sobota, 28 kwietnia 2012

Rozdział 5: "And though I may not look like much I'm yours…"



 
                          
Obudziła mnie komórka, wygrywająca piosenkę One Direction, Stand Up, gdy nagle do mojego pokoju wparowała gosposia, chyba trzecia w tym tygodniu, którą zatrudniła moja godna pożałowania macocha, oznajmiając mi, że Georgia czeka u moich drzwi. Która mogła być godzina, że nawet Gi nie spała? Spojrzałam na komórkę i jęknęłam, gdy zobaczyłam, że jest już jedenasta i mam dwa nieodebrane połączenia od Gi. Jęknęłam, padając na łóżko, jednak po chwili podniosłam się, słysząc kroki przyjaciółki na korytarzu.

Szybko zdjęłam z siebie satynową koszulkę i szorty, zostając w bieliźnie i naciągnęłam na siebie obcisłe marmurki i pierwszą, lepszą bluzkę, która przyciągnęła mój wzrok w ogromnej szafie. Akurat, gdy zaczęłam czesać włosy, do mojego pokoju weszła, oczywiście bez pukania, Gi, trzymając  się pod boki i mrucząc coś do siebie z typowym dla niej, niezadowoleniem.

Tupała nogą, patrząc jak doprowadzam się do porządku, a gdy skończyłam czesać włosy i upięłam je w wysoką kitkę, odezwała się:

- Miałaś zamiar przespać cały dzień?

- Teoretycznie tak – uśmiechnęłam się, żartując – Ale nie rozumiem, dlaczego tak się do mnie dobijałaś i tu jesteś, skoro spotkanie mamy dopiero na pierwszą…

- Harry dzwonił do mnie i prosił o przeniesienie na jedenastą trzydzieści – skrzywiła się Gi, widocznie tak samo zadowolona, jak ja – Dlatego musimy się zbierać, bo jeszcze się spóźnimy. Co mu tak nagle odbiło?!

- Pewnie Niall go namówił – westchnęłam, stojąc przed lustrem, tuszując rzęsy. – Widziałaś jak on wczoraj patrzył na Leah? Jakby zobaczył bóstwo.

- A Leah jak zwykle, księżniczka lodu i opanowania – zachichotała Gi, siadając na pufie, patrząc jak się maluję – Ona chyba nigdy nie będzie miała chłopaka.

- Przecież wiesz, jaka ona jest. Nienawidzi chłopaków – przewróciłam oczami – I ty myślisz, że robi na niej wrażenie to, że Niall jest sławny? Traktuje go jak każdego innego chłopaka!

- A jak go ma traktować, co? Znam Harry’ego od pieluszek i nadal uważam, że ani jego ani tych jego kumpli nie należy traktować jak wielkie gwiazdy. Też są przecież ludźmi – stwierdziła Gi, wzdychając – Wolniej się nie da malować?

- Bo wyjadę! – zaskomlałam, robiąc drugą kreskę na powiece… i już. – Okej, zjemy coś na mieście, skoro ci się tak śpieszy… Leah zje z nami?

- Zadzwoniła do mnie, że nie może się z nami spotkać w Sevizie, bo skręciła kostkę. Naprawdę, tym razem nie ściemniała – uniosłam brwi ze zdziwienia – Trzeba ją odwiedzić w domu, jak tylko uwiniemy się z chłopakami.

- Myślisz, że umyślnie skręciła tą kostkę, by się wymigać? – spytałam, zamierając przed lustrem.

Gi spojrzała na mnie jak na wariatkę.

- Savie, znamy Leah od ponad roku. Można powiedzieć, że jest dziwna, mało towarzyska, czasami wredna, ale można na niej polegać  - rzekła z przekonaniem Georgia – Ale obie również wiemy, że Leah nie jest głupia. Nie sądzę, żeby była na tyle niemądra, by specjalnie coś sobie zrobić.

- Fakt, to do niej niepodobne – machnęłam ręką, wstydząc się, że w ogóle mogłam sobie coś takiego pomyśleć – Chodźmy już, żeby nie musieli na nas czekać.

