środa, 22 sierpnia 2012

Rozdział 13: „Too long I've been afraid of losing love I guess I've lost…”



MUSIC


Następne dni minęły mi bez Nialla – nie potrafiłam mu spojrzeć w twarz, a tym bardziej z nim rozmawiać – ale za to raczej nie należały do najszczęśliwszych w moim życiu. Trochę mi go brakowało, ale chłopcy byli zajęci, a ja musiałam nadrobić zaległości na uczelni, szczególnie, że koniec roku i egzaminy zbliżały się wielkimi krokami. Strasznie się ich bałam, tak bardzo, że na nowo zaczęłam brać tabletki. Zauważyłam, że nie mogłam bez nich żyć. Przestałam przez te kilka dni… i czułam się, jakbym miała zaraz zwariować. Dosłownie. Kręciło mi się w głowie. Wymioty doprowadzały mnie na skraj rozpaczy i musiałam wmówić cioci, że zatrułam się czymś na imprezie u Georgii. Najgorsze było to, że mimo leków, miałam ochotę znowu poczuć ten uspokajający ból, za każdym razem, gdy przejeżdżałam Kinią po nadgarstku. Może to było dziecinne, ale ktoś, kto nigdy tego nie spróbował, nie wie, jak ja się czuję. Starałam się znaleźć coś wystarczająco ostrego, ale jedynym narzędziem były kuchenne nożyczki, ogromne i niezbyt poręczne. W końcu, ze wstrętem, nawet nie dotykając skóry, wrzuciła je ponownie do szuflady, patrząc na swoje odbicie w kuchennych, białych płytkach z obrzydzeniem. Co się ze mną dzieje?

Trzeba zacząć żyć od nowa… łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Moje życie odmieniło się, ok. kiedy poznałam chłopaków… i Nialla. On chyba naprawdę otworzył mi oczy na ten świat. Na to, czego nie skosztowała, bo za bardzo się bałam. I podczas gdy on zabawiał się z chłopakami, ja kułam do egzaminu jak szalona, ledwo, co nadążając, nie mając nawet czasu, by pójść do toalety. Ale w końcu…

It's time to try defying gravity, I think I'll try defying gravity…

Bo nie ma nic niemożliwego, chyba, że uwierzymy, że takie jest. Dlatego też uwierzyłam, że uda mi się zdać egzaminy i będę rozkoszować się wolnością, moją upragnioną dwumiesięczną wolnością. To ona trzymała mnie przy życiu i książkach. Kilka dni i ten koszmar miał się kończyć. Za sobą miałam już egzamin z grafiki komputerowej, czekały mnie tylko logarytmy, rysunek, matematyka i takie tam inne… byle do piątku, jak to się mówi.

Właśnie podczas jednej z takich sesji (podczas których siedziałam na łóżku, w dresie, podjadając co chwilę czekoladę – miałam gdzieś, czy przybędzie mi więcej fałdek tłuszczu na brzuchu), rozproszył mnie dzwonek telefonu. Rzucając mu wściekłe spojrzenie, starałam się go ignorować, ale widocznie dzwoniący był z tego typu, co dzwonią tak długo, aż odbiorę. W końcu zmęczona dzwonkiem, westchnęłam i nawet nie patrząc, kto dzwoni, odebrałam.

- Kimkolwiek jesteś, właśnie przerwałeś mi w nauce i jesteś nieżywy – powiedziałam całkowicie serio, robiąc notatki na osobnej, kolorowej kartce, zapisując na niej ważną definicję, którą musiałam później wykuć na pamięć.

Usłyszałam ten charakterystyczny śmiech i otworzyłam szeroko oczy. Skąd miał mój numer?

- Ale mnie chyba nie zabijesz, co?

- Niall? – moje serce zabiło szybciej, chociaż nie powinno; nadal po naszych pocałunkach, nie byliśmy parą. Nawet nie sprecyzowaliśmy swoich uczuć, ale czego można spodziewać się po dwóch tygodniach znajomości? Chciałam się dowiedzieć, co tak naprawdę czuję, do Nialla, bo mogłam przysiąc, że to nie była przyjaźń, ale wydawało mi się, że to nadal za mało, by nazwać to miłością. Powiedzmy, że potraktowałam go trochę niegrzecznie, ledwo co się do niego odzywając po tym, jak sama dotknęłam jego ust. Nie chciałam go stracić, mimo wszystko. Nie mogłam nazwać go moim przyjacielem, ale czułam, że mnie rozumie. Dlatego też byłam wdzięczna, że nie naciska na mnie; jakby chciał, bym doszła do wszystkiego we własnym tempie.

