piątek, 22 czerwca 2012

Rozdział 10: “Don't tell me it's not worth trying for, you can't tell me it's not worth dying for…”

Boże, ale ja głupia, nie ten rozdział wstawiłam! XD

MUSIC


Weszłyśmy na scenę, witane oklaskami zebranych ludzi, jakbyśmy były nie wiadomo jakimi gwiazdami; może i nasze szanowne One Direction było do tego przyzwyczajone, ale nie ja, szczególnie, że na scenie byliśmy tylko ja, Savie i Gi, która od razu zaczęła krótką przemowę:

- WITAJCIE! ZACZYNAMY PARTY HARD! – zrobiła przerwę na aplauz – Ale najpierw, specjalnie dla was… ONE DIRECTION, MAKE SOME NOISE FOR THEM!

Rozległy się szaleńcze piski, a obok nas stanęli uśmiechnięci chłopacy, machając do widowni.

- VAS HAPPENIN, EVERYONE?! – wydarł się Zayn, co spowodowało jeszcze większe piski, zapewne u żeńskiej części gości. – Dzięki Gi za zaproszenie! Dzisiaj będziemy bawić się razem z wami! Ale najpierw oklaski dla jubilatki!

Kolejny aplauz, po którym zeszłyśmy ze sceny i stanęłyśmy przed nią, a do nas dopadły tłumy, pytając się, czy naprawdę ich znamy i czy możemy zapoznać ich z nimi. Miałam minę, typu: „Błagam, bitches, podchodzicie tylko jak macie jakąś sprawę?”. Tępota niektórych ludzi mnie przeraziła, ale nagle wszyscy ucichli, gdy po pomieszczeniu rozeszły się pierwsze nuty jakiejś piosenki. Stojąca obok mnie Savie szeptała mi tytuły piosenek, bo ja nigdy w życiu – tak, mogę się do tego przyznać, nawet publicznie – nie słuchałam ich płyty! Ba, nawet nie wiedziałam, że coś wydali! Nawet nie słyszałam dobrze tekstu, ale mogłam przysiąc, że pewnie były o miłości. Takie się najlepiej sprzedają, nieprawdaż?

Spojrzałam na Niall’a, który zatracał się w śpiewaniu, jednak cały czas posyłając mi spojrzenia. Coś we mnie drgnęło. Dlaczego musiałam być taka nieczuła i udawać, że nic się nie stało? Dlaczego tak bardzo go odrzucałam? On poświęcał się dla mnie bardziej niż jakikolwiek inny chłopak… Ręce mnie zaświerzbiły i poczułam straszną ochotę zapalenia. Zauważyłam, że, od kiedy znam Nialla, robię to coraz częściej. Nie mogłam spokojnie wytrzymać… ze łzami cisnącymi się na oczy, odeszłam od sceny, przepychając się przez tłum. Podeszłam do baru, zamówiłam piwo i wyszłam z nim na zewnątrz, wychodząc przez tylne wejście.

Zimne powietrze przeszyło mnie do szpiku kości, ale nie przeszkadzało mi to. Upiłam łyk alkoholu, modląc się, by jak najszybciej przeniknął mi do krwi, bym w końcu stała się mniej ostrożna i zrobiła coś głupiego. Usiadłam na schodku i zaczęłam grzebać w mojej białej torebeczce w poszukiwaniu papierosów. Były takim zastępczym antydepresantem. W końcu, gdy je znalazłam, odetchnęłam z ulgą. Tego potrzebowałam. Nerwowo, trzęsącymi się rękoma, odpaliłam zapalniczkę i zaciągnęłam się, czując gryzący dym w płucach. Wypuściłam go i upiłam kolejny łyk. Objęłam się jednym ramieniem, a potem oparłam czoło o podkurczone kolana, zwijając się w kłębek. Przypomniała mi się tamta noc w jego mieszkaniu.

Słyszałam ten jego głos z irlandzkim akcentem i zastanawiałam się, jak to jest możliwe, by pięciu tak różnych chłopaków mogło się ze spokojem dogadać. Z każdym kolejnym słowem wypowiadanym przez Nialla, coraz bardziej oddawałam się Morfeuszowi w objęcia, ale chciałam słuchać. Chciałam wiedzieć, co tak naprawdę kryje się za dwoma słowami: One Direction. Okazało się, że naprawdę wiele.

