środa, 25 lipca 2012

Rozdział 12: „ I had sworn to myself that I'm content with loneliness…”




Boże, moja głowa… nigdy więcej. Oczywiście, postanowienie to, co innego, niż sugestia. A mi to nadal przypominało sugestię… Wspomnienia powoli wracały, ale szło im to tak opornie, jakby specjalnie stwierdziły, że nie jestem warta oglądania tego, co robiłam. Chyba nie robiłam czegoś, czego bym żałowała, prawda? Chyba…. Cholera.

Aż usiadłam na kanapie, gdy przypomniałam sobie poprzedni wieczór. Niall, Pocałunek. Choroba łazienkowa. Mój krzyk. Zaśnięcie na kanapie. Jego pocałunek w czoło na dobranoc. Powiedzcie mi, że to tylko sen, tylko zły sen… jak mogłam? Jak mogłam się przed nim tak otworzyć?! Zacisnęłam ręce na kocu, którym byłam okryta, wbijając wzrok w ścianę, pomalowaną na wesoły odcień żółtego. Tylko jakoś nie wydawał mi się w tym momencie wesoły. Ani trochę. Zrobiłam facepalma i ponownie, od wielu dni poczułam się wrakiem. Takim pustym i kompletnie zniszczonym. Co ja zrobiłam…? Nie wiadomo było, czy tego naprawdę chciałam, czy nie, ale Niall po alkoholu stał się jeszcze bardziej otwarty, niż normalnie. Też tak miałam. Westchnęłam, przygryzając wargę. Czyżby Niall okazał się wyjątkiem, od mojego wstrętu do mężczyzn? Czyżby był… inny? Lepszy?

Im dłużej się nad tym zastanawiałam, tym większy mętlik miałam w głowie, co nie prowadziło do niczego dobrego; nie mogłam złożyć ani jednego logicznego zdania, gdy wyobraźnia podsuwała mi wspomnienia jego ciepłych ust na moich. Mimo, że wczoraj byłam lekko zamroczona przez alkohol, to wspomnienie wydawało się aż nazbyt żywe. Jakby zostało wyryte w moim sercu i za żadne skarby świata nie chciało go opuszczać. Moje bose stopy dotknęły podłogi, a w gardle nagle zrobiło się strasznie sucho. Musiałam się napić czegoś i to jak najszybciej, zanim umrę z odwodnienia.

W kuchni zastałam Liama, który siedział rozwalony, pijąc herbatę, mając jednocześnie minę jakby nie spał kilka nocy. Ciemne worki pod oczami wyglądały naprawdę odstraszająco i upodobniały go do bandyty, którym oczywiście, nie mógł być; poza tym, nie wyglądał na bandytę, miał zbyt delikatne rysy twarzy i zbyt pogodny uśmiech. Takowym obdarzył mnie, gdy zauważył, jak stoję niepewnie w drzwiach. Zachęcił mnie butelką wody, którą postawił na stole. Byłam strasznie spragniona, więc dobrałam się do niej, jakbym nic nie piła przez tydzień.

- Jak tam? – zapytał, a dla mnie brzmiało to tak, jakby krzyknął; moja głowa…

- Nie krzycz, błagam – wychrypiałam, a potem zrobiłam kolejny łyk – Macie coś do jedzenia? Muszę coś zjeść, bo zwariuję!

Mówiłam prawdę – mój żołądek, wczoraj buntujący się, dziś zrobił się potulny jak baranek i delikatnie sugerował mi, że przydałoby się coś zjeść. A takiego wołania nie mogłam zignorować.

- A na co masz ochotę?

Wzruszyłam ramionami, nadal pijąc prosto z butelki; szklanka nie wydawała mi się zbytnio potrzebna w takich okolicznościach. Byle tylko zaspokoić pragnienie, męczące mnie od środka od kilku minut bez przerwy.

- Obojętnie, byle było słodkie. – rzekłam, siadając, bo nogi powoli odmawiały mi posłuszeństwa, po wczorajszym balangowaniu – Muszę zajeść kaca czymś słodkim. Natychmiast.

