wtorek, 17 kwietnia 2012

Rozdział 4: „ I do my best not to want you, but I do all the time…”



Znów miałam ten sam, pokręcony sen. Śniło mi się, że jestem w szerokim polu, ale nade mną nie było nieba, tylko czarna otchłań, która w każdej chwili mogłaby mnie połknąć. Siedziałam pod drzewem, jedynym drzewem i czekałam. Czekałam cierpliwie na coś, o czy nie miałam pojęcia, ale czułam w środku, że powinnam tam być i czekać. Zdawało mi się, że co chwilę ktoś mnie dotyka nieprzyjemnie po kostkach i nadgarstkach, a że miałam na sobie znienawidzoną sukienkę z dzieciństwa w niebieskie kwiaty, trudno było mi się okryć na tyle, by nie czuć tego dotyku. Miałam wrażenie, że każde muśnięcie jest tak dotyk rozżarzonego węgla - paliło niemiłosiernie, nie zostawiając jednak śladów. W końcu cos zamajaczyło w oddali. Kształty, wyglądające na znajome… nawet bardzo znajome.

Zdziwiłam się, gdy postać przybliżyła się. To był Niall. Miał na sobie białą, rozpiętą koszulę z podwiniętymi rękawami i ciemne jeansy. Ręce trzymał w kieszeniach i uśmiechał się przyjaźnie. Chciała do niego podbiec i go przytulić, tak mocno, jak nigdy. Od kiedy chcę przytulić mężczyznę? To aż dziwne… chcę podejść, ale on robi to za mnie. Hipnotyzuje mnie jego uśmiech, jego niebieskie oczy. Nie widzę nic poza nimi. Zamyka ramiona na mojej talii, a ja czuję się taka bezpieczna… Chcę spojrzeć na niego i powiedzieć, jak bardzo go potrzebuję… I widzę coś, od czego twarz mi tężeje.

Twarz Nialla powoli zmienia się w twarz mojego biologicznego ojca. Pamiętam ją dobrze, aż za dobrze. Wyrywam się, ale on trzyma mnie niespotykanie mocno. Przecież jestem wystarczająco silna, by się wyrwać, dlaczego więc nie mogę tego zrobić? Myślę gorączkowo, a panika ogrania moje ciało. Ojciec dotyka spierzchniętymi ustami mojego ucha, a ja wzdrygam się i czuję, jak ogarnia mnie obrzydzenie, a potem padły te słowa: „ No, kochanie, wiesz, jak lubię cię w tej sukience. Pobawimy się jak dawniej?”

Tamtej nocy krzyczałam jak nigdy. Sen wydawał mi się bardzo realistyczny, może aż za bardzo. Od razu, jak tylko zorientowałam się, że jestem u siebie i nie ma tam moich biologicznych rodziców, najpierw rozpłakałam się, a potem, pobiegłam jak gepard to toalety, czując jak zawartość żołądka podchodzi mi do gardła. Oczywiście obudziłam wszystkich swoimi wrzaskami, aż musiała uspokoić ciocię, że to tylko „zły sen”. Nawet nie miała pojęcia, jak bardzo zły…

Minęły jakieś dwa dni, od kiedy poznałam One Direction i nadal nie czułam się szczególnie wyróżniona. Miałam dosyć własnych problemów, by przejmować się jeszcze nimi, a skoro nie musiałam ich widzieć, tym bardziej mniej o nich myślałam. Poprawka. STARAŁAM SIĘ NIE MYŚLEĆ.