Oddychałam miarowo, zamykając oczy, a ręka opadła mi bezwiednie na kanapę, bo nie miałam siły dłużej jej kulić,. Zaniepokoiło mnie to, że Niall już nie mówił, jednak czułam przy sobie jego obecność i słyszałam jego oddech. Minuty mijały, a on nie odchodził. Dlaczego? Co go powstrzymywało od pójścia spać? Poczułam lekki nacisk na moje przedramię, ale byłam już w takim letargu, że było mi wszystko jedno. Niezauważalnie otworzyłem jedno oko i przez rzęsy zauważyłam, jak Niall głaszcze moje przedramię tak, jakby bał się, że jego najlżejszy nawet dotyk może mnie spłoszyć. Opierał brodę na ręce, patrząc na swoje palce sunące po jego bluzie, którą miałam na sobie. A po chwili usłyszałam jego cichy śpiew:

- I can be your hero baby, I can kiss away the pain, I will stand by you forever, you can take my breath away

Wtedy stał się moim prawdziwym bohaterem.

Wspomnienia zalały mnie tak gwałtownie, że aż osunęłam się na ścianę budynku. Zauważyłam też, że chociaż nie zaciągałam się papierosem, podmuchy wiatru skutecznie go spalały, tak, że został prawie sam filtr. Zaciągnęłam się ostatni raz, a potem zgasiłam go. Mając jeszcze dym w ustach, popiłam go piwem, które powoli zaczęło na mnie działać. Po policzku poleciała mi pojedyncza łza. Byłam naprawdę żałosna.

Wstałam nagle, biorąc do ręki piwo, prawie już opróżnione i skierowałam się do wyjścia. W końcu to była impreza Gi. Nie chciałam okazać się złą przyjaciółką i zniknąć na cały wieczór. Właśnie otwierałam drzwi, gdy nagle poczułam, że ktoś również je otwiera, tylko, że z drugiej strony. Odskoczyłam, gdy nagle moim oczom ukazała się rumiana twarz Nialla.

- Szukałem cię – rzekł, mierzwiąc sobie włosy; zauważyłam, że zawsze tak robił, gdy mnie spotykał. – Gi i Savie się martwią.

- Nie ma, o co, już wracam – mruknęłam, a Niall przepuścił mnie w drzwiach.

Weszłam do środka, gdzie było o wiele cieplej niż na dworze. Mimo, że był czerwiec. I spróbuj tu ustalić mniej więcej pogodę…

- Niall – nie miałam pojęcia, czy to przez te piwo, czy po prostu poczułam, że tak trzeba; otworzyłam usta, by coś powiedzieć i słowa wyleciały bardzo gładko – Przepraszam. I dziękuję.

- Za co? – zdziwił się Niall, robiąc wielkie oczy.

- For everything you do, that you do it for me. – szepnęłam, wiedząc, że Niall I tak nie załapie, z jakiej piosenki wzięłam to zdanie, bo po pierwsze była to parafraza, po drugie, Bryan Adams dawno temu wyszedł z „mody”.

Spojrzałam ostatni raz na Nialla i poszłam sobie, usilnie starając się nie patrzeć za siebie.

There's no love - like your love, and no other - could give more love , there's nowhere - unless you're there , all the time - all the way…


***



Patrzyłem na odchodzącą Leah I zastanawiałem się, czy zdawała sobie sprawę z tego, że wygląda jak kupka nieszczęścia. Z tym piwem w ręku, pachnąca dymem papierosowym i ze łzą na policzku… miałem ochotę ją przytulić mocno i nigdy nie puszczać. Wiedziałem jednak, że nie mogłem. Po prostu by mi na to nie pozwoliła. Dołączyłem do chłopaków, którzy już bawili się w najlepsze, otoczeni przez wianuszek dziewczyn, które starały się im przypodobać. Do mnie od razu też się przykleiły, ale widząc, że jestem markotny, dobrały się do Harry’ego, któremu wziąłem drinka; był tak zajęty dziewczynami, że nawet tego nie zauważył. Gdy przechodziła kelnerka poprosiłem ją o kilka porcji whiskey, które po chwili dostałem. Pijąc z pierwszej szklanki, starałem się odnaleźć Leah wzrokiem, aż w końcu ją znalazłem. Siedziała niedaleko nas z Gi i Savie. Z wyrazu jej twarzy zorientowałem się, że nie lubi tego typu imprez, ale taktownie udawała, że świetnie się bawi. Była dobrą aktorką. Nawet bardzo dobrą.

