środa, 25 lipca 2012

Rozdział 12: „ I had sworn to myself that I'm content with loneliness…”




Boże, moja głowa… nigdy więcej. Oczywiście, postanowienie to, co innego, niż sugestia. A mi to nadal przypominało sugestię… Wspomnienia powoli wracały, ale szło im to tak opornie, jakby specjalnie stwierdziły, że nie jestem warta oglądania tego, co robiłam. Chyba nie robiłam czegoś, czego bym żałowała, prawda? Chyba…. Cholera.

Aż usiadłam na kanapie, gdy przypomniałam sobie poprzedni wieczór. Niall, Pocałunek. Choroba łazienkowa. Mój krzyk. Zaśnięcie na kanapie. Jego pocałunek w czoło na dobranoc. Powiedzcie mi, że to tylko sen, tylko zły sen… jak mogłam? Jak mogłam się przed nim tak otworzyć?! Zacisnęłam ręce na kocu, którym byłam okryta, wbijając wzrok w ścianę, pomalowaną na wesoły odcień żółtego. Tylko jakoś nie wydawał mi się w tym momencie wesoły. Ani trochę. Zrobiłam facepalma i ponownie, od wielu dni poczułam się wrakiem. Takim pustym i kompletnie zniszczonym. Co ja zrobiłam…? Nie wiadomo było, czy tego naprawdę chciałam, czy nie, ale Niall po alkoholu stał się jeszcze bardziej otwarty, niż normalnie. Też tak miałam. Westchnęłam, przygryzając wargę. Czyżby Niall okazał się wyjątkiem, od mojego wstrętu do mężczyzn? Czyżby był… inny? Lepszy?

Im dłużej się nad tym zastanawiałam, tym większy mętlik miałam w głowie, co nie prowadziło do niczego dobrego; nie mogłam złożyć ani jednego logicznego zdania, gdy wyobraźnia podsuwała mi wspomnienia jego ciepłych ust na moich. Mimo, że wczoraj byłam lekko zamroczona przez alkohol, to wspomnienie wydawało się aż nazbyt żywe. Jakby zostało wyryte w moim sercu i za żadne skarby świata nie chciało go opuszczać. Moje bose stopy dotknęły podłogi, a w gardle nagle zrobiło się strasznie sucho. Musiałam się napić czegoś i to jak najszybciej, zanim umrę z odwodnienia.

W kuchni zastałam Liama, który siedział rozwalony, pijąc herbatę, mając jednocześnie minę jakby nie spał kilka nocy. Ciemne worki pod oczami wyglądały naprawdę odstraszająco i upodobniały go do bandyty, którym oczywiście, nie mógł być; poza tym, nie wyglądał na bandytę, miał zbyt delikatne rysy twarzy i zbyt pogodny uśmiech. Takowym obdarzył mnie, gdy zauważył, jak stoję niepewnie w drzwiach. Zachęcił mnie butelką wody, którą postawił na stole. Byłam strasznie spragniona, więc dobrałam się do niej, jakbym nic nie piła przez tydzień.

- Jak tam? – zapytał, a dla mnie brzmiało to tak, jakby krzyknął; moja głowa…

- Nie krzycz, błagam – wychrypiałam, a potem zrobiłam kolejny łyk – Macie coś do jedzenia? Muszę coś zjeść, bo zwariuję!

Mówiłam prawdę – mój żołądek, wczoraj buntujący się, dziś zrobił się potulny jak baranek i delikatnie sugerował mi, że przydałoby się coś zjeść. A takiego wołania nie mogłam zignorować.

- A na co masz ochotę?

Wzruszyłam ramionami, nadal pijąc prosto z butelki; szklanka nie wydawała mi się zbytnio potrzebna w takich okolicznościach. Byle tylko zaspokoić pragnienie, męczące mnie od środka od kilku minut bez przerwy.

- Obojętnie, byle było słodkie. – rzekłam, siadając, bo nogi powoli odmawiały mi posłuszeństwa, po wczorajszym balangowaniu – Muszę zajeść kaca czymś słodkim. Natychmiast.

Liam zachichotał i podniósł się, szukając czegoś po szafkach; w końcu postawił przede mną miskę płatków, a ja spojrzałam na niego z wdzięcznością i zaczęłam jeść. Mój żołądek był spragniony jedzenia, mimo, że wczoraj tak chętnie się go pozbywał. Nic sobie z tego nie robiąc, wepchnęłam do ust tyle płatków, ile się dało, przypominając przy tym chomika i zaczęłam je przeżuwać.