Siedziałam w łazience, przy otwartej toalecie, zastanawiając się nad swoim marnym żywotem, ale nie mogłam siedzieć cały dzień w obłożonym płytkami, pomieszczeniu, bo dostawałam jakiś omamów, że siedzę w psychiatryku, więc motywując się pyszna kawą ze Strabucksa, ogarnęłam się w miarę ( czytać. Włożyłam pierwsze lepsze ciuchy, ledwo co uczesałam, nie zrobiłam makijażu) i wychodząc bez śniadania oraz korzystając z tego, że zajęcia miałam dopiero następnego dnia, wybrałam się na kawę. Chyba nie potrafiłabym bez niej żyć…

Najdziwniejszym faktem było to, że w nocy dostałam jakieś trzy sms’y od Gi. Otworzyłam skrzynkę odbiorczą, czytając:

Leahhhhh… pożycz notatki z ostatnich zajęć z malarstwa. Xx”

„Okej, już nie musisz, zapomniałam, że przecież profesorka się rozchorowała! :D A już myślałam, że znowu dostanę laczka za brak notatek… xx”

Jednak dopiero trzecia wiadomość zwaliła mnie z nóg na tyle, że jadąc mało zatłoczonym autobusem, wykrzyczałam na głos: „Co do cholery?!”.

„Leah, ty moje kochanie najdroższe, nie zapominaj, że jesteśmy umówione na próbę z chłopakami w klubie Seviza o pierwszej! MASZ TAM BYĆ, BO JAK NIE TO ZAMORDUJEMY CIĘ OBIE – ja i Savie. Kocham cię! Xx”

Ale jak to spotkanie z chłopakami? Myślałam, że przynajmniej przez te dwa tygodnie nie będę ich widzieć na oczy… a tu proszę. Miałam wrażenie, że Gi robi mi na złość, ale c mogłam poradzić? Musiałam stawić się na spotkanie, żeby uniknąć obdarcia ze skóry. Z ponurymi myślami weszłam do kawiarni, zastając oczywiście, Connie, która widząc mnie w drzwiach, uśmiechnęła się.

- To, co zwykle? – zapytała, gdy podeszłam do lady.

- Czekoladową – odpowiedziałam, grzebiąc po kieszeniach.

Podczas, gdy płaciłam, Connie przyglądała mi się uważnie.

- Niezbyt dobrze wyglądasz. Spałaś w ogóle? – spytała z troską, wrzucając monety do kasy i zamykając ją.

- Ostatnio właśnie źle sypiam… aż tak po mnie widać? – zaśmiałam się gorzko; mogłam wyglądać jeszcze gorzej niż trup?

Connie spieniła mleko, gdy nagle podniosła głowę, jakby coś sobie przypomniała.

- A, właśnie. – zaczęła, nalewając mleko do kawy ze skupieniem – Ktoś pytał o ciebie. Był tu wczoraj i przedwczoraj…

 - Kto? – zaciekawiłam się.

- Nie wiem, nie podał imienia.

Zamarłam. Chwila… „podał”? Czyli… on?

- A jak wyglądał? – dociekałam, idąc w stronę miejsca odbioru kawy.

Connie podała mi kubek, a ja nałożyłam wieczko i papierowy „ochraniacz” na rękę.

- Bo ja wiem… blondyn, nawet przystojny. Niebieskie oczy – Connie zamyśliła się na chwilę – Mam wrażenie, że skądś go znam, ale nie mogę sobie przypomnieć… W każdym razie, zazwyczaj przychodzi około dziewiątej i czeka z godzinę, zamawiając kilka muffin i kawę.

Spojrzałam na zegarek. Piętnaście po dziewiątej. Czyli powinien być… właśnie, kto? Czy… czy to mógł być… ON? Jego imię nadal nie potrafiło mi przejść przez gardło, mimo, że widziałam jego obraz w swojej głowie zdecydowanie za często, częściej, niż bym chciała.

Everytime I close my eyes I see your face, (…), Am I obsessed with you…?

Potrząsnęłam głową, jakby odganiając się od natrętnej muchy. O czym ja myślałam? O chłopaku? Do czego to było podobne, zważając na moją niechęć do tego zdziczałego „podgatunku”… Jakby byli z obcej planety. Na której nigdy nie chciałabym się znaleźć. Nigdy w życiu.