Kolejna szklanka. W głowie coraz bardziej mi się kręciło. Od kiedy piłem, by starać się zapomnieć? Chyba od kiedy poznałem Leah. Zayn miał rację… ona mnie wyniszcza od środka. Ale mnie potrafiłem od tak rzucić tego wszystkiego.

Minęły dwie godziny, a towarzystwo było już nieźle podpite. Ja również. Wszystkie pięć szklanek whiskey stały przede mną opróżnione, a obraz trochę się rozmywał, ale to chyba normalne, jak się jest już lekko pijanym. Wstałem od stołu, ignorując pytania kierowane w moją stronę przez chłopaków. Przed oczami miałem tylko ją, siedzącą samą przy stoliku i mieszającą słomką w swoim drinku. Było strasznie duszno i parno, co chwilę jakaś dziewczyna dotykała mnie po ręce lub placach, zachęcając, bym do niej podszedł. A ja nie widziałem już innych dziewczyn.

Zmarszczyłem brwi, gdy, będąc już prawie przy stoliku Leah, zobaczyłem jakiegoś kolesia, który do niej podszedł i zaczął coś mówić. Ona pokręciła przecząco głową, a ten tylko zbliżył się do niej tak, jakby chciał ją pocałować. Widziałem, że ONA się boi. Zacisnęła ręce w pięści i szykowała się do ataku… podbiegłem, krzycząc, by ją zostawił i uderzyłem go w twarz. Nie panowałem nad sobą, za dużo wypiłem, za bardzo mi zależało… Leah patrzyła na mnie przestraszonym wzrokiem, a po chwili usłyszałem, jak krzyczy:

- Uważaj! – niestety, ostrzegła za późno; dostałem prosto w skroń, chociaż przeciwnik pewnie celował w oko.

Chwyciłem się za uderzone miejsce, miałem wrażenie, że piecze, jakby ktoś oparzył mnie ogniem. Krew we mnie zabuzowała i oddałem cios, trochę już na oślep. Nie pamiętałem, ile już tak się okładaliśmy, ale po chwili usłyszałem przy sobie JEJ anielski głos.

- Niall, przestań już. Proszę.

Ręce opadły mi wzdłuż ciała i spojrzałem na nią. Po chwili przeniosłem wzrok na jej rękę, dotykającej mojej. Serce podskoczyło mi do gardła, a żołądek zaczął tańczyć inbetweener dance. Zacisnąłem palce mocniej na jej ręce, modląc się, by mi nie uciekła. Nie tym razem, proszę…

- Chodź, trzeba cię opatrzyć. – pociągnęła mnie lekko w nieznaną stronę, ale ja stałem jak zaklęty; czy to naprawdę sen czy już jawa? – Niall?

Poddałem się jej całkowicie, nie widząc już nikogo wokół mnie. Była tylko ona, ona i nikt inny. Nawet chłopacy zniknęli. Nie wiedziałem, dokąd mnie prowadzi, ale nie obchodziło mnie to. Chciałem jej powiedzieć wszystko…

Don't wait, just let your heart speak, don't waste another heartbeat, cause we'll never know till we, let it out, let it out…

Leah posadziła mnie na jakimś krześle z dala od tłumu. Było dziwnie cicho, aż do czasu, gdy przyszli chłopacy...

- Niall, co ci odbiło?! – bulwersował się Daddy, lekko mną potrząsając.