Liam zachichotał i podniósł się, szukając czegoś po szafkach; w końcu postawił przede mną miskę płatków, a ja spojrzałam na niego z wdzięcznością i zaczęłam jeść. Mój żołądek był spragniony jedzenia, mimo, że wczoraj tak chętnie się go pozbywał. Nic sobie z tego nie robiąc, wepchnęłam do ust tyle płatków, ile się dało, przypominając przy tym chomika i zaczęłam je przeżuwać.

- Nie obraź się… - zaczął Liam wesołym głosem – Ale w tym momencie strasznie przypominasz mi Nialla.

Zgromiłam go spojrzeniem mordercy, na on tylko jeszcze bardziej zaczął chichotać, zupełnie jak mała dziewczynka, zapominając o swojej herbacie, która parowała mocno – prawdopodobnie została niedawno zrobiona przez Liama.

- Ciszej, błagam – mruknęłam, nadal jedząc płatki, starając się mówić w miarę wyraźnie.

- Coś mi się wydaje, że będę słyszał tą prośbę nie raz dzisiaj – westchnął Liam – Reszta wróciła około czwartej nad ranem, śmiejąc się jak banda szajbusów. Ale na szczęście są cali i zdrowi.

Odpowiedziałam chrząknięciem, nadal zajadając się płatkami, które powoli zapełniały mój pusty żołądek, redukując coraz bardziej uczucie ssania i głodu. Zawsze musiałam jeść, gdy byłam na kacu. Nie wiedziałam, dlaczego tak jest, ale, podczas, gdy wszyscy patrzyli na jedzenie z odrazą, ja wpychałam w siebie trzy razy więcej niż normalnie. Po prostu jedzenie w pewnym stopniu redukowało ból głowy i uczucie rozbicia. A do tego smakowało, jak nigdy. Liam zaczął przypatrywać mi się z takim dziwnym zainteresowaniem i intensywnością, że przestałam jeść, unosząc jedną brew ku górze.

- Coś ci się nie podoba? – warknęłam cicho, patrząc, jak Liam zanosi się śmiechem, a potem zasłania usta ręką, by nie pobudzić reszty.

- Przepraszam, ale naprawdę macie z Niallem niektóre zachowania tak strasznie podobne, nawet mimikę… - rzekł z uśmiechem na ustach – Nie wiem, dlaczego, naprawdę!

Spojrzałam na niego spode łba i wróciłam do jedzenia płatków.

- Teraz wiem, dlaczego Niall cię wybrał. – dodał Liam, a ja spojrzałam na niego jak na kosmitę – Może nie zdajesz sobie sprawę, ale naprawdę wiele was łączy. Nie fizycznie oczywiście. Mentalnie. Jakbyście byli zrobieni z podobnego rodzaju gliny.

- A H A – wiedziałam, co ma na myśli, ale jakoś dziwnie to sformułował – Jasne, Liam, jasne. Kontynuuj. Fascynujące.

Liam, załapawszy moją ironię, parsknął śmiechem, a potem zabrał się za swoja herbatę. Wtedy też zauważyłam, że rozmawiam z nim całkowicie… swobodnie. Czyżby terapia, zwana „Niall” zaczęła przynosić efekty?

- Leah, nie chcę się wtrącać… - zaczął nieśmiało Liam, gdy mu przerwałam.

- Ale właśnie się wtrącasz, Payne – mruknęłam, a on uśmiechnął się lekko; był nawet… uroczy.

- Przepraszam, ale chcę się upewnić, czy to, co widziałem, jest prawdą! – uniósł ręce w poddańczym geście, gdy zmierzyłam go tak, jakbym była wilkiem, a on wszedłby na mój teren.

- Niby co?

- Ty. I Niall. Wczoraj, w klubie i w kuchni – powiadomił mnie prosto z mostu, patrząc na moją reakcję; zamarłam, gdy wspomnienia zalały mnie falą, jak podczas wstania. W skronie uderzyła mnie mała igła bólu, aż prawie syknęłam.