- Przepraszam, nie mogłem wytrzymać – odezwał się trochę ciszej, zapewnie rumieniąc się jednocześnie.

Odłożyłam książkę, siadając wygodniej.

- O co chodzi? – zapytała, bawiąc się końcówką niedbałego warkocza, patrząc na swoje lekko już zniszczone paznokcie.

- Maszwolnąsobotę? – wystrzelił jak z procy, a ja zmarszczyłam brwi, nic nie rozumiejąc – Zrozumiemjeśliniechceszmniewidziećalejasięzatobąstęskniłem

- Niall, możesz mówić trochę wolniej? – poprosiłam go, zanim się rozkręcił – Nic nie mogę zrozumieć, naprawdę, ani pojedynczego słowa.

Niall odetchnął, jakby przygotowywał się przed przysięga małżeńską i strasznie się stresował. Znałam już na pamięć te jego głębokie wdechy i czułam się jakbym znała je od zawsze, chociaż tak nie było. Wiedziałam, że to, co chce mi przekazać, nie jest dla niego łatwe, ale nie było tym bardziej dla mnie.

- Leah…  -zaczął, tym razem wolniej, jakby ważąc każde słowo, które wypowiada – Tęsknię za tobą. Wiem, że potrzebujesz ode mnie odpocząć i nadal nie jesteś gotowa na spotkanie… ale czy mogłabyś się ze mną zobaczyć? Chociaż na chwilę, proszę.

Przygryzłam wargę, patrząc na czekoladę, która leżała na szafce nocnej, błagając mnie, bym ją zjadła. Tak strasznie się stresowałam. Rozmowy z Niallem zawsze przyprawiały mnie o dziwne zawroty głowy i uczucie lekkości w żołądku. Nie potrafiłam wytłumaczyć, dlaczego tak się dział. Ale chciałabym zrozumieć, naprawdę. Dlaczego nie potrafiłam?

- Kiedy? – zapytałam w końcu, wiedząc, że czeka na moją odpowiedź z niecierpliwością.

- Kiedy chcesz, dostosuję się – zapewnił Niall, z żarliwością w głosie. – Choćby dzisiaj.

- Dobrze – już nawet nie panowałam nad tym, co mówię – Dzisiaj. Jestem w domu.

Przez chwilę w słuchawce panowała cisza, a jedynym dźwiękiem był urywany oddech Nialla, który jakby nie dowierzał, że właśnie powiedziałam… że ma do mnie przyjechać. Już chciałam zapytać się, czy wszystko z nim w porządku, gdy Niall wychrypiał jakimś dziwnym, trochę chrapliwym głosem:

- Będę za niecałe pół godziny.

I rozłączył się nagle. Odłożyłam telefon. Rzuciłam nim o łóżko i skuliłam się, chowając twarz w dłoniach. Westchnęłam, ściskając lekko swoje policzki palcami, a paznokcie wbiły mi się trochę w skórę. Nadal nie byłam pewna, co mną kierowało, ale do jednego mogłam się przyznać – chciałam zobaczyć Nialla ponownie.

Bardzo chciałam.

***

Jak szalony pognałem do salonu, oznajmiając chłopakom dobre wieści. Liam od jakiegoś czasu wydawał się dziwnie zamyślony. Nawet nie podszedł mi pogratulować tego, że Leah zaprosiła mnie do domu. Nie wiedziałem, dlaczego taki jest, ale postanowiłem z nim porozmawiać przed moim wyjazdem do Leah. Poprosiłem go na stronę; ukryliśmy się w zaułku, gdzie nikt nie mógł nas podsłuchiwać. Spojrzałem Liamowi w brązowe oczy, w których widziałem swoje odbicie i zapytałem wprost:

- O co chodzi, Liam? Może inni są ślepi, ale wiem, że coś cię gryzie.

Liam zaczął masować sobie skronie, wzdychając. Nie potrafił dokładnie określić swoich myśli, widziałem to w wyrazie jego twarzy, po tym, jak starał się coś powiedzieć, ale nic nie wydobywało się z jego ust. W końcu zabrał głos, a ton, którym mówił, był wyprany z emocji.

