramionami, ale widziałem w jego oczach wesołe ogniki; coś musiało się wydarzyć. – Oglądaliśmy „Wodę dla słoni”.

Pokiwałem głową. Kiedyś już widziałem ten film; do komedii nie należał, musiałem przyznać, że uroniłem na nim łzę lub dwie… lub całe morze łez.

- Płakała?

- Tylko trochę – przyznał Niall, a jego oczy rozszerzyły się jeszcze bardziej, tak bardzo był podekscytowany – Wtuliła się we mnie i było w porządku…

- Czyli mam już zacząć ci gratulować, co? – zaśmiałem się, a Niall zrobił pytającą minę – Musimy zrobić imprezę na cześć naszej nowej pary…

- Ale my nie jesteśmy parą – zaprotestował Niall, a jego nastrój momentalnie się zmienił; kąciki ust opadły ku dołowi, a oczy straciły blask – Tylko przyjaciółmi.

- Eee… jak to? – zdziwiłem się – Liam mówił nam o tym, co stało się pomiędzy tobą, a Leah. I po tym wszystkim nie jesteście razem?

Niall pokręcił przecząco głową, zamyślając się na chwilę. Zdjął buty i ułożył je równo, obok siebie, co było do niego niepodobne. Zazwyczaj tak jak je zdjął, tak zostawały, dopóki, Liam nie był na tyle uprzejmy i ich nie poprawił, z typowym dla niego westchnieniem.

- Leah potrzebuje czasu i ja to rozumiem – odezwał się w końcu Niall, nie patrząc na mnie, tylko błądząc gdzieś spojrzeniem – Nie chcę na nią naciskać, szczególnie, że mam wrażenie, że naprawdę wiele przeszła. Nie pozwala mi się dotykać… znaczy tylko lekko – poprawił się blondyn – mogę trzymać ją za rękę, głaskać ją po policzku, ale gdy tylko za mocno ją przytulam, nagle drętwieje jak kukła i odsuwa się ode mnie.

Widać było, że Niall naprawdę rozumiał Leah (albo przynajmniej starał się zrozumieć), ale każdy jej odpychający gest sprawiał mu ból. Nigdy nie widziałem, żeby jakakolwiek dziewczyna działała na Nialla w tak dwa skrajne sposoby – jednocześnie sprawiała, że unosił się nad ziemią i raniła go tak mocno, aż do samego serca.

Nie miałem pojęcia, jak mogę go pocieszyć, więc tylko klepnąłem go w plecy w uspokajającym geście.

- Będzie dobrze, Nialler. Coś mi mówi, że ona broni się przed twoim urokiem, ale nie na tyle skutecznie, by mu nie ulec – po tym jednym zdaniu, Niall odzyskał, chociaż w minimalnym stopniu dobry humor; jednak najszczęśliwszy stał się, gdy chłopacy z dzikim wrzaskiem wrócili z kilkoma kartonami pizzy.

Na naszym wieczorze filmowym obejrzeliśmy wszystkie części „Gwiezdnych Wojen”, za którymi nawet przepadałem, ale nie tak bardzo jak Louis, który leżał spłaszczony przed telewizorem, jak małe dziecko, przyglądające się nowej zabawce. Śmiałem się z jego zachowania, a do tego komentowałem film na tyle głośno, by, co chwilę obrywać od niego jakimiś dziwnym przedmiotami, które akurat znajdowały się w zasięgu jego rąk. Starałem się robić uniki, ale razy czy dwa, wpadłem na siedzącego obok mnie Harry’ego, a oprócz tego włożyłem łokieć do jego kawałka pizzy, który akurat trzymał w dłoni. Loczek nie miał zamiaru tego jeść, ale na kawałek rzucił się Horan ze słowami: „Po co wyrzucać, skoro cały czas nadaje się do jedzenia!”, ale to w końcu cały Horan, nieprawdaż?

***


Przekręciłem się na łóżku po raz setny tej nocy, zastanawiając się, co zrobić w związku z Leah. To była chyba moja trzecia bezsenna noc, ale nie mogłem nic na to poradzić. Gdy tylko kończyło się jedzenie, mój umysł automatycznie przełączał się na nią, jakby już tak musiało być. Przed oczami pojawiały mi się obrazy - jej twarz wykrzywiona w bólu, jej łzy, uśmiech, niewyraźne kontury sylwetki… Jakby jej dotyk i mimika zostały wyryte w moim umyśle i za żadne skarby nie chciały go opuścić. W łóżku obok, Liam przewrócił się i wymamrotał coś przez sen; zazdrościłem mu tego, że smacznie pochrapuje, podczas gdy ja tak strasznie się męczę.