- To chyba nie twoja sprawa. – odburknęłam w końcu, krzyżując ręce na piersi.

- Wydaje mi się, że jednak moja – stwierdził Liam, nie spuszczając ze mnie wzroku, co spowodowało tylko, że zamiast w niego, wpatrywałam się w swoje bose stopy – Niall jest moim przyjacielem. Nie chcę, by cierpiał.

Doskonale go rozumiała. To samo dotyczyło mnie i Savie oraz Gi. Zawsze staje po ich stronie i uchowaj Boże od śmierci tych, którzy będą starali się zrobić im krzywdę. Chociaż, nie, mogą zginąć… ale z moich rąk. Wiedziałam, że Liam troszczy się o Nialla, jak na prawdziwego przyjaciela przystało, ale c ja mogłam mu powiedzieć? Całą prawdę? Nie… po pierwsze, nie był na to gotowy, po drugie, nie był kimś na tyle zaufanym, by dowiedzieć się o mojej historii.

- A myślisz, że ja chcę, żeby cierpiał? – spojrzałam na niego w końcu, a oczy miałam pełne bólu.

Liam wzruszył ramionami i jego uśmiech przeszedł na inny poziom, jakby coś sobie właśnie uświadomił. Widziałam, jak marszczy nos, trze go wierzchem dłoni, by po chwili powiedzieć:

- Nie jesteś taka zła – stwierdził Liam, nadal głupawo się uśmiechając.

- Nie wiedziałam, że z ciebie taki wazeliniarz… – przewróciłam oczami, biorąc się za resztkę płatków w misce, widząc, że skończyliśmy już drażliwy dla mnie temat.

- Tylko w weekendy i święta, dziękuję, dobranoc – powiedział „poważnie” Liam.

- Ale co w weekendy i święta…? – doszedł do nas zaspany głos, należący do Nialla, który stał w drzwiach kuchni, do tego w samych bokserkach.

Szybko odwróciła wzrok, ale ten ułamek sekundy, podczas którego patrzyłam na jego, tylko teoretycznie „ubrane” ciało, uświadomiło mi, że nie wygląda na takie chucherko, za jakie go uważałam na początku. Jest nawet… umięśniony. Pojawiały się pierwsze mięśnie brzucha, bicepsy już wystawały. Poczułam, że moje policzki oblewają się rumieńcem, a Liam spojrzał na mnie z zainteresowaniem, ale nic nie mówił. Słyszałam, jak Niall się przeciąga, stękając.

- Nic, kochanie – zwrócił się do niego Liam – Ale może byś się ubrał. Kobieta w pomieszczeniu, a ty latasz w samych gaciach w renifery.

Zachichotałam na poły nerwowo, na poły z żartu Liama.

- Ale daj mi najpierw wody, „kochanie” – odrzekł Niall, podchodząc do nas. – Leah…

- Możesz się ubrać? – poprosiłam go, nawet na niego nie patrząc – Trochę mnie to krępuje.

Niall mruknął: „jasne” i wyszedł z kuchni, a następnie powrócił ubrany w żółty t-shirt i jeansy. Od razu lepiej, przynajmniej nie czułam się już tak… nieswojo. Niall stanął przede mną, nie wiedząc, co ma zrobić – czy przywitać się normalnie, czy może mnie pocałować? Wiedziałam, że wczoraj nas trochę… poniosło. Może aż za nadto.

- Dzień dobry – powiedział w końcu, uśmiechając się do mnie słodko, a ja aż zaniemówiłam.

- Przepraszam, ale idź ociekać zajebistością gdzie indziej – zaśmiałam się cicho, odpędzając go gestem ręki.

- Chciałem postać trochę w blasku twojej zajebistości, by, choć trochę mi się udzieliła – odparował, zadowolony ze swojej odpowiedzi; taki komplement, mimo, że powiedziany w żartach, trochę połechtał moje ego, ale w taki miły sposób.