Po czym w ekspresowym tempie znalazłyśmy się w moim garbusie i ruszyłyśmy do Sevizy, po drodze wpadając do naszego ulubionego baru sałatkowego, gdzie zamówiłyśmy coś pysznego i jednocześnie niezbyt kalorycznego (musiałam w końcu wbić się w obcisła sukienkę na urodziny Goergii!), ale na tyle sytego, bym nie musiała latać i dojadać aż do obiadu. Jedząc, zobaczyłam czarne ściany budynku, w którym mieścił się klub i wyobrażałam sobie, jak cudowna będzie impreza urodzinowa Gi. Dziewiętnaście lat… to już było coś. Ja swoją dziewiętnastkę obchodziła niezbyt hucznie, było tylko jakieś…. Haha, co ja siebie oszukuję! Moja dziewiętnastka to było prawdziwe szaleństwo; zabawa do białego rana (niestety większość wieczoru gdzieś mi, hi hi, że tak powiem, uleciała z pamięci), dużo szampana, przystojni striptizerzy (Gi zamówiła dwóch, by robili za żywy prezent urodzinowy!), mnóstwo jedzenia i chyba w trzysta osób, którzy zaprosili jeszcze swoich znajomych… Co się wtedy działo!

Wyszłyśmy z auta, które Gi zablokowała jednym kliknięciem na karcie, robiącej za kluczyk i weszłyśmy do środka Sevizy, zachwycając się przedsionkiem, wyłożonym wielkimi, czarnymi kafelkami. Przywitała nas recepcjonistka, pytając, w czy może nam pomóc. Gi powiedziała o rezerwacji oraz o spotkaniu z chłopakami, a młoda dziewczyna pokazała nam, w którą stronę trzeba iść, by znaleźć się w sali wynajętą przez Gi.

Sala okazała się jeszcze bardziej dostojna i ekskluzywna, niż przedsionek. Duży parkiet, duża scena, bar z niezliczoną ilością alkoholu… Już na tym etapie zapowiadało się nieźle. Z daleka zobaczyłam chłopaków, opierających się o brzeg sceny i rozmawiających o czymś żywo. Moją uwagę przykuł, oczywiście, Zayn. Od kiedy spotkałam go kilka dni temu w domu One Direction (wciąż nie mogłam uwierzyć w to, że tam byłam!), moje zauroczenie nim wzrosło. Wiedziałam jednak, że muszę być ostrożna… Nigdy nie wiadomo.

Ech, robię się już zupełnie jak Leah.


***

Widziałem jak Niall obgryza ze zdenerwowania paznokcie i coś w środku mnie zaśmiało się kwaśno, przyglądając się temu widokowi. Od kiedy Niall się tak denerwował? Owszem, należał do bardzo wrażliwych osób, ale nigdy, żadna dziewczyna nie doprowadziła go na taką skrajność w zaledwie kilka dni. Kilka ciężkich dni, tak na marginesie. O niczym innym nie mówił; o dziwo, nawet mało jadł, mniej ode mnie, a ten fakt powodował, że myśleliśmy, iż się czymś zatruł lub, co gorsza, jest chory. Ale to Leah tak na niego działała; powoli zabijała go od środka.

Zastanawiałem się, co on w niej takiego widzi? Nadal po naszej rozmowie rano, gdy poprosiłem go, by wybrał się do Tesco, nie potrafiłem tego ustalić. Po moim pytaniu jakby zawiesił się na chwilę, a potem poprosił o przeniesienie spotkania. Najdziwniejsze była jednak jego odpowiedź, dlaczego to robi. Bo chce uratować czyjeś życie. Czyżby życie Lei? Po co ratować życie komuś, to ma nadal przed sobą jakieś kilkadziesiąt lat życia? Nadal nie mogłem tego pojąć i z lekką dezaprobatą patrzyłem na fascynację naszego blondynka tą Leah.

Leah nie wyróżniała się zbytnio. Może jedynie tym, że przypominała głaz i raczej się nie odzywała. Ciekawiło mnie, czy ona w ogóle potrafi się śmiać? Wyglądała na taką bez uczuć…

Z rozmyślań wyrwały mnie krzyki Gi, która rzuciła się Harry’emu w ramiona. Widać było, że znają się naprawdę dobrze już od najmłodszych lat i są dla siebie jak rodzeństwo.

- Cześć! – Gi zarzuciła mi ręce na szyję, a ja zaśmiałem się cicho, dziwiąc się jej wylewnością; była zupełnie tak samo spontaniczna jak Lou.