Rozległ się dzwonek, oznajmiający przybycie kolejnego gościa i dreszcz przeszedł mi po plecach, gdy wyobraziłam sobie, że to on. Moja wyobraźnia była na tyle zdominowana przez kobiety, że obraz był trochę zniekształcony, gdy próbowałam wyobrazić sobie JEGO. Nachyliłam się do Connie i wyszeptałam:

- Czy to ON?

Connie spojrzała nad moim ramieniem i nieznacznie przytaknęła głową. Czułam jak włosy na głowie jeżą mi się zupełnie tak jak kotu. Szybko pożegnałam Connie, chwyciłam kawę w rękę i odwróciłam się, mając nadzieję, że nie zostałam jeszcze przez NIEGO zauważona. Jednak, gdy tylko zrobiłam jeden krok…

- Hej – usłyszałam i Niall zastąpił mi drogę, uśmiechając się promiennie, trzymając ręce w kieszeniach wypranych jeansów. – Miałem nadzieję cię tu spotkać.

- By tym razem wylać moja kawę? – warknęłam, starając się go ominąć, ale ten nie dawał za wygraną i ponownie uniemożliwił mi dojście do drzwi; bawi się w „kto zagoni Leah do kąta” czy co?

- Nie, chciałem tylko z kimś usiąść, pogadać, napić się kawy…

- Dobra.

Niall uniósł wysoko brwi ze zdziwienia, że się zgodziłam, gdy nagle dodałam:

- Ale nie za mną.

Zgrabnie go wyminęłam i zadowolona z siebie doszłam do szklanych drzwi. Właśnie je otwierałam, gdy poczułam silną rękę na moim nadgarstku i aż syknęłam, próbując ją wyrwać, ale musiałam przyznać, że Niall był silny, choć pewnie nie zdawał sobie z tego sprawy.

- Puszczaj! – podniosłam trochę głos, a kilkoro ludzi siedzących przy stolikach podniosło głowy na chwilę, szukając rozrywki, jednak szybko z powrotem zajęli się sobą. – Nie dotykaj mnie! – miałam ochotę wykrzyczeć mu to w ucho, ale zamiast tego wysyczałam mu te słowa w twarz, patrząc nienawistnym wzrokiem centralnie w te niebieskie oczy, które mimo wszystko były takie… łagodne.

Niall przyglądał się mojej twarzy w skupieniu, a potem zapytał szeptem.

- Dlaczego taka jesteś? Dlaczego wszystkich odpychasz?

- Widocznie mężczyźni zasługują na to, by być odepchniętymi – szarpnęłam mocniej i uwolniłam się z jego uścisku – Bo jedyne, co potraficie to zabawiać się i krzywdzić innych. Śmieci traktuje się jak śmieci, a nie dzieła sztuki.

Wyszłam ze Starbucksa, klnąc na los, że akurat przysłał pod moje nogi Nialla, gdy tego nie potrzebowałam. Najlepiej, jakby na stałe usunął go z mojego życia. Wtedy spałabym spokojnie. Prychnęłam, gdy zorientowałam się, że znowu o nim myślę. Tak bezwiednie.

„Na dziś koniec z Niallem” postanowiłam, myśląc, jak tu wykręcić się ze spotkania z One Direction.

Uniosłam głowę, gdy idea spadła na mnie jak grom z jasnego nieba i uśmiechnęłam się do swojego odbicia w wystawie sklepowej; zauważyłam również, że w takich momentach przypominam szaleńca. Ale chyba już dawno nim się stałam…

***


Długo patrzyłem na sylwetkę znikającej dziewczyny, która obejrzawszy się w lewo i prawo, przeszła przez jezdnię, a właściwie przekroczyła ją, truchtając. Nadal nie znałem jej imienia, co strasznie mnie irytowało. Chłopacy strasznie drwili z tego, że oni posiadają tak ważną dla mnie informację, ale również wydawało im się strasznie zabawne kuszenie mnie. Za nic w świecie nie chcieli mi zdradzić jej imienia, powiedzieli, że jak ONA będzie chciała podzielić się ze mną tą wiedzą, to nareszcie się dowiem. Tyle, że nie chciałem czekać… Myślałem, że pracownica Starbucksa mi pomoże, dlatego zwierzyłem się jej z mojej krzywdzącej niewiedzy, ale ona z miłym uśmiechem powiedziała, że nie może zdradzać danych klientów.