- Przelewam na ciebie moją zajebistość – dotknęłam jego przedramienia palcem wskazującym prawej ręki i zobaczyłam, jak po ciele Nialla przechodzi dreszcz, a na jego rękach pojawia się gęsia skórka.

Liam patrzył na nas jak na parę głupków, a po chwili tylko pokręcił z niedowierzaniem głową i wyszedł z kuchni, mamrocząc pod nosem o naszym dziwnym zachowaniu. Zostaliśmy sami, ale chyba po raz pierwszy w naszej znajomości mi to nie przeszkadzało.

And I've always lived like this, keeping a comfortable distance…

“But not this time, baby, it’s time for changes”, pomyślałam, zbierając się w umyśle na odwagę.

Powiedziałam: ”Niall…”, w tym samym czasie, gdy on powiedział: ”Leah…”, a potem jednocześnie rzekliśmy: „… muszę ci coś powiedzieć.” Zaśmialiśmy się oboje z naszej telepatii i Niall dał mi znak, żebym mówiła pierwsza. Zrobiłam wdech i wydech, by jakoś pozbierać myśli. Dlaczego było ich tak dużo?!

- Niall… ja… trochę mnie wczoraj poniosło – rzekłam, nie patrząc na niego; wiedziałam, że w tym momencie jego twarz wykrzywia grymas bólu – Potrzebuję czasu, by to sobie wszystko poukładać…

- Wiem – odpowiedział po chwili ciszy, jakby właśnie takich słów się spodziewał – Mogę poczekać, Leah, dobrze o tym wiesz.

- Nie chcę, żebyś marnował sobie życie na uganianie się za mną – westchnęłam, podświadomie pragnąc, by jednak się za mną uganiał. – Niall, ja naprawdę nie jestem dla ciebie. Zrozum to.

Niall nieznacznie się skrzywił, jakby analizował moje słowa, a po chwili przybliżył się do mnie, mając cały czas ten skupiony wyraz twarzy. Zobaczyłam gęsią skórkę, rozchodzącą się po mojej skórze, gdy poczułam jego pierwszy oddech na swojej twarzy. Czas stanął nagle w miejscu, a ja patrzyłam jak zahipnotyzowana, nie wiedząc, co zrobić lub tym bardzie powiedzieć. Chociaż właściwie, czy chciałam coś mówić? Czy chciałam coś robić?

Nawet nie odskoczyłam, gdy jego wargi delikatnie dotknęły moich, jakbym była zrobiona za szkła lub innego materiału, który łatwo jest zepsuć. Nie napierał na mnie, nie pogłębiał pocałunku, po prostu w nim trwaliśmy chwilę, rozkoszując się nim, jakby był on ostatnim w naszym życiu. Jedna z jego rąk pogładziła mnie po policzku, a potem Niall odsunął się, zarumieniony, pewnie nie mniej niż ja. Przygryzłam dolną wargę, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Tamta chwila wydawała się wiecznością… takim typem przyjemnej wieczności, z której nigdy nie chciałabym się wydostać.

- Przepraszam, na powinienem… - mruknął, lekko speszony, Niall, robiąc jeszcze jedne krok w tył, co było dla mnie sygnałem ostrzegawczym.

Wstałam nagle, przyciągając jego usta do moich, nie pozwalać mu bardziej się ode mnie oddalić. Niall stał sparaliżowany, ale tylko przez moment. Przygarnął mnie do siebie i po raz drugi poczułam się bezpieczna. Właśnie przy nim. Właśnie w jego ramionach.

Nasz pocałunek może nie należał go najgłębszych i najbardziej namiętnych, ale był za to aż niesamowicie, nierealnie czuły. Wtedy poczułam, jak po mojej skórze przechodzi dreszcz… przyjemności.

- ŁOJAPIERDOLEEEE! – usłyszeliśmy krzyki Lou, który wszedł nam do kuchni, by po chwili z niej wybiec, jednocześnie wydając z siebie dziwne dźwięki, ale to chyba w końcu Lou, nie?

Spojrzałam Niallowi w oczy. Błyszczały jak dwie, najjaśniejsze gwiazdy, jak ogromna, niebieska zorza polarna na granatowym niebie północy… napawałam się jego wzrokiem, chcąc cały czas coraz więcej i więcej.