- Miło cię znowu widzieć – odezwałem się.

- Mówiłam, że niedługo się spotkamy? – zaszczebiotała Savannah, widocznie przełączając się w tryb „fan girl”, ale na szczęście nie była w nim niebezpieczna, jak niektóre fanki. – I proszę, oto jesteśmy!

Niall rozejrzał się niespokojnie po sali, przygryzając dolną wargę w zamyśleniu.

- A nie ma z wami, wiecie… JEJ? – zaakcentowałem ostatnie słowo, gdyż one też zostały wciągnięte w grę „Niewiedza Nialla” i bawiły się nie lepiej od 4/5 One Direction.

Niall od razu nastawił uszu, jak tresowany seter, który zlokalizował zwierzynę.

- Nie, niestety, skręciła kostkę i nie mogła się z nami spotkać – widać było, że Gi martwiła się o swoją przyjaciółkę – Mamy zamiar ją odwiedzić dzisiaj.

- Mogę jechać z wami? – wypalił Niall, najpierw, jak zwykle, coś robiąc, a dopiero potem myśląc.

Widziałem jak Zayn, Harry i Lou robią jednocześnie facepalma, dokładnie w tym samym czasie, gdy ja go zrobiłem. Co za telepatia, drodzy państwa! Haha, jednak jesteśmy dla siebie stworzeni…

- Eee, nie obraź się Niall, ale jakby ci to powiedzieć… - Gi chciała być delikatna, by nie urazić wątłych uczuć Nialla, ale wyręczył ją Lou, oczywiście nie zaskakując chłopaków swoja bezpośredniością.

- Ona nie chce cię widzieć, stary, pogódź się z tym – gdy tylko to powiedział, posłałem Louisowi karcące spojrzenie; ktoś musi im przecież powiedzieć, co jest dobre, a co niekoniecznie… dlatego zostałem przechrzczony z Liama na Daddy’ego.

- Louis! – skarciłem go, widząc, że mina Nialla jakby zrzedła.

- Nie, Liam, on ma rację. – mruknął zrezygnowany Niall, opuszczając głowę – Co ja sobie wyobrażałem…?

- Wiesz… - Georgia podeszła do niego, kładąc mu rękę na ramieniu – Może to cię nie pocieszy, ale jesteś pierwszym chłopakiem, któremu podała rękę i z jakim jako tako rozmawia…

- Jeśli jej kąśliwe uwagi i odpowiedzi można uznać za rozmowę – skrzywił się Niall, trochę jednak się rozpromieniając po informacjach, jakich udzieliła mu Gi.

- Uwierz mi, ona naprawdę dużo przeszła… i to jest wystarczająco dziwne, że i tak cos do ciebie mówi! – przekonywała go dalej Gi; do tego dołączyła się do niej Savannah.

- Niall, jesteś genialnym chłopakiem i jeśli ci na niej zależy, to musisz jej to pokazać, bo ona raczej nigdy nie była dobra w okazywaniu pozytywnych uczuć, nawet w stosunku do nas, NAS, swoich najlepszych przyjaciółek, rozumiesz? Więc, jeśli naprawdę chcesz do niej dotrzeć, to zrób to! Walcz! Jesteś 1/5 One Direction! Twój taniec irlandzki ocieka seksownością, a do tego, gdy jednocześnie grasz na gitarze i śpiewasz, miliony dziewczyn dostaje ciarek na plecach! One w ciebie wierzą i ja także. Dlatego teraz ruszysz do jej domu, wtargniesz tam i nie wyjdziesz, dopóki nie zdradzi ci twojego imienia lub się z tobą nie umówi!

Niall uśmiechnął się szczerze i widoczne było to, że słowa Savie naprawdę podniosły go na duchu; od razu też odetchnął głęboko i oznajmił nam:

- Przepraszam państwa, ale ten irlandzki seksowny tancerz i piosenkarz w jednym ma ważną rzecz do zrobienia!  - i ruszył w kierunku wyjścia, gdy zatrzymał go Harry.

- Stary, przecież ty nawet nie masz jej adresu!

