niedziela, 8 kwietnia 2012

Rozdział 3: "„God knows what is hiding in those weak and sunken eyes…”


Music


Wróciłam do domu Gi, w końcu, jaki miałam wybór? Dobra, mogłam ją zostawić… ale mimo wszystko Georgia była moją przyjaciółką. Tak samo jak Savannah. Fakt pozostawał faktem – mogły mnie, chociaż poinformować, że będzie ktoś, oprócz nas trzech, ale złość na nie przeszła mi niespodziewanie szybko. Nigdy nie potrafiłam długo gniewać się na ludzi… chyba, że chodziło o moich biologicznych rodziców, to już zupełnie, co innego, ale ich wolałam wymazać z pamięci całkowicie. Wiedziałam, że tak się nie da, ale zawsze można próbować.

Ze skruszoną miną stanęłam przed drzwiami domu Georgii, która, gdy tylko mi otworzyła, posłała mi ten przepraszający uśmiech i od razu zaczęła swoją przepraszającą mowę:

- Tak mi przykro, Leah, powinnam ci powiedzieć, że Harry do nas przychodzi, ale wiedziałam, jak na niego zareagujesz, a on i jego kapela mają zaśpiewać na moich urodzinach za dwa tygodnie i chciałam, byś może tym razem nie wychodziła…

Zrobiło mi się autentycznie głupio. Wyszłam z rozmowy o urodzinach własnej przyjaciółki… naprawdę, mam niezłe wyczucie czasu i miejsca. Na moich policzkach pewnie już pojawiły się dwie wielkie i czerwone plamy, obrazujące jak bardzo jest mi wstyd.

- To ja przepraszam, Gi, nie miałam pojęcia, że chodzi o twoje urodziny, naprawdę!  - uścisnęłam ją szczerze – Gdybym wiedziała, to może jeszcze bym zniosła tego twojego Harry’ego…, W jakim zespole on gra?

Zobaczyłam jak Savannah wychodzi z kuchni z miną drapieżcy.

- Jak to, w jakim? Gdzie ty żyjesz, Leah?

- Zdaje mi się, że gdzieś niedaleko, ale może się mylę… - zaśmiałam się, a Gi zamknęła za mną drzwi, a ja rozebrałam się z prochowca.

- ONE DIRECTION, dziewczyno, czy coś ci to mówi? – Savannah podeszła do mnie blisko, prawie krzycząc nazwę zespołu – To jeden z najbardziej rozpoznawalnych boysbandów w tej chwili na całym świecie! Czasami mam wrażenie, że chowałaś się w dżungli – westchnęła teatralnie, dotykając palcami skroni na znak dezaprobaty mojego nieobeznania.

- Przepraszam, Savie, że słucham czegoś mocniejszego, niż popowe, pedalskie bojsbendziki – burknęłam, za co dostałam w ramię od blondynki. – Ałaaaaa….. – ironizowałam, śmiejąc się nie mniej ironicznie.

- Powinnaś dostać mocniej, wiesz o tym? – Savie zmrużyła oczy tak, że wyglądała jak polująca pantera. – Ale dziś ci odpuszczę, bo ten maniciur mam dopiero od wczoraj, a do tego strasznie mi się podoba, chyba poproszę o taki sam za tydzień…

Ech, a Savie jak zwykle, gdy skupiała się na swoich paznokciach, to potrafiła o nich rozmawiać tylko i wyłącznie o nich godzinami; rozpoczynając od technik nakładania tipsów, do różnych rodzajów lakierów graffiti, szybkoschnących czy nabłyszczających lub odżywiających.

Jednocześnie z Gi przewróciłyśmy oczami i ruszyłyśmy na górę, do jej pokoju. Savie oczywiście dostała spóźnionego zapłonu, jako, że nadal rozpływała się nad swoimi paznokciami. Usiadłam na głębokim fotelu, robiącym też często za wieszak do ubrań, a Georgia rozwaliła się na łóżku, wzdychając.

- Nie mam jeszcze nawet sukienki – jęknęła, zakrywając twarz dłonią tak, że widziałam tylko poruszając się usta i brodę. – Świetnie, po prostu świetnie! 

- Mogę pożyczyć ci tą moją, białą – zaoferowała Savie, siadając na podłodze, opierając się plecami o łóżko. – Wiesz, tą, która ci się tak zawsze podobała.