- Niall, nie pomyśl sobie, że jestem przeciw Leah i tobie, ale myślałem o was ostatnio… - zaczął niepewnie – Jestem twoim przyjacielem. Zawsze będę. Po prostu mam wrażenie, że przez nią zaczynasz zaniedbywać nas. Zespół. Fanki. Nie wiem, może się mylę, w końcu nie siedzę nad tobą cały czas i nie patrzę, co robisz, ale, Niall… - zrobił pauzę, jakby dając mi chwilę na myślenie – Nie chcę stawiać cię przed tym wyborem, że albo Leah, albo zespół. Ale patrz, dzwonisz do niej, a gdy zgadza się z tobą spotkać, lecisz do niej jak na skrzydłach, zapominając, co tak naprawdę najważniejsze. Olewasz nas. Martwię się o ciebie, Nialler.

Jego przemowa wprawiła mnie w całkowite osłupienie. Nigdy nie pomyślałem, że Liam może tak to wszystko odebrać. Leah i zespół to dwie najważniejsze rzeczy w moim życiu. Nie potrafiłbym wybrać, najchętniej miałbym i to i to jednocześnie… bo kto powiedział, że nie mogę?

- Liam – położyłem mu ręce na ramionach, starając się zabrzmieć jak najspokojniej – One Direction to najlepsza rzecz, jaka trafiła mi się w życiu. Czasami myślę, że śnię i tylko czekam, aż ktoś mnie obudzi. A tu nic. Byliśmy w USA, pod koniec roku jedziemy do Australii, w następnym roku trasa po Europie… to szaleństwo! I nie myśl, że mi nie zależy, bo to nieprawda. Zależy mi i to cholernie. A Leah… czuję, że znalazłem kogoś, kto nie będzie tylko na chwilę. Wiesz, że dawno nie miałem dziewczyny i sam mówiłeś, że ta, którą sobie wybiorę będzie wielką szczęściarą, bo tak długo na nią czekałem… I myślę… nie, ja to wiem… wiem, że uczucie, którym darzę Leah jest prawdziwe. Chcę odkryć, czy może nam się udać. Tyle.

Liam analizował moje słowa w milczeniu, a po chwili przytulił się do mnie, tak po przyjacielsku. Odwzajemniłem uścisk, klepiąc go po plecach. W końcu stanęliśmy naprzeciwko siebie, a Liam posłał mi uśmiech.

- Dobra, leć do niej, bo się spóźnisz, Romeo. I pozdrów ją ode mnie.  – rzekł Liam, czochrając mi włosy.

- Mhm, pozdrowię! – i wyskoczyłem z mieszkania jak z procy.

                                            
***


Poderwałam się, słysząc dzwonek do drzwi. Pobiegłam jak szalona, zanim ciocia doszła do drzwi. Nie chciałam, by zobaczyła Nialla – zadawałaby tylko więcej pytań, tak strasznie niepotrzebnych i trudnych, na które prawdopodobnie i tak nie znałam odpowiedzi. Niestety, ubiegł mnie David, otwierając przybyszowi drzwi i patrząc na niego niepewnie. Zatrzymałam się w połowie schodów, patrząc jak mierzy Nialla wzrokiem. Zauważyłam, że miał strasznie zarumienione policzki, jak po długodystansowym biegu; nie sapał jednak jak po takowym.

- Hej, przyszedłem do Leah – Niall wyciągnął do Davida rękę, którą maluch niepewnie uścisnął.

David obrócił się w stronę schodów, by krzyknąć, że mam gościa, gdy nagle zamarł w pół akcji, widząc, że jestem na schodach. Niall spojrzał się w tą samą stronę, co David i miałam wrażenie, że wstrzymał powietrze. Chyba nie z zachwytu. Miałam na sobie swoje szare dresy, skarpetki… och, no tak. I jego bluzę. Zaciągnęłam jej rękawy na dłonie, nie chcąc, by zauważył, że mam także na nadgarstku bransoletkę, która była podarkiem od niego. Staliśmy tak w ciszy, gdy jako pierwszy odezwał się David, ze swoją dziecięcą ciekawością:

- To twój chłopak?