Wszyscy, włącznie ze mną, zaśmiali się głośno, gdy Niall zawracał i stanął przed Gi z telefonem, gotowy zapisać adres domu. Georgia, powstrzymując śmiech, podała ulicę i numer domu, po czym, gdy nasz „irlandzka seks bomba” biegła do swojego auta, wybuchła tak zaraźliwym śmiechem, że przez następne minuty nie mogliśmy się opanować.

Miałem nadzieję, że Niallowa „Mission Impossible” szybko przybierze obrót „Mission Possible”, co patrząc na to, jaką dziewczyną jest Leah, mogło zająć naprawdę długo. Jedyne, co nam pozostawało, to wierzyć, że mu się uda.

Ja wierzyłem.


***


Z szybko bijącym sercem jechałem w stronę domu, do którego miałem adres. W głowie mi szumiało, ale cieszyłem się tak, jakbym właśnie odebrać milion funtów z wygranej w totka. Teoretycznie ten adres, zapisany w mojej komórce miał dla mnie taka wartość. Miliona funtów, jeżeli nie więcej. Chwila, więcej. Był bezcenny.

Zastanawiałem się, co jej powiem, jak ona zareaguje. Układałem jakieś tysiąc różnych scenariuszy w mojej głowie, ale żaden nie wydawał mi się wystarczająco dobry, by wcielić go w życie. Były denne, taka prawda. Niby mówi się, że spontaniczność jest najlepsza, ale przy dziewczynie takiej jak ONA spontaniczność zostaje od razu zgaszona jak lont płonącej świecy. Brutalnie zgaszona. Prychnąłem, śmiejąc się z siebie w duchu. Dlaczego zachowuję się jak głupek? Przecież to tylko dziewczyna. Zupełnie nieznana mi dziewczyna…

I may not have the softest touch, I may not say the words as such, and though I may not look like much, I'm yours, and though my edges may be rough, and never feel I'm quite enough, it may not seem like very much but I'm yours…

Czułem się tak, jakby ktoś oderwał kawałek mojej duszy i przyczepił do jej zrozpaczonych i zmęczonych oczu. Jakby ktoś stwierdził, że sam nie jestem w stanie kontrolować mojej wolnej woli, dlatego powierzył ją JEJ. Dlaczego właśnie JEJ? Kim ona takim była, by bawić się właśnie mną…?

Odliczałem domy na ulicy, gdy nagle natrafiłem na ten, należący do NIEJ. Upewniłem się, że to ten numer, a gdy po raz dziesiąty sprawdziłem, byłem pewny. To był jej dom. Niezbyt okazały, ale wyglądający na przyjazny i pełen miłości. Jak taki dom mógł wydać kogoś takiego nieczułego jak ONA? Widziałem, że w salonie ktoś jest. Dziecko, najwyżej dziesięcioletnie. Zupełnie niepodobne od NIEJ. Może to jej brat?

Nagle przed dom wyszła kobieta, niosąc mały worek śmieci. Wrzuciła go do kubła, po czym, otrzepując ręce, wróciła do domu, zostawiając lekko uchylone drzwi. Jakby nie bała się napaści. Jakby nie dbała o to, czy ktoś ją okradnie…

Ścisnąłem ręce w pięści, powtarzając sobie, że dam radę, ale gdy tylko uchyliłem drzwi od auta, automatycznie je zatrzasnąłem. Ogarnął mnie taki lęk. Tchórzyłem na samą myśl, że spotkam ją twarzą w twarz. Patrzyłem na okolicę, czekając na znak. Wtem, mój wzrok zatrzymał się na bilbordzie, który głosił, że w kwiaciarni jest przecena na zamówienie telefoniczne. Wykręciłem numer, podany na bilbordzie. Po trzech sygnałach odezwał się miły, kobiecy głos.

- Dzień dobry, Kwiaciarnia Delaflora, czym mogę służyć?

- Dzień dobry, chciałbym zamówić bukiet, na dzisiaj, na podany adres…. – gdy skończyłem go dyktować, pani zapytała o moje dane – Miałbym prośbę… czy adresatowi można nie zdradzać , że to ode mnie jest ten bukiet? To ma być niespodzianka.

- Oczywiście – odetchnąłem z ulgą i podałem to, co było potrzebne – O jaki konkretnie bukiet panu chodzi? Jakieś cenowe ograniczenia? Wybrane kwiaty?