Czy wszyscy się na mnie uwzięli czy co?!

Za oknem powoli zaczynało padać – widziałem małe krople deszczu, skapujące na chodnik i szybę kawiarni. Widocznie mój nastrój udzielał się pogodzie. A może Bóg stwierdził, że dawno z nikogo nie drwił i ślepym trafem padło na mnie? Kto wie…?

Zrezygnowany moim niepowodzeniem, poczłapałem się do lady, zamawiając małą gorącą czekoladę i dwa waniliowe muffiny. Lubiłem muffiny, mimo, że nazywałem je „niekształtnymi babeczkami”. Gdy dostałem swoje zamówienie, zapłaciłem i wyszedłem ze Starbucksa, patrząc na godzinę. Nie chciało się wierzyć, że moja pogawędka z NIĄ trwała tylko kilka minut. Była krótsza niż czas zamawiania! Było dwadzieścia siedem po dziewiątej, gdy wyciągałem kluczyki z tylnej kieszeni spodni, by otworzyć drzwi naszego wspólnego samochodu (czyli należącego do wszystkich pięciu członków One Direction; jeździli nim tylko ci, którzy mieli prawo jazdy, czyli ja, Lou i Harry, bo Zayn i Liam nadal chodzili na kursy, zazdroszcząc nam takiego przywileju, jakim była nasza „Pszczółka”) i nieźle namęczyłem się by je wyciągnąć. W końcu, nie upuszczając ani kluczy ani kawy czy muffin, wsiadłem do samochodu, ciesząc się jak małe dziecko, że nie zostałem przyuważony przez żadną fankę. Niektóre potrafiły być naprawdę natrętne. Albo szurnięte. Jednak uwielbiałem je wszystkie, bo zawsze warto mieć takie wsparcie.

Akurat, gdy odpalałem silnik, mój telefon zaczął wibrować i wykonywać dziwny taniec ( zapewne irlandzki, bo jaki by inny?) na półeczce pomiędzy uchwytami na kubki, gdzie umieściłem swoja kawę, i radiem. Odebrałem, wykręcając z miejsca parkingowego. Oby teraz nie złapał mnie żaden policjant!

- Halo? – spojrzałem za siebie, patrząc, czy nie jedzie żaden samochód, bym mógł wyjechać bezpiecznie.

- Nialler, skarbie, zbieraj swoją szanowną dupcię do Tesco, potrzebujemy jedzenia, a Larry nadal śpi i nie ma zamiaru się budzić w najbliższej przyszłości – usłyszałem głos Liama w słuchawce; miło czasami posłuchać przyjaciela na poprawę humoru. – Proszę?

- Jasne, wykupię połowę sklepu – zaśmiałem się i podobnie zareagował Liam po drugiej stronie – Chyba, że masz jakieś życzenia, kochanie?

- Jajka i boczek na śniadanie – odpowiedział po chwili namysłu Liam.

- No tak, jedyna rzeczy, które nie przypalasz – zachichotałem, stojąc na czerwonym świetle na krzyżówce; Liam zaprotestował, a ja dalej ciągnąłem – A nie przepraszam, jeszcze robisz dobre naleśniki. I herbatę.

- Dzięki – mruknął Liam, zapewne w tym momencie przewracając oczami – Tylko się pospiesz, bo trzeba wszystkich zwlec z łóżek, a o pierwszej jest spotkanie z Gi i dziewczynami w klubie Seviza.