- Nie obraź się… - zaczął Liam wesołym głosem – Ale w tym momencie strasznie przypominasz mi Nialla.

Zgromiłam go spojrzeniem mordercy, na on tylko jeszcze bardziej zaczął chichotać, zupełnie jak mała dziewczynka, zapominając o swojej herbacie, która parowała mocno – prawdopodobnie została niedawno zrobiona przez Liama.

- Ciszej, błagam – mruknęłam, nadal jedząc płatki, starając się mówić w miarę wyraźnie.

- Coś mi się wydaje, że będę słyszał tą prośbę nie raz dzisiaj – westchnął Liam – Reszta wróciła około czwartej nad ranem, śmiejąc się jak banda szajbusów. Ale na szczęście są cali i zdrowi.

Odpowiedziałam chrząknięciem, nadal zajadając się płatkami, które powoli zapełniały mój pusty żołądek, redukując coraz bardziej uczucie ssania i głodu. Zawsze musiałam jeść, gdy byłam na kacu. Nie wiedziałam, dlaczego tak jest, ale, podczas, gdy wszyscy patrzyli na jedzenie z odrazą, ja wpychałam w siebie trzy razy więcej niż normalnie. Po prostu jedzenie w pewnym stopniu redukowało ból głowy i uczucie rozbicia. A do tego smakowało, jak nigdy. Liam zaczął przypatrywać mi się z takim dziwnym zainteresowaniem i intensywnością, że przestałam jeść, unosząc jedną brew ku górze.

- Coś ci się nie podoba? – warknęłam cicho, patrząc, jak Liam zanosi się śmiechem, a potem zasłania usta ręką, by nie pobudzić reszty.

- Przepraszam, ale naprawdę macie z Niallem niektóre zachowania tak strasznie podobne, nawet mimikę… - rzekł z uśmiechem na ustach – Nie wiem, dlaczego, naprawdę!

Spojrzałam na niego spode łba i wróciłam do jedzenia płatków.

- Teraz wiem, dlaczego Niall cię wybrał. – dodał Liam, a ja spojrzałam na niego jak na kosmitę – Może nie zdajesz sobie sprawę, ale naprawdę wiele was łączy. Nie fizycznie oczywiście. Mentalnie. Jakbyście byli zrobieni z podobnego rodzaju gliny.

- A H A – wiedziałam, co ma na myśli, ale jakoś dziwnie to sformułował – Jasne, Liam, jasne. Kontynuuj. Fascynujące.

Liam, załapawszy moją ironię, parsknął śmiechem, a potem zabrał się za swoja herbatę. Wtedy też zauważyłam, że rozmawiam z nim całkowicie… swobodnie. Czyżby terapia, zwana „Niall” zaczęła przynosić efekty?

- Leah, nie chcę się wtrącać… - zaczął nieśmiało Liam, gdy mu przerwałam.

- Ale właśnie się wtrącasz, Payne – mruknęłam, a on uśmiechnął się lekko; był nawet… uroczy.

- Przepraszam, ale chcę się upewnić, czy to, co widziałem, jest prawdą! – uniósł ręce w poddańczym geście, gdy zmierzyłam go tak, jakbym była wilkiem, a on wszedłby na mój teren.

- Niby co?

- Ty. I Niall. Wczoraj, w klubie i w kuchni – powiadomił mnie prosto z mostu, patrząc na moją reakcję; zamarłam, gdy wspomnienia zalały mnie falą, jak podczas wstania. W skronie uderzyła mnie mała igła bólu, aż prawie syknęłam.

- To chyba nie twoja sprawa. – odburknęłam w końcu, krzyżując ręce na piersi.

- Wydaje mi się, że jednak moja – stwierdził Liam, nie spuszczając ze mnie wzroku, co spowodowało tylko, że zamiast w niego, wpatrywałam się w swoje bose stopy – Niall jest moim przyjacielem. Nie chcę, by cierpiał.

Doskonale go rozumiała. To samo dotyczyło mnie i Savie oraz Gi. Zawsze staje po ich stronie i uchowaj Boże od śmierci tych, którzy będą starali się zrobić im krzywdę. Chociaż, nie, mogą zginąć… ale z moich rąk. Wiedziałam, że Liam troszczy się o Nialla, jak na prawdziwego przyjaciela przystało, ale c ja mogłam mu powiedzieć? Całą prawdę? Nie… po pierwsze, nie był na to gotowy, po drugie, nie był kimś na tyle zaufanym, by dowiedzieć się o mojej historii.