- Dobierał się do niej – mruknąłem, nawet nie patrząc na Liama. – Skurwysyn się do niej dobierał…

Widziałem jak Harry i Lou gadają cicho pomiędzy sobą, po chwili do nas dołączyły Gi i Savie z apteczką. Otworzyły ją, gdy nagle przeszkodziła im Leah, biorąc ją z ich rąk. Wyjęła wodę utlenioną i wacik i przyłożyła go do mojej skroni. Syknąłem, gdy zabolało. Leah nie przerywała czynności przez chwilę, po czym usłyszałem jak mówi:

- Zostawicie nas samych?

I znowu zatopiliśmy się w ciszy.

- Dlaczego to zrobiłeś, Niall? – zapytała, nadal odkażając mi ranę.

- Dobierał się do ciebie – powtórzyłem to, co wcześniej, czując, że mamroczę już jak pijak.

- Ale to chyba nie powód, by wszczynać bójkę –mówiła nadal ze stoickim spokojem, naklejając mi plaster na ranę.

Teraz, albo nigdy.

- Leah – chwyciłem jej rękę, którą naklejała mi plaster; cieszyłem się jak głupi, że nie wyszarpnęła się z mojego uścisku – Wiesz, od tamtej nocy, naprawdę starałem się zapomnieć. Ale nie potrafię tego tak zostawić. Nie mogę bez ciebie żyć. Ja… ja chyba się w tobie zakochałem.

Widziałem, jak Leah zamiera, patrząc na mnie. Jej twarz była taka bez wyrazu, jak maska…

- Majaczysz, Niall, za dużo wypiłeś – wyszeptała w końcu, zamykając apteczkę wolną ręką – Trzeba cię zabrać do domu.

- Nie majaczę i dobrze o tym wiesz! – trochę się uniosłem, a potem z powrotem zacząłem mówić – Musisz wiedzieć, że byłe przytomny, jak całowałaś mnie w czoło. I słyszałem od Savie, że też ci się podobam. Dlaczego ty tak wszystko komplikujesz? Nie widzisz, że jestem w stanie rzucić to wszystko… tylko dla ciebie? Powiedz coś, proszę – wyszeptałem, patrząc jej w oczy – nigdy nie będę już na tyle odważny, by ci to wyznać. Kocham cię jak szalony, ta miłość mnie zabija. Twoja obojętność mnie zabija. Musisz mi powiedzieć, że moje cierpienie ma sens. Chcę cię lepiej poznać, chcę widzieć jak się śmiejesz, jak rysujesz, jak mówisz… chcę być przy tobie. Budzić się przy tobie i zasypiać przy tobie, robić ci śniadanie do łóżka, śpiewać piosenki na dobranoc. Zabierać w ciekawe miejsca. Kupować ci kwiaty. Powiedz to, co czujesz teraz. TERAZ.

Ale ona milczała.

- POWIEDZ TO TERAZ, ALBO NIGDY! NA, CO CZEKASZ?! – wydarłem się, wstając, a ona odsunęła się ode mnie.

Chciałem już odejść, gdy z jej ust padły te słowa…


----------------------------------------



I przerywam w najlepszym momencie na świecieeeeeee hahahhahha, jaka ja jestem wrednaaaaa! Trololololo! Przepraszam, ale nie mogłam się powstrzymać XD To kolejny z moich ulubionych rozdziałów EVER. A do tego następny będzie jeszcze bardziej ciekawy... i zaskakujący. Pozytywnie, czy negatywnie to musicie same ocenić! 

MASSIVE THANK YOU ZA TO, ŻE JESTEŚCIE DAJECIE MI KOPA DO PISANIA ! KOCHAM WAS!  <3



TT @Pauline__1994
GG 4441489
MÓJ DRUGI BLOG

czwartek, 14 czerwca 2012

Rozdział 9: „Sometimes love is not enough when the road gets tough”




Impreza urodzinowa Georgii zbliżała się wielkimi krokami, a ja dałam się w końcu przekonać całkowicie do kupienia sobie nowej sukienki. Gi i Savie wybrały dla mnie jasno żółtą sukienkę w beżowe i białe bardzo małe groszki. Musiałam przyznać, że była urocza ( i powiedziała to dziewczyna, która miała sukienkę jakieś kilka razy w życiu!) i do tego dobrze na mnie leżała. Miała gorsetową górę i lekko rozkloszowany dół. Do tego dobrała sobie białe baleriny ( tak, udało mi się wynegocjować baleriny i żadne słowa nie przekonały mnie do założenia szpilek – wolałam by niższa, ale przynajmniej żywa!), które zazwyczaj zakładałam na ważne wydarzenia. Do tego na nadgarstek postanowiłam założyć bransoletkę od Nialla.