- Naprawdę, mogłabyś? – głowa Gi uniosła się niespodziewanie, a potem zwróciła się tak, że patrzyła na mnie – A ty, Leah, masz jakąś sukienkę?

- Wiesz, że raczej nie noszę sukienek – wzruszyłam ramionami – I przykro mi, ale przyjdę w spodniach. Wiesz, jaki mam stosunek do tych wszystkich zwiewnych kiecek.

- Będziesz jedną z najważniejszych osób na moich urodzinach i nie założysz sukienki? – Gi gwałtownie usiadła – To chociaż zamiast kupować ją, daj sobie pożyczyć jedną, na ten jeden wieczór. Prooooszę!

Głowa opadła mi bezwiednie na oparcie fotela, gdy myślałam nad wizją siebie w sukience. Dlaczego wydawałam się taka… taka… bleeeee? Przecież jestem przerażająco chuda, poza tym, musiałabym ubrać rajstopy (które w dodatku strasznie drapią w nogi!) i szpilki… stop, stop, stop! Koniec tego dobrego!

- Ale na nogi włożę baleriny – rzekłam twardo, a na twarzach przyjaciółek zagościły uśmiechy.

- Ale zrobię ci makijaż – postawiła ultimatum Savie.

- Dobra – ręce opadły mi z bezsilności, a Savie i Gi przybiły sobie jakąś dziwną piątkę, gdy nagle zadzwonił telefon Georgii, gdzieś pod stertą ubrań.

Właścicielka komórki poderwała się jak na zawołanie, zaczynając grzebać w kupce ubrań, zapewne wczorajszych i przedwczorajszych, mrucząc z niezadowoleniem, że przecież: „spodnie, w których jest komórka, muszą być na wierzchu…!” – ale najwyraźniej po czasie poszukiwania wywnioskowałam, że tak nie było. W końcu, z uśmiechem zwycięzcy, Gi odebrała telefon od kogoś, kto nie urywał połączenia mimo tak długiego czasu oczekiwania. Dziwne.

- Słucham? – odezwała się Georgia, wzdychając i siadając po turecku na podłodze.

Przez chwilę nie odzywała się, słuchając tego, co ma jej do powiedzenia dzwoniący, względnie dzwoniąca. Panowała dziwna cisza, podczas której patrzyłam się intensywnie w Gi, a Savie, jak to Savie, oglądała swój maniciur po raz setny tego dnia.

- Ale że dziś? – Gi powiedziała to tak zdziwionym tonem, że aż Savannah spojrzała na nią znad idealnych paznokci. – A nie można tego załatwić przez telefon?...Dobra, będziemy, tylko zjemy lunch… druga pasuje?... Okej, ale nie wie, na co się porywa… tak, też cię kocham wariacie… to do zobaczenia… Mhm, będę pamiętać, cześć! – i rozłączyła się z tajemniczą miną.

- Co jest? – zapytała Savie z zaciekawieniem.

Gi rozciągnęła się i wstała na nogi, wkładając komórkę do kieszeni spodni i patrząc na nas z tym samym uśmiechem. Wyglądała jak kotka, która ma nową zabawkę, ale za Chiny ludowe nie chce się nią podzielić.

- Ruszać dupska, lalunie, idziemy na zakupy, a potem cos zjeść – powiedziała to takim radosnym tonem, że aż zaczęłam coś podejrzewać, ale nic nie mówiłam.

Zakupy okazały się szybkie i konkretne, czyli takie, jak lubiłam. Nigdy nie przepadałam za zakupami, chociaż jestem dziewczyną z krwi i kości, lubiącą malować paznokcie i nawet czasami założyć szpilki, by poczuć się bardziej kobieco. Savie nie mogła przejść obojętnie obok nowej pary koturn, które jak stwierdziła, będą hitem tego sezonu; oprócz tego wydała kasę na kolejną parę szpilek, bo koturny czułyby się samotne w reklamówce. Tak, samotne… Ja starałam się ostatnio oszczędzać, ale nie mogłam nie kupić uroczego szalika, który idealnie pasował do mojej kremowej bluzki i aż krzyczał, bym go kupiła. A raczej skowyczał. Słyszałam tylko cichutkie ujadanie… aż nie wytrzymałam. Gi stwierdziła, że nie może żyć bez nowej, czerwonej szminki i kolejnego cienia do powiek.