- A myślisz, że ja chcę, żeby cierpiał? – spojrzałam na niego w końcu, a oczy miałam pełne bólu.

Liam wzruszył ramionami i jego uśmiech przeszedł na inny poziom, jakby coś sobie właśnie uświadomił. Widziałam, jak marszczy nos, trze go wierzchem dłoni, by po chwili powiedzieć:

- Nie jesteś taka zła – stwierdził Liam, nadal głupawo się uśmiechając.

- Nie wiedziałam, że z ciebie taki wazeliniarz… – przewróciłam oczami, biorąc się za resztkę płatków w misce, widząc, że skończyliśmy już drażliwy dla mnie temat.

- Tylko w weekendy i święta, dziękuję, dobranoc – powiedział „poważnie” Liam.

- Ale co w weekendy i święta…? – doszedł do nas zaspany głos, należący do Nialla, który stał w drzwiach kuchni, do tego w samych bokserkach.

Szybko odwróciła wzrok, ale ten ułamek sekundy, podczas którego patrzyłam na jego, tylko teoretycznie „ubrane” ciało, uświadomiło mi, że nie wygląda na takie chucherko, za jakie go uważałam na początku. Jest nawet… umięśniony. Pojawiały się pierwsze mięśnie brzucha, bicepsy już wystawały. Poczułam, że moje policzki oblewają się rumieńcem, a Liam spojrzał na mnie z zainteresowaniem, ale nic nie mówił. Słyszałam, jak Niall się przeciąga, stękając.

- Nic, kochanie – zwrócił się do niego Liam – Ale może byś się ubrał. Kobieta w pomieszczeniu, a ty latasz w samych gaciach w renifery.

Zachichotałam na poły nerwowo, na poły z żartu Liama.

- Ale daj mi najpierw wody, „kochanie” – odrzekł Niall, podchodząc do nas. – Leah…

- Możesz się ubrać? – poprosiłam go, nawet na niego nie patrząc – Trochę mnie to krępuje.

Niall mruknął: „jasne” i wyszedł z kuchni, a następnie powrócił ubrany w żółty t-shirt i jeansy. Od razu lepiej, przynajmniej nie czułam się już tak… nieswojo. Niall stanął przede mną, nie wiedząc, co ma zrobić – czy przywitać się normalnie, czy może mnie pocałować? Wiedziałam, że wczoraj nas trochę… poniosło. Może aż za nadto.

- Dzień dobry – powiedział w końcu, uśmiechając się do mnie słodko, a ja aż zaniemówiłam.

- Przepraszam, ale idź ociekać zajebistością gdzie indziej – zaśmiałam się cicho, odpędzając go gestem ręki.

- Chciałem postać trochę w blasku twojej zajebistości, by, choć trochę mi się udzieliła – odparował, zadowolony ze swojej odpowiedzi; taki komplement, mimo, że powiedziany w żartach, trochę połechtał moje ego, ale w taki miły sposób.

- Przelewam na ciebie moją zajebistość – dotknęłam jego przedramienia palcem wskazującym prawej ręki i zobaczyłam, jak po ciele Nialla przechodzi dreszcz, a na jego rękach pojawia się gęsia skórka.

Liam patrzył na nas jak na parę głupków, a po chwili tylko pokręcił z niedowierzaniem głową i wyszedł z kuchni, mamrocząc pod nosem o naszym dziwnym zachowaniu. Zostaliśmy sami, ale chyba po raz pierwszy w naszej znajomości mi to nie przeszkadzało.

And I've always lived like this, keeping a comfortable distance…

“But not this time, baby, it’s time for changes”, pomyślałam, zbierając się w umyśle na odwagę.

Powiedziałam: ”Niall…”, w tym samym czasie, gdy on powiedział: ”Leah…”, a potem jednocześnie rzekliśmy: „… muszę ci coś powiedzieć.” Zaśmialiśmy się oboje z naszej telepatii i Niall dał mi znak, żebym mówiła pierwsza. Zrobiłam wdech i wydech, by jakoś pozbierać myśli. Dlaczego było ich tak dużo?!

- Niall… ja… trochę mnie wczoraj poniosło – rzekłam, nie patrząc na niego; wiedziałam, że w tym momencie jego twarz wykrzywia grymas bólu – Potrzebuję czasu, by to sobie wszystko poukładać…

- Wiem – odpowiedział po chwili ciszy, jakby właśnie takich słów się spodziewał – Mogę poczekać, Leah, dobrze o tym wiesz.