Spojrzałem na stolik nocny, na którym leżała komórka. Naszła mnie nagła chęć zadzwonienia do Leah, albo ewentualnie zaesemesowania. Ale była… (spojrzałem na wyświetlacz telefonu i aż sam się zdziwiłem) druga w nocy. O tej godzinie mogłem jedynie pomarzyć sobie o połączeniu z Leah. Westchnąłem, chcąc już odłożyć komórkę na miejsce, gdy nagle zobaczyłem, że ekran staje się jaśniejszy, a cały telefon wibruje. Całe szczęście, że miałem go na milczy, bo Daddy by się obudził – o Zayna się nie bałem; obojętnie gdzie i w jakiej pozycji… zawsze miał kamienny sen. Otworzyłem wiadomość…

Nie mogę spać. Mam nadzieję, że Cię nie obudziłam.

Wstrzymałem powietrze, nie mogąc uwierzyć. Czyżby… telepatia? Parsknąłem cichym śmiechem na samą myśl i odpisałem jej.

Nie obudziłaś mnie, ja też nie mogę spać. Xx

Czekałem tylko minutę na odpowiedź.

Eee… telepatia? Bo jak inaczej można to nazywać…

Powiązanie dusz może… kto wie? xx

Napisałem to z nadzieją, że może chociaż mi przytaknie, ale ona tylko odpisała:

Mam specjalną kartę do Milkshake City.

Normalny człowiek by zdziwił się: „Po co ona mówi o jakiejś specjalnej karcie?”,  ale ja doskonale przeczytałem między wierszami. Uśmiechnąłem się na to zaproszenie.

Sobota o 15?

Myślałam, że już nigdy nie zapytasz… xx

Uśmiechnąłem się do samego siebie, widząc dwa iksy na końcu wiadomości.

Mimo, że rozstaliśmy się kilka godzin temu… nadal tęsknię. Xx

Wiedziałem, że ta wiadomość jest ryzykowna, ale byłem ciekawy jej reakcji. Nie odpisywała kilka minut, aż zacząłem się niepokoić. Głupi, głupi, po co to pisałeś?! Podskoczyłem, gdy komórka zawibrowała.

Do soboty.

Walnąłem facepalm i opadłem na poduszki. Tak, jestem największym głupkiem świata.


***

Obudziłem się lekko zamroczony. Dopiero o piątej zasnąłem, zmordowany czuwaniem, słysząc tylko, zazwyczaj nieprzeszkadzające chrapanie Zayna i wiercenie się na łóżku Liama. Przetarłem oczy, próbując sobie przypomnieć, co takiego mi się śniło, ale żaden obraz nie pojawił się w moim umyśle. Z westchnieniem przewróciłem się na drugi bok z zamiarem pospania sobie jeszcze z godzinkę lub dwie, ale nagle do pokoju weszli jak burza Harry z Lou, robiąc istny huragan. Nawet nie chciało mi się na nich patrzyć, tylko jęknąłem i nakryłem się kołdrą po uszy, modląc się, by sobie poszli. Jednak oni usilnie udawali samoloty, robiąc przy tym strasznie dużo hałasu. Usłyszałem jak Zayn się budzi (a powszechnie wiadomo, że obudzony i niewyspany Zayn, to zły i zażarty Zayn) i zaczyna głośno przeklinać, rzucając coś w stylu: „Nie dają człowiekowi pospać, chuje jebane!” czy coś. Niezbyt wsłuchiwałem się w jego mowę, a propo zdrowotnego wpływu snu na organizm człowieka, gdy nagle wielkie cielsko zwaliło się na mnie z siłą kilku ton.

- Lou! – syknąłem, czując jak jego kolana wbijają mi się pomiędzy żebra – Złaź ze mnie, poprańcu!

- Haroldziku, on mnie przezywa! – poskarżył się Lou zdzierając ze mnie kołdrę i całując mnie w policzek, na co ja tylko uderzyłem go lekko w ramię. – A do tego bije! – dodał od razu Louis, udając szloch.

- Ja ci dam bić mojego Louieh! Nie dostajesz za to śniadania dzisiaj, ooo! – odezwał się do mnie Harry, grożąc mi palcem.