Weszłyśmy akurat do naszej ulubionej naleśnik arni na pewien rodzaju „wczesny” obiad i zamówiłyśmy to, co zwykle: Ja naleśniki z nutellą, Gi z truskawkami, a Savie z bitą śmietaną. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie to, że komórka zadzwoniła mi z przypomnieniem, że czas najwyższy wziąć antydepresant. I to zburzyło cały mój dobry humor. Jak zwykle…

People, help the people (…) and thousand slowly dying sunsets…

Dyskretnie zlokalizowałam pudełko z lekiem w mojej torebce i nie mniej dyskretnie wzięłam jeden do ust, popijając wodą. Zrobiłam to tak szybko, że pewnie ani Savie, ani Gi tego nie zauważyły. W pewnym sensie wstydziłam się tego, że jestem „chora”. Bo to, co mnie opętało, można nazwać chorobą. Jak zwykle musiałam być inna od wszystkich, ale nie „inna” w pozytywnym tego słowa znaczeniu, o nie. Z zaciętą miną chwyciłam swój lewy nadgarstek i zacisnęła na nim palce, pocierając tak, jakby to sprawiało, że wszystkie blizny miałyby zniknąć jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wiedziałam jednak, że to nie Tartar, czy Mordor. To było życie. Moje powoli umierające życie…

Georgia oderwała mnie od ponurych myśli, zwracając się do mnie słowami:

- Czemu nie jesz?

Spojrzałam na swojego, prawie nietkniętego, naleśnika i jakoś nabrałam ochoty na coś słodkiego, chociaż nie byłam jakoś strasznie głodna.

- A tak… zamyśliłam się – odpowiedziałam, od razu biorąc się do jedzenia i wkładając kawałek ciasta z nutellą do ust.

- Leah… nie będziesz na mnie zła? – odezwała się po chwili Gi – Harry do mnie zadzwonił, żebym do niego wpadła i wybrała repertuar na występ urodzinowy.

Zmarszczyłam brwi, gdy przypomniał mi się ten jego męski zapach, ale tylko westchnęłam i odrzekłam:

- Możemy do niego jechać, jeśli tak ci zależy. Jakoś to przetrzymam.

Georgia znacznie rozpromieniła się i zaczęłyśmy rozmawiać o tym, kto ma być na jej urodzinach. Na szczęście okazało się, że będzie więcej dziewczyn i chłopaków, co było, nie powiem, bardzo mi na rękę. Poza tym, miałam nadzieję bawić się tylko z Savie i Gi, jeśli by się udało, oczywiście…

Skończyłyśmy jeść i zapłaciwszy, udałyśmy się do samochodu Savannah, który stał zaparkowany przed naleśnikarnią, pomiędzy czerwonym passatem i czarnym cinqcento (chyba te samochody już dawno przestano produkować…), wyróżniając się swoim nowym, połyskującym, żółtym lakierem. Savie kochała swojego żółtego garbusa i mówiła na niego pieszczotliwie „Żółtek”. Nie ma to jak „wymyślne” imię dla auta. Gi podała Savie adres i ruszyliśmy pod niego. Naszym celem podróży okazał się wielki, biały apartament owiec, który robił wrażenie nie tylko z zewnątrz, ale z wewnątrz. Pani z recepcji wskazała nam drogę do mieszkania kuzyna Georgii, a gdy stanęłyśmy pod wskazanym numerem, przyjaciółka nacisnęła na dzwonek, a potem dodała, jakby od niechcenia dodała:

- A i zapomniałam powiedzieć… Harry mieszka jeszcze z czterema innymi chłopakami, ale to chyba nie problem, co?

Zdążyłam tylko otworzyć buzię ze zdziwienia i oburzenia, ale niestety niedane było mi wypowiedzieć się na temat sprzedanego mi przed chwilą newsa, bo drzwi otworzyły się i stanął w nich uśmiechnięty od ucha do ucha Harry, który zmierzył nas wszystkie i rzekł:

- Witam, piękne panie i zapraszam do środka.

Starając się trzymać jak najbardziej na uboczu, weszłam do apartamentu, posyłając Gi mordercze spojrzenie. Jeszcze kiedyś mi za to zapłaci, zobaczy! Nie wiem, jak, ale zapłaci!