Gdy tamtego pechowego dnia Savie wróciła do mojego pokoju, cała uśmiechnięta, wiedziałam, że coś musiało się stać na dole, ale wolałam nie pytać, co. Zamiast jakiegokolwiek wyjaśnienia, dostałam do ręki małe pudełeczko, owinięte czerwonym papierem. Spojrzałam dziwnie na Savie, która nadal się szczerzyła i kazała mi odpakować podarek.

- To od niego? – zdziwiłam się, unosząc pudełeczko.

Savie przytaknęła, a ja tylko niepewnie zaczęłam odpakowywać prezent, aż ukazało się czarne opakowanie, zawierające niewiadomy prezent. W końcu, otworzyłam pudełko, a moim oczom ukazała się srebrna bransoletka czterema zawieszkami. Pierwszą był piorun, drugą serce, trzecią ptak, a czwartą pędzel. Czułam twarde srebro pod opuszkami, gdy przejeżdżałam po jego fakturze. Okazało się, że w środku jest również liścik…

Piorun – byś już nie bała się burzy; Serce – byś nie bała się kochać tych, których powinnaś; Ptak – byś w końcu rozwinęła skrzydła i latała; Pędzel – byś zawsze rysowała i nigdy nie przestawała. Niall xx”

Poczułam, jak w gardle rośnie mi wielka gula. Nikt, nigdy jednym zdaniem nie zwalił mnie do tego stopnia z nóg, że ledwo mogłam się pozbierać. Wpatrywałam się w bransoletkę, jak zahipnotyzowana, zastanawiając się, czy ją założyć. W końcu rozpięłam ją i męczyłam się chyba całą minutę, by zapiąć ją samodzielnie na swoim nadgarstku. Przypatrzyłam się mojemu nadgarstkowi z zadowoleniem i otarłam oczy, w których powoli zbierały się łzy. Nie chciałam płakać. Wystarczająco dużo łez wylałam w swoim życiu…

- Savie, zadzwoń do Gi. Mam wam coś ważnego do powiedzenia – oznajmiłam Savannah, która bawiła się rąbkiem kołdry.

Tak, to był ten czas. Musiałam im w końcu powiedzieć, dlaczego jestem taka, a nie inna.

Gi przyjechała tak szybko, jak mogła. Razem z Savie usiadła na moim łóżku, patrząc na mnie nieodgadnionym wzrokiem. Westchnęłam i spojrzałam na bransoletkę, lśniącą na moim nadgarstku, która dodawała mi odwagi. Musiałam im to w końcu powiedzieć, przecież są jednymi z najważniejszych osób w moim życiu. Nabrałam wdech i zaczęłam chyba najbardziej wypranym z emocji głosem w historii świata…

Historia, którą wam opowiem, jest prawdziwa, ale oczywiście nie musicie mi wierzyć. Nie jestem tu po to, by wydawać osąd nad dziewczyną, czy krytykować ją za to, co zrobiła lub za to, czego nie zrobiła. Powiedzmy, że miała kilkanaście lat. Nie była jednak nastolatką, tylko małym dzieckiem. Długo, naprawdę długo ukrywała się z tym, co czuje, ale w końcu postanowiła, że nie będzie dłużej milczeć, bo to tylko zabija ją od środka. Wyniszcza niczym trucizna, wpuszczona do jej żył z nadzieją, że umrze. W tym przypadku, trucizną możemy nazwać rodzinę. Rodzinę, która powinna być ostoją. Jednak nie w tym przypadku. Dziewczyna miała ojca alkoholika, matkę narkomankę… była jedyną, której udało się przeżyć. Widziała nie raz matkę z brzuchem, jednak po jakiejś sprzeczce, brzuch nagle znikał, nie wiadomo jak. Rok po roku traciła kolejne rodzeństwo, modląc się, by skończyć jak one – w niebie. Mieszkała z daleka od cywilizacji, ale chodziła do szkoły. Nikt jej nie lubił, wszyscy ją wyśmiewali, ale ona zaciskała zęby i ze łzami w oczach, mówiła w duchu: „oni nic nie wiedzą” i to podtrzymywało ją na duchu. Wstydziła się tego, co dzieje się w jej domu. Chciała umrzeć, jako dwunastolatka, ale jej się nie udało. Była za słaba, by się zabić. Mimo, że nie miała, dla kogo żyć.