- Potrzebuję czasu, by dowiedzieć się, co do ciebie czuje – rzekłam w końcu, wahając się – Ale musisz wiedzieć, że nie ma odstępstwa od moich fochów, złośliwości i marudzenia. Nie jestem idealną księżniczką z bajki. Ani tym bardziej typem takiej, która od zawsze czekała na księcia.

- Wiem – odpowiedział z uśmiechem Niall, gładząc mnie po policzku – Ale taką cię pokochałem, więc to żadna nowość dla mnie. Niełatwo jest mnie od czegoś odwieść, jak mi zależy.

- Rozumiem – przymrużyłam oczy, gdy ciepło rozlało się na moich policzkach od jego dotyku – Niall… I think I’m on my way to believing.


---------------------------------


Cóż.... witam was, z kolejnym rozdziałem! Jak mijają wakacje? Mi stanowczo za szybko. Zawsze tak jest, ale mimo wszystko, w kwietniu matura... to też inaczej się do wszystkiego podchodzi. Chcę na maksa się wynudzić, by potem ruszyć do pracy, spiąć się i ją zdać!

  Wszystko się rozkręca. Ale nie byłoby mnie tu, gdyby nie wy. Dlatego dziękuję wam za ponad 21 tys wyświetleń i 68 obserwatorów. Jesteście całym moim światem.


Follow @Pauline__1994
GG 4441489 
 

26 komentarzy:

  1. Naprawdę mi się podoba.
    czekam na następny.
    Zapraszam do mnie, nowy rozdział : http://1d-zakazanamilosc.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Awwww to takie słodkie ! :D Świetny rozdział!! Nie mogę się doczekać nn ! :) xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju kocham o opowiadanie :P
    Leah i Niall tak zajefajnie do siebie pasują ;)
    Mam nadzieje że przemyśli wszystko i jednak jej uczucia będę takie jak jego ;D
    Końcówka jest cudowna <3 " ...ale taką Cię pokochałem... " to było takie słodkie ;)
    Czekam na następny ;))
    Pozdrawiam,
    M.


    Zapraszam do mnie:
    http://forever--and--almost--always.blogspot.com/ ;))

    OdpowiedzUsuń
  4. A przepraszam bardzo, nad czym ona chce się zastanawiać? Leaaaaah, ty masz najlepsiejszego księcia na białym koniu jakiego tylko można mieć! Ah Louis.. Louis, Louis, Louis... Małe, słodkie dziecko... Rozwaliło mnie to, jak wparował do kuchni, a następnie z niej wybiegł z wojowniczym okrzykiem.
    Wgl Niall jest słoodki, przecież to urocze, nie mam słów normalnie.
    Yeah, kibicuje im i ma się im udać ;]
    yeeeew! będą razem, czy tego chcą czy nie xD

    Pozdr. ;DD

    http://royal-life-with-one-direction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny , świetny , świetny!
    Kocham ten rozdział! Jest moim ulubionym. Choć krótki , to wspaniały. Niall jest słodki a Leah się zmienia. I dobrze! Wspaniałe opowiadanie! Najbardziej rozśmieszyła mnie reakcja Louis'a. Śmiałam się przez dobre 10 minut xd
    Kocham ten blog!
    Czekam na następny z niecierpliwością! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Boski .! Uwielbiam .! Czekam na next ;D Zapraszam do siebie :
    never-do-not-give-up.blogspot.com <3

    Naprawdę genialnie piszesz .!