- Yyyy..co proszę? – zdziwiłem się lekko, a potem ktoś zatrąbił na mnie, bo światło zmieniło się na zielone, a ja nadal stałem.

Przycisnąłem pedał gazu, jadąc prosto w stronę Tesco.

- Wspominałem wam wszystkim o tym jakiś milion razy, żebyście nie zapomnieli – westchnął Liam – I jak zwykle potem wychodzi, że jesteście niedoinformowani. I to moja wina! A mówicie, że nic nie mówiłem!

„Co fakt, to fakt…”, pomyślałem, jadąc ulicą i skręcając w pierwszą odnogę w prawo. Jeszcze chwila i znajdę się przed sklepem. Naszła mnie wizja pełnych półek… uginających się od jedzenia. Mmm… pychota.

- Słuchasz mnie, czy nie? – zniecierpliwiony Liam spowodował, że zeszedłem na ziemię – Pytałem, jak twoje dzisiejsze łowy w Starbucksie?

- Nic mi nie mów… - westchnąłem, marszcząc brwi, a gdy Liam zapytał, czy znowu jej nie spotkałem, zaprzeczyłem – Widziałem ją. Nawet… - zawahałem się – porozmawialiśmy.

Jeśli te kilka dziwnych zdań, które między nami padły można nazwać rozmową, to tak, rozmawialiśmy i to całkiem żywo…

- Olała cię – Liam stwierdził fakt.

- Skąd wiesz? – oburzyłem się, parkując.

- Nie trzeba być jasnowidzem, Niall. Widziałem, jak się u nas zachowywała – rzekł spokojnie Liam. – To nie jest typ grzecznej i prostej dziewczyny. Wygląda na skomplikowaną i… zagubioną.

- Ona? Zagubiona? – prychnąłem, gasząc auto i zabierając się za odpakowywanie jednej z babeczek z folii by zjeść ją przed wejściem do sklepu. – Proszę cię! – wepchnąłem połowę muffina do ust i z pełną buzią odezwałem się niezbyt wyraźnie – Oła mfnie totfalnie oplała!

- Zrozumiałem, że "cię opluła..." – zachichotał Liam, a ja tylko dalej jadłem swoją babeczkę - Odpuść sobie, Niall, to nie jest dziewczyna dla ciebie. Co cię tak w niej pociąga?

Muffin utknął gdzieś w połowie drogi do moich ust. W tej dziwnej pozycji, zastanawiałem się nad słowami mojego przyjaciela. Co mnie w niej pociągało? Chyba najbardziej to, że była jedną, wielką zagadką. Jej tajemniczość, jej arogancja, tupet… wszystko to czyniło z nią cholernie tajemniczą i, o dziwo, pociągającą osobę. Przynajmniej dla mnie. Nie rozumiałem jej zachowania, ale starałem się zrozumieć, naprawdę. Szczególnie nurtowała mnie jej pożegnalna odpowiedź.

„Widocznie mężczyźni zasługują na to, by być odepchniętymi, bo jedyne, co potraficie to zabawiać się i krzywdzić innych. Śmieci traktuje się jak śmieci, a nie dzieła sztuki…”

Zjadłem do końca babeczkę, a potem potarłem kciukiem brodę. Zawsze tak robiłem, jak głęboko nad czymś się zastanawiałem. Chłopacy nazywali to „pocieraniem magicznej lampy”. Liam oczywiście sam to wymyślił, bo naoglądał się za dużo bajek Disney’a. I widocznie „Alladyna” też oglądał. Musiałem zacząć ją obserwować. Musiałem jakoś do niej dotrzeć, za cenę wszystkiego. Po mojej głowie chodziło za wiele myśli na raz; wirowały w kółko, nie dając mi dojść do żadnej sensownej konkluzji. Byłem jak Werter, tylko nie miałem zamiaru się zabić. Widziałem JĄ jak on widział Lottę: jako stworzenie nie z tego świata. Bo miałem wrażenie, że ona jest ponad tym wszystkim… W moim umyśle błysnęła iskra. Przez chwilę widziałem w moim umyśle jej oczy. Te cudowne, orzechowe oczy. Co w nich takiego było?