- Nie chcę, żebyś marnował sobie życie na uganianie się za mną – westchnęłam, podświadomie pragnąc, by jednak się za mną uganiał. – Niall, ja naprawdę nie jestem dla ciebie. Zrozum to.

Niall nieznacznie się skrzywił, jakby analizował moje słowa, a po chwili przybliżył się do mnie, mając cały czas ten skupiony wyraz twarzy. Zobaczyłam gęsią skórkę, rozchodzącą się po mojej skórze, gdy poczułam jego pierwszy oddech na swojej twarzy. Czas stanął nagle w miejscu, a ja patrzyłam jak zahipnotyzowana, nie wiedząc, co zrobić lub tym bardzie powiedzieć. Chociaż właściwie, czy chciałam coś mówić? Czy chciałam coś robić?

Nawet nie odskoczyłam, gdy jego wargi delikatnie dotknęły moich, jakbym była zrobiona za szkła lub innego materiału, który łatwo jest zepsuć. Nie napierał na mnie, nie pogłębiał pocałunku, po prostu w nim trwaliśmy chwilę, rozkoszując się nim, jakby był on ostatnim w naszym życiu. Jedna z jego rąk pogładziła mnie po policzku, a potem Niall odsunął się, zarumieniony, pewnie nie mniej niż ja. Przygryzłam dolną wargę, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Tamta chwila wydawała się wiecznością… takim typem przyjemnej wieczności, z której nigdy nie chciałabym się wydostać.

- Przepraszam, na powinienem… - mruknął, lekko speszony, Niall, robiąc jeszcze jedne krok w tył, co było dla mnie sygnałem ostrzegawczym.

Wstałam nagle, przyciągając jego usta do moich, nie pozwalać mu bardziej się ode mnie oddalić. Niall stał sparaliżowany, ale tylko przez moment. Przygarnął mnie do siebie i po raz drugi poczułam się bezpieczna. Właśnie przy nim. Właśnie w jego ramionach.

Nasz pocałunek może nie należał go najgłębszych i najbardziej namiętnych, ale był za to aż niesamowicie, nierealnie czuły. Wtedy poczułam, jak po mojej skórze przechodzi dreszcz… przyjemności.

- ŁOJAPIERDOLEEEE! – usłyszeliśmy krzyki Lou, który wszedł nam do kuchni, by po chwili z niej wybiec, jednocześnie wydając z siebie dziwne dźwięki, ale to chyba w końcu Lou, nie?

Spojrzałam Niallowi w oczy. Błyszczały jak dwie, najjaśniejsze gwiazdy, jak ogromna, niebieska zorza polarna na granatowym niebie północy… napawałam się jego wzrokiem, chcąc cały czas coraz więcej i więcej.

- Potrzebuję czasu, by dowiedzieć się, co do ciebie czuje – rzekłam w końcu, wahając się – Ale musisz wiedzieć, że nie ma odstępstwa od moich fochów, złośliwości i marudzenia. Nie jestem idealną księżniczką z bajki. Ani tym bardziej typem takiej, która od zawsze czekała na księcia.

- Wiem – odpowiedział z uśmiechem Niall, gładząc mnie po policzku – Ale taką cię pokochałem, więc to żadna nowość dla mnie. Niełatwo jest mnie od czegoś odwieść, jak mi zależy.

- Rozumiem – przymrużyłam oczy, gdy ciepło rozlało się na moich policzkach od jego dotyku – Niall… I think I’m on my way to believing.


---------------------------------


Cóż.... witam was, z kolejnym rozdziałem! Jak mijają wakacje? Mi stanowczo za szybko. Zawsze tak jest, ale mimo wszystko, w kwietniu matura... to też inaczej się do wszystkiego podchodzi. Chcę na maksa się wynudzić, by potem ruszyć do pracy, spiąć się i ją zdać!

  Wszystko się rozkręca. Ale nie byłoby mnie tu, gdyby nie wy. Dlatego dziękuję wam za ponad 21 tys wyświetleń i 68 obserwatorów. Jesteście całym moim światem.


Follow @Pauline__1994
GG 4441489 
 

środa, 4 lipca 2012

Rozdział 11: "And of all these things I've done I think I love you better now.”





- Pocałuj mnie, Niall – byłam tego pewna; chciałam tego, jak niczego na tym świecie.