    OdpowiedzUsuń
  7. Pozwól, że użyje tych samych słów co Lou, aby skomentować ten rozdział:
    ŁOJAPIERDOLEEEE!!!!!!!!!
    To jest Z.A.J.E.B.I.S.T.E.!.!.!
    NIC DODAĆ NIC UJĄĆ.
    Jak mogę cię krytykować, kiedy to, co piszesz, jest takie idealne?!
    Kurde! Jak ty to robisz? Jak ty to robisz, że gdy przeczytam rozdział, to chcę więcej i więcej?
    Ok nie musisz odpowiadać na te powyższe pytania ale odpowiedz chociaż na to jedno: Kiedy będzie następny?
    Czuję, ze jeśli każesz mi czekać zbyt długo, to oszaleję!
    Mówię poważnie.
    ps. zapraszam na mojego nowego bloga na prolog:
    http://dumb--love.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. O.M.G. !!!
    Jesteś genialna! Jeszcze nie czytałam takiego bloga... Masakra.
    Czy te rozdziały same ci przychodzą na myśl? Bo właśnie tak to wygląda, że siadasz do komputera i piszesz bez żadnych problemów.Nie głowisz się pól godziny nad zaledwie 1/3 tylko przychodzą ci OT TAK.
    Czekam na nn z niecierpliwością.


    I zapraszam na mojego bloga: http://illtaketoanotherworld.blogspot.com/
    Pozdrawiam. /A

    OdpowiedzUsuń
  9. Nareeeszcie i dziękuję :* Przez Ciebie coraz bardziej kocham Nialla, mimo, że to opowiadanie i nic z rzeczywistością nie ma wspólnego ;p

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie chcę powtarzać tekstów innych. Po prostu jesteś GENIALNA. Tyle. Zapraszam do mnie:
    http://one-direction-and-ammie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Okej. Więc trafiłam tu przez przypadek. Z czystej nudy. Nie spodziewałam się czegoś takiego. Pewnie czytasz to we wszystkich komentarzach, więc napiszę to jeszcze raz: to opowiadanie jest świetne. Przeczytałam na raz i wkurzałam się na każdego, kto śmiał mi przeszkodzić. Po prologu siedziałam przez parę minut bez żadnej myśli w głowie. Czulam się pusta. Gotowa do poznania tej niezwykłej historii. Teraz połknęłam wszystkie rozdziały, a emocje bohaterki nie chcą mnie opuścić. Jestem jakaś rozbita. Sama nie wiem... Jakbym czegoś się bała. Na przyklad, że Leah odepchnie Nialla. To byłoby straszne. A jednocześnie bardzo możliwe, biorąc pod uwagę charakter bohaterki, który tak szczegółowo nakreśliłaś. Siedzę sobie teraz w ciszy i żałuję, że w moim życiu nie ma jeszcze kogoś takiego jak ten
    Twój Niall. Kogos, kto jest gotowy na wszystko w walce o miłość. Trzymam kciuki za Ciebie i za Leah. Super opowiadanie i genialna muzyka. Tak trzymać :)
    XOXO, Domi
    Jakbyś miała ochotę, to zajrzyj: www.podajmireke.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Poprostu genialne! Nic dodać i nic ująć! Pisz nn bo ja czekam i nie moge się doczekać! :P
    http://spotkanie-po-koncercie-1d.blogspot.com/
    http://przypadkionedirection.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Boziu.... ŚWIETNE!!!
    Serio! Zaczęłam je wczoraj czytać o 22.30 i tak mnie wciągnęłam że siedziałam i czytałam aż do 2 w nocy! Kurde świetne. Na serio. Trochę się boję, że Leah może złamać serce Niall'owi, ale i tak ędę dalej czytać. Na serio, ŚWIETNY! Wczoraj gdy to czytałam chciało mi się płakać w smutnych momentach nawet teraz... dobra. Na serio. Cudownie piszesz.
    PS. Zapraszam też do siebie:
    http://why-u-r-torn-apart-1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Hejo :D
    Najlepsze opowiadanie pod słońcem !!! :*
    Chciałabym cie prosić o jedno - jeżeli napiszesz następny rozdział plisssaaa daj mi znać na gg ( 11066489 - mój numer :D ).... byłabym ci barzdo wdzięczna

    Pozdr :*
    Martusia :*

    OdpowiedzUsuń
  15. KOCHAM ! DODAJ NOWY ROZDZIAŁ SZYBCIEJ :D
    Masz talent i mówię to szczerze. Mało jest takich opowiadań, które
    odwiedzam codziennie z nadzieją, że pojawił się już nowy rozdział wiedząc, że i tak będę musiała jeszcze troche poczekać.