BINGO.

Jej oczy prosiły, wręcz błagały… o pomoc. ONA się sypała lecz nie potrafiła poprosić o pomoc. To tak, jakby mówiła: weź mnie stąd, naucz kochać, daj drugie życie… ONA powoli stawała się wrakiem. To wyczytałem w jej oczach. Umierała.

A na to nie mogłem pozwolić.

- Liam, nie da przyśpieszyć się naszego spotkania w Sevizie? – gdy odezwałem się po dłuższej ciszy, mój głos brzmiał pewniej.

- Mógłbym poprosić Harry’ego, żeby je przesunął, ale najpierw muszę go obudzić – odrzekł niepewnie Liam – Co kombinujesz?

- Ratuję czyjeś życie.

Why it has to be so black and white for you and me? When there's a million colors in between, (…)fear is our only enemy and we could be anything…



--------------------------------------------

Oho, jest i czwórka. Tak wyczekiwana i wnosząca co nieco do całokształtu historii :) Mam nadzieję, że jesteście z niej zadowoleni bo ja jestem (ach, ta skromność...) a do tego nadal mam wenę na dalsze losy Leah i Nialla - na razie mam 17 rozdziałów i wciąż piszę! Pewnie dojdę do 25-28 i zatrzymam się. Ewentualnie dopiszę do 30 zapytam, czy chcecie part 2. xx

Dziękuję za ponad 4 tys wyświetleń ;O Kto by się spodziewał? Massive thank you dla wszystkich, którzy przenieśli się z mojego pierwszego bloga także tu. Widocznie lubicie czytać moje wypociny XD

Follow @Pauline__1994 lub piszcie na gg 4441489 chętnie odpowiem na pytania :)

Na koniec moje maleństwo, mówiące do mnie...


19 komentarzy:

  1. Rozdział świetny.. :* Tylko PROOOOSZĘ. Dodawaj ciut szybciej rozdziały skoro masz ich już 17,

    Dla mnie jeden proszę...może być dzisiaj <3 :D ** <3

    pozdrawiam, PMK. :**

    OdpowiedzUsuń
  2. WOW!! Nie no.. Kocham.
    Super ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochamkochamkocham<333333
    ej.. a byś dla nas dwu dodała dziś? ;)
    Diana

    OdpowiedzUsuń
  4. Jasne, że chciałabym part 2.
    Super rozdział :)
    Ciekawe co Niall wykombinował.
    Czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja chyba nie muszę wygłaszać opinii bo jest tak samo pozytywna jak reszty. Masz więc już 3 kandydatki na nowy rozdział dziś ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja jestem jak najbardziej zaa, pisz jak najdłużej, rozwijaj akcję i wgl takie inne bzdety... koooocham twoje opowiadania! ;]

    ~TheSimpsonizer

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajny rozdział czekam na nastepny <33