Nigdy się nie całowałam, ale słyszałam, że to samo przychodzi. Tylko nie wolno się spinać i oddać się chwili. Westchnęłam, czując jak ogarniają mnie motyle w brzuchu. To było dziwne uczucie, ale w pewnym sensie… przyjemne? Niall stanął przede mną, patrząc na mnie, jak na zjawę, jakby nie dowierzając, co powiedziałam. Nie chciałam, by nasza znajomość się skończyła, przynajmniej nie tak. Starałam się uspokoić szalejące serce, ale ono jakby oddzieliło się od mojego ciała i stwierdziło, że czas na samodzielne życie. Oddech również mi przyśpieszył, gdy Niall przysunął się jeszcze bliżej. Z jednej strony, moje ciało krzyczało: „uciekaj!”, z drugiej umysł mówił: „to przecież tylko Niall”. Albo właśnie nie tylko, ale aż.

- Jesteś pewna? – spytał szeptem, a ja pokiwałam głową, czując, że pewnie nie zrobiłabym tego nie będąc pijana; bo już trochę byłam.

Niall przełknął nerwowo ślinę, ale nie mógł być bardziej zdenerwowany, niż ja. Wszystko jakby zrobiło się jak z waty, szczególnie moje nogi, a przecież nawet mnie jeszcze nie pocałował! Zamknęłam oczy, czując jego rękę na moim policzku, która powoli wplatała się we włosy. Westchnęłam lekko; wszystko się we mnie gotowało. Niech w końcu to zrobi… niech w końcu mnie pocałuje…

Nawet nie podskoczyłam, gdy jego usta dotknęły moich. Po prostu czułam się tak, jakby to powinno nastąpić. Wargi Nialla były ciepłe, ale trochę suche, i strasznie mi się to podobało. Gdy pierwsza sekunda minęła, postanowiłam też działać. Okazało się, że Niall pomyślał identycznie jak ja i to w tym samym momencie. Rozchyliliśmy usta, które złączyły się w prawdziwym pocałunku. Niall przygarnął mnie do siebie, a ja wplotłam rękę w jego włosy. Usłyszałam jego cichy jęk, gdy to zrobiłam – widocznie mu się podobało. Powoli rozkoszowałam się naszym powolnym pocałunkiem, chyba po raz pierwszy w życiu, czując się bezpieczna w ramionach mężczyzny. Zachwialiśmy się trochę, ale Niall w ostatniej chwili wyprostował się, tak, więc tylko ułamek sekundy była przechylona pod dziwnym kątem. Niall znowu mnie pocałował, a ja oddałam mu pocałunek, jeszcze bardziej do niego przylegając.

Chyba odnalazłam swój prywatny kawałek nieba, którego tak strasznie długo szukałam, ale bez skutku. Wszystko wokół mnie wirowało, powodując te dziwne uczucie „motyli” w brzuchu; nie miałam pojęcia, czy to dobrze, czy źle, że czuję cos takiego, gdy Niall nie całował, ale nigdy nie miałam tego typu doświadczeń… do teraz. Czułam tylko te ramiona, ten oddech, ten uśmiech, te szybkie bicie jego serca, te drżące ręce… Czyżby Niall był kimś, kogo potrzebowałam? Czułam, jak Niall się uśmiecha, przez pocałunek, gdy nagle do pomieszczenia wparowały Gi z Savie, kłócąc się o coś zawzięcie z Harrym:

- Ja tam muszę wejść! Puszczajjjjjjjjjjjjjj…!

Trójka zatrzymała się, patrząc na nas. Odepchnęłam zdezorientowanego Nialla, nie patrząc mu w oczy. Przejechałam opuszkami palców po mokrych wargach i wbiłam wzrok w moje balerinki. Czekałam, aż ktoś końcu coś powie, ale nic takiego się nie stało. Już zbierałam się, by im to wszystko wytłumaczyć, gdy nagle poczułam, jak coś przewraca mi się w żołądku i nie miało to bynajmniej nic wspólnego z naszym pocałunkiem. Chyba trochę za dużo wypiłam na prawie pusty żołądek, albo to przez te leki, które przedtem brałam…

- Niedobrze mi, zaraz wracam – chwyciłam się za brzuch, prawie biegnąc do łazienki.

W końcu dotarłam do zapchanego kibla, zamykając się w nim na klucz. Wszystko za mnie uleciało, gdy zwymiotowałam. Skrzywiłam się, czując ten dziwny, kwaśny posmak. Bardzo rzadko zdarzały mi się takie przygody, więc nie byłam przyzwyczajona do tego uczucia. Do drzwi kabiny zaczęły się dobierać Gi i Savie, więc otworzyłam im, najchętniej jednak wywaliłabym je z pomieszczenia. Chyba nikt nie chce patrzyć, jak ktoś inny wymiotuje, co nie?