Miałam wrażenie, że się rumienię. Chciałam już odpowiedzieć, że nie, gdy zrobił już to za mnie Niall, zaprzeczając uprzejmie, uśmiechając się(jednak niezbyt wesoło) do Davida. Jednak maluch tego nie zauważył, tylko nadal przyglądał się Niallowi z zaciekawieniem.

- Chyba skądś cię znam –David potarł sobie czółko, myśląc – Z telewizji. Leah ostatnio oglądała cię w telewizji.

- Naprawdę? - oczy moje i Nialla spotkały się ze sobą, a ja zauważyłam, jak kąciki jego ust unoszą się w delikatnym uśmiechu, którego nie odwzajemniłam.

- No, co, leciała wasza piosenka na kanale muzycznym – starałam się jakoś wybronić, ale Niall nadal uśmiechał się szeroko. – Może lepiej chodźmy do góry. I nie! – prawie krzyknęłam na Davida, widząc, że chce do nas dołączyć – nie masz nam przeszkadzać, jasne!

Wygiął usta w podkówkę i uciekł do salonu, coś mamrocząc, a Niall zaśmiał się krótko i zdjął buty w przedpokoju. Ruszy za mną, w marszu zdejmując skórzaną kurtkę, w której było mu naprawdę do twarzy. Nie powiedziałam mu tego, ale wyglądał… seksownie.

Uniosłam wysoko brwi. Od kiedy posługuje się takim określeniem? S E K S O W N I E. Coś jest chyba ze mną nie tak.

- To mój pokój – wskazałam dłonią, a Niall wszedł do pomieszczenia, na chwilę zatrzymując się.

Nie zdziwiło mnie to, gdyż na suficie i jednej ze ścian został namalowany krzew cierniowy, oplatający wszystko, co wisiało na ścianie. Gałęzie przypominały mi oplatające wszystko węzły lub szpony. Namalowałam je dawno temu, na początku mojego pobytu tutaj, wtedy, gdy moje przeżycia były jeszcze świeże, a rany strasznie krwawiły.

- Wow. Sama to zrobiłaś? – spytał cicho Niall, patrząc na mnie, a ja kiwnęłam twierdząco głową – Myślałem, że to, co widziałem szkicowniku jest cudowne, ale to… - pokręcił głową z niedowierzaniem – jest jeszcze lepsze.

Zamarłam. Widział mój szkicownik?

Niall widząc moją reakcję, zacisnął usta, jakby przypadkiem wypowiedział na głos tajemnicę. Staliśmy w ciszy, a ja mimowolnie zacisnęłam ręce w pięści.

- Ile? – zapytałam, a Niall drgnął.

- Ale co „ile”? – był trochę zdezorientowany.

- Ile rysunków widziałeś? – miałam wrażenie, że mój głos przypominał odgłosy kredy na tablicy.

- Ostatnim były moje oczy i ja z anielskimi skrzydłami – odpowiedział, mając minę dziecka, które przyłapało się na zrobieniu czegoś złego.

Miałam wrażenie, że obojętnie, co by nie zrobił to i tak nie potrafiłabym się na niego gniewać. Czasami miałam ochotę wyrzucić z mojej głowy wszystkie wspomnienia, ale one trzymają się kurczowo mojej podświadomości i nie chcą jej puścić, więc daje za wygraną. Nie chce mi się walczyć… z NIM. Nawet jak był daleko, czułam się tak, jakby stał przy mnie I chronił mnie; może nawet o tym nie wiedział, ale tak właśnie się czułam. Dwie sprzeczności walczyły we wnętrzu mnie, nie pozwalając mi racjonalnie myśleć. Jednocześnie chciałam, by Niall dowiedział się, co tak naprawdę zdarzyło się w moim życiu. Z drugiej strony, to, jak na mnie działał, sprawiało, że nie mogłam się skupić, co prowokowało mój umysł do myślenia o nim w negatywny sposób. Na ostatnich zajęciach przyłapałam się na tym, że cały czas go rysuje. A najczęściej te jego morsko-niebieskie oczy, tak strasznie hipnotyzujące…

Heart beats fast, colors and promises, how to be brave, how can I love when I’m afraid… to fall? But watching you stand alone… all of my doubt suddenly goes away somehow…