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rozdział czekam na następny. to mój blog http://give-you-that.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Kocham to! To jest zajebiste!
    Aż...aż ...aż brak mi słów!
    Zapraszam do mnie:
    http://my-love-one-direction.blogspot.com/
    http://together-forever-in-love-for-you.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Wow, normalnie jestem w szoku o.o :) Dopiero co wpadlam na to opowiadanie, a naprawde mnie wciagnelo ! :D Pierwszy raz czytam taka historie :) Co do tego snu, to czy jej ojciec ja molestowal ? Bo to by tlumaczylo niechec do plci meskiej. A przechodzac do bardziej przyjemniejszych tematow to podoba mi sie upor Niallera xd Nie odpuszcza, pomimo jej niecheci & pesymizmu :D I ta jego ostatnia rozmowa z Liamem przed Tesco przez telefon :) A szczegolnie ostatnie zdanie ... no po prostu nieziemskie :) Ehh, biedny Nialler, nikt nie chce mu zdradzic jej imienia xd Na koniec dodam, ze Gi & Savie to wspaniale przyjaciolki skoro pomimo jej skrytosci nie opuszczaja jej, a sa z nia & ja wspieraja xd Hahah, ale te spotkania z chlopcami, hahah, stawiaja ja przed faktem dokonanym xd No i jeszcze to zdanie, ktore wypalila do Niallera przed wyjsciem ze Sturbucksa ! „Widocznie mężczyźni zasługują na to, by być odepchniętymi, bo jedyne, co potraficie to zabawiać się i krzywdzić innych. Śmieci traktuje się jak śmieci, a nie dzieła sztuki…” Nie powiem, Nialler jest spostrzegawczy :) Z niecierpliwoscia czekam na kolejny ! :) xx Tak jak napisalam na gg, moglabys mnie informowac ? :) ~ Pingwinek<3 / @NiallsxLaugh

    OdpowiedzUsuń
  11. Kocham twoje opowiadanie, jest takie głębokie i ciekawe :) Czekam z niecierpliwością na dalsze losy Leah i Niall', mam nadzieję, że szybko wstawisz nowy rozdział :D
    Marcelina

    OdpowiedzUsuń
  12. http://1dourlovestory.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. świetne dodaj szybko nowy:D
    Już nie mogę się do czekać gdy dowiem się co wymyślił Niall by pomóc Leah.
    Błagam daj szybko nowy xD
    zapraszam do siebie http://newlife-1direction-love.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Naprawdę świetny blog! Zakochałam się w tym blogu! Będę tu często zaglądać! http://najamajke.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. fajny blog ale kiedy dodasz następny rozdział no bo mówisz że masz już napisane 17 rozdziałów a nic nie dodajesz

    OdpowiedzUsuń
  16. No proszę, podejrzewam, że jej zachowanie związane jest z dawnymi przeżyciami, jakie fundował jej ojciec. Co ta dziewczyna musiała przejść...
    Trochę późno przeczytałam, ale nie miałam wcześniej zbytnio czasu, a chciałam jak najszybciej. Teraz zresztą też nie mam zbytnio czasu, chcę już żeby ten tydzień się skończył.
    A co do rozdziału to jest dobry, niech ona pójdzie na to spotkanie, może w końcu chociażby odrobinkę się otworzy i Niall dowie się w końcu jak ma na imię. Przecież on nie może tego nie wiedzieć, to niedopuszczalne!
    Strasznie podobała mi się rozmowa Nialla i Liama, no serio, takie to fajne było, że ja nie mogę *__* Liam taki kurde mraśny xD

    OdpowiedzUsuń
  17. historia opisywana na tym blogu jest świetna, taka "inna" od wszystkich :) mam nadzieje, że szybko dodasz następny rozdział - nie mogę się doczekać :)
    [love-dont-not-die-no] - zapraszam, jak na razie tylko prolog, ale szykuje się 1 :P

    OdpowiedzUsuń
  18. te opowiadanie jest zajebiste ;-p takie inne niż te wszystkie ckiliwe kicze ;/ a lubię trochę dramaturgi w opowiadaniach np. gdzie ktoś jest zazdrosny... to dodaje takiej fajnej atmosfery a potem zaczyna się robić nudno i ckilwie wszyscy się kochają i opowidają jakie to jest super żeycie z 1D ... mam nadzieję że z tym opowiadaniem tak nie będzie^^ ale się rozpisałam . chociaż i tak pewnie tago nie przeczytasz serdecznie pozdrawiam ;pp
    Natalia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :) To, że czasami nie odpisuje na komentarze, nie znaczy, że ich nie czytam. xx

      Usuń