    OdpowiedzUsuń
  16. Z góry przepraszam za Spam.
    Założyłam nowego bloga o 1D i bardzo serdecznie chciałabym zaprosić do czytania, jeśli tylko ktoś ma ochotę.
    Mam nadzieję, że chociaż zajrzysz i zapoznasz się z treścią.

    Od zawsze sen z powiek spędzało mi jedno pytanie: Czy będę w stanie pokochać całym sercem?
    Czy będę w stanie obdarzyć miłością drugiego człowieka tak samo mocno jak i on mnie? Czy będę potrafiła rzucić się za nim w ogień kiedy przyjdzie taka potrzeba? Czy jednym gestem, spojrzeniem będę w stanie pomoc swojej miłości? Czy podołam tak trudnemu zdaniu jakim jest kochać i być kochanym?!

    Zapraszam na http://little-big-lovee.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. BŁAGAAAAAM! KIEDY BĘDZIE KOLEJNY ?

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetny ! Kiedy kolejny ?! ;D

    OdpowiedzUsuń
  19. Super rozdział :) Dopiero zaczełam czytać twojego bloga, ale jest świetny. Czekam na następny rozdział :)

    Zapraszam równierz do przeczytania moich wypocin.
    http://zagubiona-i-nie-odnaleziona.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  20. przeczytałam w ciągu 2 dni oba Twoje blogi. Pierwszy był ok, było widać, że masz talent, ale było troszkę widocznego przerostu formy nad treścią. Mimo wszystko już tamten wyróżniał się mocno na tle innych, których szczerze mówiąc nie da się czytać. Z każdym kolejnym rozdziałem tamtego opowiadania byłam coraz bardziej zdziwiona, nie wiem nawet jak to nazwać... chyba podobieństwami między mną a Twoim opowiadaniem/ Tobą. Miałaś mnie już na samym początku, w wątku ze stajnią, bo jeżeli jest na świecie rzecz, za która byłabym w stanie oddać wszystko to jest to mój koń... następnie muzyka. Simple Plan! ich muzyka to soundtrack do kilku lat mojego życia. Co do tego opowiadania to jest po prostu to. Tutaj dopiero widać Twój talent połączony z ogromną wrażliwością. Tutaj już nic się ze sobą nie gryzie. Każde słowo jest na właściwym miejscu i opowiada historię. Trudną historię, ale brak jest zbędnego dramatyzmu, nie ma patosu. Jest za to dojrzałość, która sprawia że niezależnie od tego jak nazwałabyś postacie, wrażenie byłoby takie samo. Dziękuje Ci za to opowiadanie i pamiętaj jedno, cokolwiek by się działo w Twoim życiu, nigdy nie przestawaj pisać.
    zapraszam również do mnie na www.chemistry-is-all-around.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże... dziękuję. Nawet nie wiesz, jak bardzo płakałam, czytając to.

      (PS. Sama jeżdżę konno, dlatego pojawił się taki wątek na pierwszym blogu. A w Simple Plan jestem zakochana do wielu lat - Pierre *__*)

      Usuń
  21. Nie będę się rozpisywać, bo nigdy nie umiałam. Powiem tylko, że bardzo mi się podoba i z niecierpliwością czekam na następny. :)
    Pozdrawiam, BB. ♥

    OdpowiedzUsuń
  22. BOŻE, GENIALNY ROZDZIAŁ *,*

    OdpowiedzUsuń
  23. http://combativeshe.blogspot.com/ zapraszam :P

    OdpowiedzUsuń
  24. Kochana, przeczytałam twoje obydwa blogi i od dzisiaj jesteś moją NAJLEPSZĄ BLOGERKĄ EVER! No nie, jesteś tak niesamowita, że hoho! Czekam na następny rozdział niecierpliwie! <33 kochamkochamkocham!

    OdpowiedzUsuń