Nienawidziła burzowych wieczorów. Kojarzyły jej się z wieczorami, gdy zawsze ojciec wracał spity z miasta, ledwo trzymając się na nogach; przychodził wtedy do jej pokoju i wślizgiwał się do jej łóżka, ale ona zazwyczaj, w porę uciekała do małej komórki na tyłach domu i tonąc we własnych łzach, czekała na świt. Nie raz jednak nie udawało jej się wydostać na zewnątrz, a wtedy krzyczała i protestowała, widząc, że ojciec ściąga spodnie. Gdy wierzgała, zawsze trafiała go w czuły punkt, a on zamiast się z nią zabawić bił ją. Często tak, by potem można było ukryć siniaki. I mimo, że nigdy jej nie zgwałcił, ona i tak nosiła jego piętno na swoim ciele. Piętno dotyku, naznaczone jej własną krwią.

Przypadkiem, kiedyś, nauczycielka od w-f’u zauważyła siniaki na jej ciele, gdy się przebierała. Nie prosiła jej o pomoc, ale było za późno. Rodziców wezwano do szkoły, a kilka dni później zamknięto w więzieniu, a dziewczynę zamknięto w sierocińcu. Miała trzynaście lat, gdy tam trafiła. Nienawidziła każdego dnia spędzonego z innymi dziećmi, mówiącymi tylko o tym jak czekają na nowe rodziny. Ona nie chciała mieć więcej rodziny. Chciała umrzeć w samotności. Wtedy też po raz pierwszy spotkała Kinię, która okazała się jej najlepszą przyjaciółką. Okazało się, że ból fizyczny jest mniej krzywdzący od bólu psychicznego. Polubiła go, nawet nie przeszkadzał jej widok krwi na przedramionach. Nareszcie mogła poczuć, jak wszystkie smutki odlatują gdzieś w przestrzeń.

Gdy miała piętnaście lat, ktoś zgłosił się po nią do sierocińca. Wtedy już była wyniszczoną, buntowniczką, która potrafiła zrobić strajk głodowy przez tydzień, albo nic nie mówić przez długie tygodnie, nawet w szkole. Na początku nienawidziła kobiety, która ją wzięła. Niby była jej ciotką, ale to oznaczało, że jest spokrewniona z którymś z jej rodziców. Potem dowiedziała się, że to siostra jej ojca i tylko jeszcze bardziej jej znienawidziła. Ale okazało się, że nie jest taka zła. Jej mąż też nie był taki zły. A do tego okazało się, że dziewczyna ma małego kuzyna. Uroczego małego kuzyna. Nawet nie przeszkadzało jej to, że jest płci męskiej, od której starała się izolować.

Nienawidziła każdego mężczyzny, który obok niej przechodził, bo przypominali jej o biologicznym ojcu i jego pijaczej twarzy oraz dziwnym uśmiechu szalonego naukowca. Co ona by dała, by zapomnieć? Chciała, ale nie mogła. Pocieszała ja tylko jedna rzecz.

Że ona i on urodzili się, by umrzeć.
                                                                                                                    

***


Patrzyłam na Gi i Savie, czekając, aż coś powiedzą. Ta cisza niezmiernie mnie męczyła. Mimowolnie poczułam, jak łzy zbierają mi się w oczach i nie mogę ich powstrzymać, co tylko jeszcze bardziej mnie rozzłościło. Zacisnęłam ręce w pięści, już nie mogąc. Ugryzłam się z język, a potem poczuła słony smak krwi w moich ustach.