- Co ci jest? Za dużo? Mamy już jechać do domu? – strzelała pytaniami, jak torpeda, Savie, odgarniając sobie włosy z twarzy.

- Nie wiem, to chyba przez… - zawahałam się, czy im powiedzieć – Przez leki antydepresyjne, które brałam. Wprawdzie odstawiłam je już tydzień temu, ale nadal… - i nie dokończyłam, bo znowu zebrało mi się na wymioty.

Savie z Gi spojrzały po sobie i kiwnęły potakująco głowami jednocześnie.

- Trzeba cię zabrać – stwierdziła Gi, trąc czoło – Tylko gdzie? Do domu raczej nie wrócisz…

- Gi, to twoje urodziny, masz tu zostać, jasne? To samo dotyczy ciebie, Savie! – wskazałam na nią palcem, a mój żołądek ponownie zaczął tańczyć makarenę.

- Liam jest trzeźwy, znaczy… w miarę – zachichotała Gi, a potem spoważniała – Może niech zabierze cię do ich apartamentu?

Pokręciłam przecząco głową.

- To chyba niezbyt dobry pomysł – zmarszczyłam brwi, zadowolona, że nie jest mi już tak niedobrze. – Może jednak pojadę do domu?

- Nie ma mowy! – usłyszałam jak Harry się wydziera, stojąc w drzwiach damskiej toalety – Witam szanowne panie… - przywitał się z innymi dziewczynami, będącymi w toalecie, po czym ponownie zwrócił się do mnie - Leah, jedziesz do nas, nie ma mowy! Jako eskortę proponuję Daddy’ego i Niallera. Dołączymy do was rano! Jeśli dojedziemy! – zaśmiał się z własnego żartu.

- Chyba nie mam wyboru – wymamrotałam, wstając z zimnej posadzki.

Wyszłam z łazienki razem z Gi i Savie, przed którą stał uśmiechnięty Harry, jakby właśnie trafiło mu się milion funtów w totku. Zmierzyłam go wzrokiem, co go już trochę zgasiło, ale naprawdę już na nic nie miałam siły, mimo, że nawet impreza się na dobre nie rozkręciła. Szłam o własnych siłach; do naszej małej „ekipy” dołączyła reszta zespołu. Wiedziałam – ba, byłam przekonana! – że Niall się na mnie patrzy, ale starałam się to zignorować. Nadal nie była pewna, czy nasz pocałunek nie był błędem. Chciałam… tak, można by powiedzieć, że chciałam z nim być. Jednak równocześnie bałam się go zranić. Bo co, jeśli nam nie wyjdzie? Albo on straci do mnie cierpliwość?

- No, wskakuj – Liam uśmiechnął się do mnie, wskazując taksówkę, gdy wyszliśmy z klubu.

Wsiadłam do auta, myśląc o wszystkim innym, tylko nie o moim przewracającym się żołądku. Niall usiadł obok mnie, a zaraz po nim wsiadł Liam, podając kierowcy adres. Jechaliśmy w ciszy; opierałam się o szybę, próbując zrobić między mną i blondynem odstęp, ale zawsze dziwnym trafem, odległość nie zmieniała się, nawet, gdy prawie przyciskałam się do szyby. W końcu, dojechaliśmy, z czego byłam niezmiernie zadowolona. Wysiadłam z taxi; Liam zapłacił, a także otworzył frontowe drzwi; nikogo nie było w na poły oświetlonej recepcji, ale nie zdziwił nas ten widok.

Zdjęłam buty, gdy już weszliśmy do mieszkania i skierowałam się do kuchni, łaknąc wody. Czułam się jak u siebie, mimo, że byłam tam dopiero drugi raz. W końcu znalazłam i wodę i szklankę. Wypiłam duszkiem, cały czas kontrolując żołądek. Na razie nic się z nim nie działo. Westchnęłam i dotknęłam zimna szklanką czoła.

- Wszystko okej? – podskoczyłam, usłyszawszy Nialla.

- Nic nie jest okej – prawie warknęłam, krzywiąc się; odłożyłam szklankę na blat, unikając jego wzroku.

Usłyszałam odgłosy człapania i po chwili Niall podszedł do mnie i chwycił mnie za brodę, nakierowując moją twarz na jego.