Dzisiaj jakoś nawet ta groźba nie robiła na mnie wrażenia. Wymamrotałem, żeby zostawili mnie w spokoju i ponownie zatopiłem się w poduszkę, ignorując Tomlinsona siedzącego na mnie okrakiem.

- Eee, Niall, czy ty się dobrze czujesz? – zapytał całkowicie poważnie Harry.

- Tak, a co? – warknąłem, mając zamknięte oczy.

- Nie chcesz jeść… to, co najmniej… dziwne – odpowiedział na niego Louis, schodząc ze mnie i sadowiąc się obok, na kołdrze.

- Fajnie, skończyliście już? Chcę spać – mruknąłem, zakrywając się ponownie kołdrą, a chłopacy byli jakoś dziwnie cisi.

- To przez Leah, prawda? – zaczął ostrożnie Zayn, o dziwno, przebudzając się.

- Nie, to przeze mnie – wyznałem, nadal zakopany w pościeli – na każdym kroku wszystko chrzanię i tyle. Wystarczy?

Słyszałem jak Lou i Harry rozmawiają o czymś szeptem, a potem Harry odezwał się głośniej:

- Słuchaj, jest coś, o czym chcemy ci powiedzieć. – zaczął, a ja odkryłem się i spojrzałem na niego podejrzliwie. – Miała to być niespodzianka, ale dziewczyny zadzwoniły do nas dosyć dawno i zapytały, czy mamy plany na wakacje. Chcemy wyjechać z nimi na Zakynthos na kilka dni. Piszesz się?

Otworzyłem szeroko oczy ze zdziwienia. To nie możliwe, by Leah się zgodziła z nimi jechać… niewiarygodne.

- Jak ją przekonaliście? – spytałem, mając nadal oczy wielkości monet.

- W tym sęk – rzekł Louis, drapiąc się po karku – Że Leah nic na razie o tym nie wie. Nie mamy pojęcia, czy Gi i Savie jej powiedziały i przekonały… miały zadzwonić, jak wszystko będzie już ustalone, ale pewnie czekają na koniec egzaminów na uczelni.

Kiwnąłem głową na znak, że nie rozumiem, a potem usiadłem na łóżku, wyobrażając sobie to. Ja… Leah… egzotyczna, grecka wyspa. Plaża, morze, zachód słońca… Wtedy do głowy wpadł mi genialny pomysł i nie chciał jej opuścić. Uśmiechnąłem się sam do siebie, wiedząc nagle, co mam zrobić, żeby Leah uwierzyła, że to co do niej czuję, nie jest na chwilę. I że może mi zaufać. Tak bardzo chciałem, by to się stało. Przymknąłem oczy, będąc już wyobraźnią na Zakynthos, obmyślając plan. To musiało wypalić, po prostu musiało…

- Dziwne, uśmiecha się do siebie już drugą minutę – doszedł do mnie głos Zayna, aż drgnąłem.

- Zamyśliłem się – zaśmiałem się, a moim przyjaciołom rozświetliły się twarze.

Czułem się tak, jakbym właśnie wygrał szczęśliwego los na loterii, zwanej życiem. Bo czyżby właśnie tak nie było? Perspektywa spędzenia więcej czasu z Leah sprawiała, że na moim ciele pojawiała się gęsia skórka, ale umysł nagle stawał się pusty, mimo, że miałem tyle do powiedzenia.

Have you ever found the one, You’ve dreamed of all your life?(…) Have you finally found the one you’ve given your heart to? (…)Have you ever closed your eyes and dreamed that they were there and all you can do is wait for the day that they will care…?

Ten dzień nie miał już być taki zwyczajny. Wiedziałem, co się stanie, a także, co prawdopodobnie może się stać, gdy zrobię to, co powinienem zrobić.

I tego trzeba się trzymać.





-------------------------------------------------------------------------


Fuck, jak to się stało, że nie dodawałam tu rozdziału prawie 2 tyg? O.o LOL zapomniałam, przepraszam! Ale oto on jest, uf, dobrze, że mi się przypomniało.


No więc... jestem dumna z naszych chłopców.  Zgarnęli 3 statuetki, a do tego ja zaśpiewali "One Thing" to chciałam być jedną z tych wrzeszczących dziewczyn przy scenie *__*

A do tego chciałam was zaprosić na bloga, który prowadzę z Lexie. TUTAJ


HORAN NA KIBELKU ZAWSZE SPOKO