- Powiecie coś w końcu?! – krzyknęłam, a łzy poleciały mi po policzkach i wstałam tak nagle, że obydwie aż się wzdrygnęły, w końcu patrząc na mnie.

Trzęsłam się, jakby było mi zimno, ale tak naprawdę w środku mnie wszystko buzowało jak w wulkanie. Niech one coś powiedzą, błagam, niech one coś powiedzą, muszą powiedzieć… muszą! Prawda? PRAWDA?!

- Leah – Gi wstała, mając zmarszczone brwi, a usta wygięte w podkówkę – Dlaczego nie powiedziałaś nam wcześniej?

- A co by to zmieniło? – prychnęłam, krzyżując ręce na piersi. – Powiem wam, co. NIC.

Gi wstała i zrobiła coś, czego bym się po niej nie spodziewała w tym momencie. Najzwyczajniej w świecie przytuliła mnie. Wtedy też kompletnie się rozkleiłam i objęłam ją w talii, płacząc na jej bluzkę. Po chwili dołączyła do nas Savie. Trwałyśmy tak w potrójnym uścisku kilka dobrych minut, a ja nadal ryczałam jak głupia. Wszystko uchodziło ze mnie jak powietrze z przedziurawionego balonu. To chyba… dobrze.

- Dziękuję, że nam zaufałaś na tyle, by opowiedzieć nam swoją historię, Leah  -usłyszałam szept Savie – To znaczy, że naprawdę nam ufasz.

- Tylko wy na razie o tym wiecie. No i moja ciocia z wujkiem – przyznałam, gdy już oderwałyśmy się od siebie. – Bardzo trudno mi się o tym mówi…

Mój wzrok znowu skierował się na bransoletkę, po której przejechałam opuszkami palców prawej dłoni. Savie nie uszedł ten gest…

- Podziękujesz mu?

Zawahałam się.

- Do imprezy jeszcze trzy dni. Może poczekać. A ja muszę wszystko przemyśleć… - mruknęłam, drapiąc się po nadgarstku – Nie chcę zrobić niczego pochopnie. To wciąż ta sama ja…

- Jeśli ci na nim zależy, to nie spieprz tego, Leah – ostrzegła mnie Gi – Niall jest wyjątkowy. Bardziej niż ci się wydaje. Może powinnaś go lepiej poznać?

- Impreza to niezbyt dobre miejsce – skrzywiłam się mimowolnie, a po twarzach Gi i Savie przeszedł ten sam uśmiech – Cokolwiek wam przyszło do głowy, niech odejdzie!

- Nie, Leah, nie tym razem – rzekła Savie, wyjmując telefon i wychodząc do innego pokoju.

Co one kombinują?, pomyślałam, nerwowo obgryzając skórkę paznokcia, patrząc podejrzliwie na Gi, nadal będącą w moim pokoju.

Wolałam nie wiedzieć. Naprawdę.

Lost but now I am found, I can see but once I was blind, I was so confused as a little child, tried to take what I could get, scared that I couldn't find all the answers, honey...

***


Skrzywiłam się, gdy Savannah zaczęła jeździć wielgachnym pędzlem po mojej twarzy, nakładając na nią puder. Nienawidziłam, gdy musiałam nakładać podkład i takie tam, ale dziewiętnaste urodziny ma się tylko raz w życiu. Miałam nadzieję, że Georgia docenia to, jaka bardzo się dla niej poświęcam. Ubrana już w moją idealną sukienkę, z pomalowanymi paznokciami i uczesanymi włosami, siedziałam w domu Gi, męczona przez Savie. Gdy skończyła, odetchnęłam z ulgą, widząc jak Gi poprawia w lustrze swoją cudowną, czerwoną sukienkę, ściśle przylegającą jej do ciała. Savie miała na sobie kieckę, która według mnie była za krótka ( ledwo jej tyłek zakrywała!), ale trzeba było przyznać, że seksowna. Wyglądała cudownie w srebrnej, cekiniastej sukience i nie przypominała ani trochę blachary, naprawdę. Materiał idealnie opinał się na jej chudym, ale nie kościstym ciele.