- Mogłaś zaprotestować, a nie teraz żałować. – szepnął Niall, marszcząc brwi ze smutku – Gdybym wiedział, że jeszcze bardziej będziesz mnie unikać, to nigdy bym cię nie pocałował.

- To nie tak, że żałuję… - westchnęłam, starając się wyswobodzić z uścisku jego dłoni – Muszę to… przemyśleć. Dokładnie.

- Przemyśleć… - mruknął Niall, przygryzając wargę.

Nie chciałam go ranić… jednak, obojętnie, co bym nie powiedziała i tak to robiłam. Zacisnęłam oczy, nie chcąc, by łzy ujrzały światło dzienne. Niall widząc to, chwycił moją twarz w swoje duże, ciepłe dłonie i przejechał kciukami po moich policzkach. Mimowolnie moje mięśnie rozluźniły się, a łzy popłynęły po skórze. Niall starł je ruchami kciuków, a potem pocałował mnie w czoło. To było nawet… przyjemne. Czułam się nawet… szczęśliwa. Nawet… bezpieczna.

- Nienawidzę patrzeć jak płaczesz, Leah – wyszeptał i zobaczyłam, że jemu też szklą się oczy. – Cii, maleńka, cii.

Jego czułe słowa sprawiły tylko, że jeszcze bardziej się rozpłakałam. A on cały czas powtarzał tym swoim cichym, spokojnym i lekko zachrypniętym głosem z irlandzkim akcentem: „Cii, maleńka, cii”. To były najsłodsze słowa w moim życiu, skierowane do mojej osoby. Dlaczego on był dla mnie taki miły? Miałam ochotę go wyrzucić przez okno. Dlaczego musi być taki słodki?!

Odepchnęłam jego ręce, nadal płacząc.

- Dlaczego musisz być dla mnie taki miły?! – zawyłam, odgarniając włosy z twarzy, patrząc na trochę wystraszonego Nialla. – Dlaczego musisz być tak cholernie uroczy i kochany?! Dlaczego nie potrafisz zostawić mnie w  spokoju?!

Na chwilę mnie zamroczyło, ale nie straciłam gruntu pod nogami. To pewnie przez ten alkohol. Słowa wylewały się tak szybko, tak głęboko raniąc…

- CO JEST TAKIEGO W TOBIE, ŻE MNIE PRZYCIĄGASZ?! DLACZEGO NIE MOŻESZ O MNIE ZAPOMNIEĆ?! DLACZEGO JA NIE MOGĘ ZAPOMNIEC O TOBIE?! – krzyczałam, podchodząc do niego i uderzając go w pierś, aż syknął – DLACZEGO TAK BARDZO CHCĘ Z TOBĄ PRZEBYWAĆ, SKORO TAK BARDZO PRZYPOMINASZ MI MOJEGO BIOLOGICZNEGO OJCA, PIJAKA, NARKOMANA I GWAŁCICIELA?! DLACZEGOOO…? - z każdym zdaniem, moja siła w rękach słabła, aż w końcu trzymałam ręce, zaciśnięte w pięści na jego klatce piersiowej, a łzy skapywały mi na podłogę; siła mojego głosu również słabła, tak, że następne zdanie wypowiedziałam prawie szeptem – Dlaczego Niall? Odpowiedz… Dlaczego tak ci zależy, chociaż pomiatam tobą jak śmieciem i jadę po tobie jak ostatnia suka…? Dlaczego tak bardzo się starasz, przysyłasz mi kwiaty, dajesz bransoletkę, chociaż udaję, że nic dla mnie nie znaczysz…?

Staliśmy chwilę w ciszy, po czym przytuliłam się do niego mocno, nadal płacząc. Niall przygarnął mnie do siebie, kładąc jedną z rąk na talii, a drugą na włosach. Ułożyłam głowę przy jego szyi. Dotknął swoim policzkiem mojego czoła i nadal szeptał do mnie te słowa: „Cii, maleńka, cii”. Jego głos działał na mnie kojąco. Bardziej, a niżeli bym chciała.

- Niall? Dlaczego to robisz? – zapytałam szeptem, ocierając sobie łzy.

- If you're broken I will mend you and keep you sheltered from the storm that's raging on now… ­– zanucił Niall, głaszcząc mnie po włosach. – Myślę, że to nazywa się miłość…

Westchnęłam, nigdy nie myśląc, że to słowo kiedykolwiek zostanie wypowiedziane w moim kontekście. Zmieniłam pozycję, kładąc brodę na ramieniu Nialla. Wtedy też zobaczyłam Liama stojącego w drzwiach kuchni i uśmiechającego się tryumfująco. Widząc, że mu się przypatruję, zrobił dziwną minę i czmychnął w długą, gdy zmarszczyłam brwi, chcąc już się do niego „miło” odezwać. Zamknęłam oczy, gdy nagle ponownie poczułam sensację w żołądku. Odsunęłam się do Nialla, rzucając mu tylko:

- Zaraz wracam – i pędem pognałam do łazienki.