- Obojętnie, byle był ogromny… może z różnych kolorów, ale muszą być róże lub lilie – rzekłem, trochę spokojniejszy. – Cena nie gra roli. Zdaje się na pani firmę.

- Dobrze, o której mamy dostarczyć bukiet?

- Jak najszybciej – miałem wrażenie, że ogarnia mnie gorączka.

- Powinien być gotowy w przeciągu dwóch godzin – oznajmiła miła pani, a ja poczułem, że moje serce sobie gdzieś odlatuje i nieprędko wróci.  – Dołączyć bilecik?

- Tak… niech będzie na nim napisane: „It doesn’t seem like much but I’m yours xx”

- Oczywiście, wszystko zostało zapisane.

- Dobrze, idealnie. Dziękuję i do widzenia.

- Do widzenia, rachunek przyślemy pocztą – pożegnała się ze mną kwiaciarka i rozłączyłem się.

Oparłem się całym ciałem na siedzenie, wzdychając. Ostatni raz spojrzałem na JEJ dom i zapaliłem silnik. Byłem geniuszem.

Ale tchórzliwym geniuszem”, dodałem w myśli, odjeżdżając.





-----------------------------------------

TRUTUTUTUTUTUUTUTU I JEST PIĄTECZKAAA! <3  Dostajecie ją, gdyż mam bardzo dobry humor przez mój dzisiejszy wyjazdy ze szkołą do Anglii <3 Boże, będę jeden dzień w Londynie to chyba wykupię wszystkie gadżety z 1D *_______* 
Chciałam również podziękować tym 19 osobom, które skomentowały poprzedni rozdział. Dziękuję też moim 36 obserwatorom (strasznie się was tu zaroiło ohohohoh!) i dziękuję za ponad 6 tys wejść!
Follow @Pauline__1994 lub piszcie na gg 4441489 chętnie odpowiem na pytania :)


+ CZY TYLKO JA UWIELBIAŁAM THE SCRIPT ZANIM SIĘ DOWIEDZIAŁAM, ŻE LIAM ICH SŁUCHA? *__________*

15 komentarzy:

  1. Nareszcie nowy rozdział !:) Co raz bardziej mnie to wciąga xd
    Zapraszam na nowy do siebie :
    throw-the-key.blogspot.com :))

    OdpowiedzUsuń
  2. super!
    zapraszam na swoj:
    http://cambioczylizmaina1.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział ,ale chciałabym, żeby Niall wreszcie pogadał z Leah . .Chce sie dowiedzieć co będie dalej, noi . .Zazdreszcze ci .. Tez chciałabym mieć szkolny wyjazd do angli . .A w której klasie jesteś . ?
    IzuŚ

    OdpowiedzUsuń
  4. fajny rozdizał .
    tak dlugo czekałam i sie doczekałam.
    jak ja ci zazdroszcze tej wycieczki...
    zapraszam do siebie http://hear-your-heart.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. oh, on zasługuje na tę miłość! to się musi udać! ohh, już się nie mogę doczekać NN ^^
    i no tego.. miłego wyjazdu ;DD

    ~ TheSimpsonizer

    OdpowiedzUsuń
  6. Suuuper <3 Kocham ciebie <3 nie mogę się doczekac nastepnej czesci ; p

    OdpowiedzUsuń
  7. neeeeeeext pleaseee ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rozdział
    czekam na następny, oby jak najszybciej :D
    Doma

    OdpowiedzUsuń
  9. intrygujesz! kurde dodaj już, tu i teraz kolejny rozdział, bo nie wyrobię ! xx

    OdpowiedzUsuń
  10. dodawaj czesciej proszee. wiem ze dodajesz rzadko ale dlugie, ale prosze dodawaj czescieeej :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny rozdział :)
    Jedziesz do Londynu, ale Ci zazdroszczę.
    Czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetnie piszesz <3 Mam nadzieję, że szybko dodasz następny ;) Liczę na to, że Leah będzie z Niall'em... ^^

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam czytać twoje oba bloggi. ;) Już nie mogę się doczekać następnych rozdziałów!

    OdpowiedzUsuń
  14. Dołączcie do naszej 1Dfamily na tt @zaynmalik_wifey

    OdpowiedzUsuń