Odwróciłam się do niego tyłem i objęłam się ramionami, podchodząc do okna. Nie odzywaliśmy się do siebie. Nie potrzebowałam w tamtym momencie słów, były zbędne. Westchnęłam i stwierdziłam, że jakbym na niego nakrzyczała, za ruszanie mojego szkicownika, byłoby tylko gorzej, więc ze sztucznym uśmiechem zapytałam, czy chce obejrzeć film. Niall uśmiechnął się niepewnie i przytaknął, więc włączyłam telewizor i na chwilę (ale nie na długo) zostawiłam go w moim pokoju. Zeszłam na dół, do kuchni, zrobić popcorn i wziąć butelkę wody. Gdy wróciłam, Niall kucał przy stercie pudełek DVD, wybierając tytuły, które go zaciekawiły.

- Może któryś z tych? – ogarnęłam wzrokiem jakieś pięć płyt, czytając tytuły; w końcu wskazałam palcem na Wodę Dla Słoni, którą i tak oglądałam dwa razy, ale zawsze tak samo płakałam w smutnych momentach.

Niall włożył płytę do odtwarzacza i kliknął „play”, a po chwili film zaczął lecieć, bo czym prędzej pominęłam reklamy, naciskając na odtwarzaczu: „main menu”,a  potem „play film”. I zaczęło się. Usiedliśmy na moim łóżku i zauważyłam, że Niall nie ma już na sobie kurtki, tylko niebieską bluzę. Podałam mu miskę z popcornem i usiadła obok niego, a nasze ramiona zetknęły się ze sobą. Poczułam dziwny prąd i odskoczyłam od niego jak oparzona. Niall spojrzał na mnie dziwnie, a po chwili zaśmiał się cicho i wrócił do oglądania filmu.

Przyzwyczaiłam się do naszej bliskości dosyć szybko, szybciej, niż myślałam. W zamyśleniu zaczęłam bawić się bransoletką, którą miałam na nadgarstku. Wzdrygnęłam się, gdy poczułam jak palce Nialla łagodnie dotykają mojej skóry na nadgarstku.

- Nadal ją nosisz – wyszeptał w sposób, od którego dostawałam ciarek na całym ciele.

Nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć, więc tylko położyłam mu swoją głowę na jego ramieniu, nadal się nie odzywając. Niall wziął nagle głęboki wdech, a jego palce zamarły na chwilę. Potem rozluźnił się i wplótł swoje palce pomiędzy moje, milcząc. Nie opierałam się temu, tylko zacisnęłam rękę na jego ciepłej ręce. Przymknęłam oczy, gdy Niall powoli zaczął jeździć kciukiem po zewnętrznej części mojej dłoni.

- Wiesz… - odezwał się, a ja mruknęłam, by kontynuował, patrząc na mnie ukradkiem, a na jego ustach zamajaczył uroczy uśmiech. – Uwielbiam cię w moich ciuchach.

Zarumieniłam się, a włosy opadły mi na twarz, przykrywając rumieniec. Wróciliśmy do ciszy, bardzo przyjemnej ciszy. Po tym poznaje się bratnią duszę. W jej towarzystwie można równie dobrze się czuć, milcząc, a nie tylko rozmawiając.

------------------------------------

Przepraszam, przepraszam, przepraszaaaaam was bardzo. Po prostu mam taki zastój... że nie potrafiłam nic napisać. A to, co napisałam, od razu wam wstawiam! Tak więc, na blogu o Harrym notka ukaże się po moich wakacjach (czyli za tydzień) - prawdopodobnie w pierwszy weekend września. Muszę mieć czas na ogarnięcie się i przygotowania do szkoły... (matura w kwietniu :< ) ale to nie znaczy, że przestanę pisać.. będę to robić, bo kocham was i moje blogi. Po prostu musicie zrozumieć, że ja też mam życie prywatne i jeśli długo nie wstawiam, to moja sprawa, mimo wszystko.

Aha i chciałam powiadomić, że założyłam bloga z Lexie.Ona zajmuje się ZATHANEM (Zayn i Nathan), a ja NARRYM (Wiadomo kto z kim XD) dodałam już prolog, możecie go przeczytać TU zapraszam do czytania i komentowania! Oraz do zadawania nam pytań na formspring (nie zapomnijcie sprecyzować, do kogo jest pytanie - do mnie czy do Lexie, czy może do obu.)

Tyle ogłoszeń parafialnych,dziękuję za uwagę <3