Gdy było po wszystkim, oparłam się czołem o zimne kafelki na ścianie, a w drzwiach toalety stanął Niall, ze zmartwioną miną. Uklęknął przy mnie, trochę się kołysząc.

- Nic mi nie jest – wyszeptałam, gdy odgarniał mi włosy, opadające na moją bladą twarz.

- Właśnie widzę – mruknął ironicznie, powodując na mojej twarzy lekki uśmiech; wyglądało na to, że nawet jak był pijany, potrafił sobie pożartować. – Potrzebujesz czegoś?

- Świętego spokoju – odgryzłam się, uśmiechając się. – Ale nie pogardzę szklanką wody.

Mówisz – masz. Niall z prędkością światła przyniósł mi wodę, którą wypiłam duszkiem. Byłam strasznie spragniona. A do tego czułam się dziwnie pusta po tych wymiotach. Niall usiadł obok mnie, nie przejmując się tym, że było mało przestrzeni w łazience.

- Dlaczego tak nagle zaczęłaś wymiotować na imprezie? Za dużo na raz? – wziął ode mnie pustą szklankę i położył ją na blacie przy zlewie.

- Nie, to przez te leki… - westchnęłam, zastanawiając się, czy mu powiedzieć. – Od kilku dni nie biorę leków antydepresyjnych. Nie wiem, może to przez nie?

Nawet nie chciałam sprawdzać, jaką minę miał Niall. Nie zadawał też żadnych zbędnych pytań, tak jak powinno być. Wstałam, stękając, a za mną podniósł się Niall. Zrobiłam krok, źle następując na kostkę. Syknęłam i oparłam się o szafkę przy zlewie.

- Cholerna kostka – warknęłam, dusząc jęk bólu – znowu z nią coś nie tak…

- Daj, poniosę cię – zaoferował Niall, wyciągając ręce.

- Niall, po pierwsze jestem za ciężka, po drugie, nadal jesteś trochę pijany, pamiętasz? – przypomniałam mu, a on pokiwał głową, jakby dopiero to sobie uświadomił. – Chcę spać… chyba znowu zostanie mi kanapa…

- Nie, tym razem śpisz u mnie!  -prawie krzyknął Niall.

Westchnęłam; na szczęście wymiotowanie miało także pozytywne skutki – powoli trzeźwiałam. I dochodziło do mnie, co zrobiłam. Znaczy, nie całkowicie, ale mniej więcej… To dobrze, czy źle? Sama nie wiedziałam. Albo nie chciałam wiedzieć; następnego dnia wyrzuty sumienia zaleją mnie naglą falą i nie będę w stanie ich powstrzymać.

- Nie. Chcę spać na kanapie. Może jestem trochę ścięta przez alkohol, ale to nadal ja. Zaprowadź mnie do salonu.

I tak, podparta o Nialla i utulona przez niego do snu, ruszyłam do krainy marzeń w zadziwiająco szybkim tempie. A ostatnie, co zapamiętałam to usta Nialla, dotykające mojego czoła. Potem już był tylko nieświadomy błogostan, z którego nie chciałam się budzić. Już nigdy.






-------------------------------------

Przepraszam, za małe opóźnienie. Zaszalałam trochę i przez to mam szlaban na imprezy aż do piątku ;< Ale za to w piątek jest zakończenie roku i mój kolega wyprawia osiemnastkę. Będzie się działo! WHOOAAA!

Więc. Ten rozdział lubię. Bardzo. Ogólnie jakoś to opowiadanie bardziej mi się podoba, niż moje drugie, bo ma... nie wiem... duszę? Jest pełne mnie. Pełne tego, co we mnie siedzi. 

Cóż, do końca nie wiem, ile ludzi byłoby chętnych na ten Twitcam, ale myślałam o tym, by zrobić go w sobotę, tak około godziny 19.00. Napiszcie, czy wam pasuje.



I czywiście MASSIVE THANK YOU za wszystkie komentarze, obserwatorów i wejścia!



 FOLLOW @Pauline__1994
GG 4441489
MÓJ DRUGI BLOG