W końcu, zrobione, mając pewność, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik, wpakowałyśmy się, do specjalnie wynajętej na tą okazję limuzyny i podjechałyśmy pod nią pod klub. Mój plan z odstawieniem leków powiódł się, więc bez problemów mogłam pić, nie robiąc sobie krzywdy. W limuzynie wypiłyśmy po jednym drinku, by być już gotowe na imprezę. Jeden drink to nic, ale jak nie piło się długo… to już trochę rozgrzewa.

Weszłyśmy do klubu tylnym wejściem, bo akurat musiałyśmy najpierw pojawić się na scenie, by zapowiedzieć chłopaków i takie tam. To miało być moje pierwsze spotkanie z Niallem i resztą od feralnej nocki. Zrobiłam głęboki wdech i wydech, gdy Gi oznajmiła nam, że gdzieś w głębi klubu powinni być chłopacy.

Nie myliła się. Stali, z wyłączonymi mikrofonami w rękach, rozmawiając o czymś namiętnie, dopóki Gi nie wydarła się jak pojeb jakiś:

- HAAAAARY! – zaczęła biec w stronę kuzyna (jeśli dziwne podskoki na szpilkach można nazwać biegiem) i rzuciła się mu z ramiona, aż oboje zaczęli się śmiać.

Chcąc, nie chcąc, podeszłam tam z Savie, która zarumieniła się na widok Zayna i zaczęła chichotać jak napalona fanka, ale uciszyła się, gdy dałam jej sójkę w bok. Miała wrażenie, że Niall uparcie się na mnie patrzy, ale ja starałam się skupić na czubkach moich butów, gdy nagle usłyszała JEGO głos, strasznie blisko mnie.

- Hej.

Zadarłam głowę do góry i aż odsunęłam się. Stał za blisko mnie. Zdecydowanie za blisko…

- Widzę, że ci się podoba – Niall wyciągnął palec w stronę mojego prawego nadgarstka, na którym dyndała bransoletka.

- Dziękuję – tylko tyle potrafiłam z siebie wyksztusić.

- Mogę zarezerwować sobie jeden taniec? – nie dawał za wygraną Niall, próbując złapać ze mną jakikolwiek kontakt.

- Ja nie tańczę – skrzywiłam się, patrząc za Nialla, gdzie Gi i Savie w najlepsze gadało z resztą chłopaków. – A szczególnie nie z tobą.

Chyba zrobiła mu przykrość, bo zobaczyłam, jak jego brwi marszczą się. Boże, dlaczego znowu to robiłam? Dlaczego znowu go raniłam, chociaż był dla mnie taki miły? Zacisnęłam usta w cienką linię, chcąc w tym momencie cofnąć czas i powiedzieć zupełnie, co innego. Ale niestety, nie mogłam.

 I keep playing it inside my head, all that you said to me, I lay awake just to convince myself, this wasn’t just a dream…

Uratował mnie facet, mówiący, że mamy już wyjść na scenę. Wtedy spojrzałam Niallowi w oczy, na krótką chwilę. I to mnie przekonało… że on nie ustąpi. Ta determinacja, którą widziałam przez ułamek sekundy, upewniła mnie… że nieważne, co się stanie, co ja powiem, jak bardzo go zranię…

Niall nadal będzie nadal starał się do mnie dotrzeć.

Za wszelką cenę.

Nawet za cenę życia.





---------------------------------------

AAAAAAAAAAA. Rozdział 9 nadszedł! Mogę wam powiedzieć, że w następnym rozdziale wydarzy się coś STRASZZZZZZNIEEEEE ważnego, nie możecie tego przegapić! Bo to będzie COŚ WIELKIEGO I NIESPODZIEWANEGO. Spróbujcie zgadnąć, co? Trorooolollollolol, nawet jak będziecie mnie męczyć, to i tak wam nie powiem! Ha, ale jestem wredna ;< No nic, mówi się trudno i żyje się dalej! haahha <3

Whoa, 14 tysięcy wyświetleń i 54 obserwatorów! Bless you all!