***

Serce zaczęło mi bić jak szalone, gdy usłyszałem dźwięk dzwonka, przerywając Zaynowi i Lou przekomarzanki na kanapie, kto będzie teraz grał z Liamem w Fifę, skoro mieliśmy do dyspozycji tylko dwa kontrolery do naszego Playstation.  Dlaczego oni, chociaż w takim momencie nie mogli zachowywać się, choć trochę bardziej poważnie? Pytam, dlaczego?! Westchnąłem, a w brzuchu odezwał się potwór, który namawiał mnie do szybkiego przejrzenia inwentarza naszej lodówki, jakbym nie robił tego z godzinę temu. Dopiero po chwili przypomniało mi się, że przecież mamy dodatkową paczkę chrupek na dolnej półce w szafce przy zmywarce… Poderwałem się szybko i cichaczem przemknąłem po korytarzu, dopadając do kuchni. Znalazłem upragnione chrupki i od razu otworzyłem opakowanie, a w nos uderzył mnie zapach bekonu. Zjadłem całą garść chrupek, biorąc paczkę ze sobą z powrotem do salonu, mając nadzieję, że już tam są. Że ONA już tam jest. Nie myliłem się, siedziała na kanapie, niepewnie lustrując resztę chłopaków, tym samym wzrokiem, który mierzyła mnie w Starbucksie.

Gdy jej wzrok padł na mnie, jej brązowe oczy na chwilę zrobiły się wielkie jak monety, a potem tylko prychnęła i poprawiła rękawy swetra tak, że zakrywały jej prawie całe dłonie i spuściła wzrok. Postanowiłem, że trzeba zacząć działać i to teraz, bo drugiej takiej okazji mogło nie być.

„Dasz radę, Horan, przecież jesteś bożyszczem nastolatek, co nie?”, zmierzwiłem włosy i skierowałem swoje kroki ku blondynce, która wydawała się przytłoczona taką ilością ludzi w pomieszczeniu.

And I won't be leaving 'til I've finished stealing every piece of your heart…

Harry wraz z Lou i dwoma pozostałymi dziewczynami (jedna z nich, zapewne o brązowych włosach, musiała być jego kuzynką, o której mieliśmy występować) i rozmawiali o czymś żywo, a Zayn i Liam nadal siedzieli i grali na konsoli, nawet nie zwracając uwagi na gości. Harry, widząc mnie, uśmiechnął się i od razu przedstawił mnie nowoprzybyłym:

- A oto, moje drogie panie, Niall James Horan, irlandzki tancerz, a także nasz osobisty wyżeracz resztek!

Dzięki, Harry, za przedstawienie mnie w pozytywnym świetle…

- Savannah – przedstawiła się blondynka o zielonych oczach, wyglądająca tak, jakby miała zaraz zemdleć na mój widok – Jestem waszą wielką fanką, to zaszczyt spotkać cię…

Ach, no tak, fanka. To by wyjaśniało jej zachowanie w stosunku do mnie.

- Georgia, kuzynka Harry’ego, ale błagam, mów do mnie Gi – uścisnąłem dłoń szatynce i odwzajemniłem przyjazny uśmiech, którym mnie obdarzyła.

- Możesz jeszcze ją nazywać Galareta, ale nienawidzi tego jeszcze bardziej niż swojego pełnego imienia – szepnął teatralnie Harry, za co oberwał torebką od Georgii.

- Będę pamiętał – wyszczerzyłem się, patrząc wprost na dziewczynę ze Starbucksa.

Savannah widząc, że patrzę w tamtą stronę, szturchnęła koleżankę z łokcia tak mocno, że ta aż skrzywiła się, masując obolały bok. Spojrzała na mnie… tak jak wtedy. Z… obrzydzeniem? Niepewnością? Odrazą? Nie miałem pojęcia, jakie emocje się w niej kumulują, ale nie były one pozytywne. Co ja jej takiego zrobiłem? Przecież chciałem przeprosić za to, że za nią wpadłem, ale ona nawet nie dała mi dojść do słowa!

- My już się chyba znamy – starałem się być jak najmilszy i uśmiechnąłem się do niej – Dziewczyna ze Starbucksa, tak?

Ona nieznacznie kiwnęła głową, nadal nie patrząc mi w oczy. Zagryzła wargę, a ja wyciągnąłem w jej stronę rękę. Wiedziałem, jak skończyło się to w przypadku Harry’ego, ale w głębi ducha wierzyłem, że może mi się uda… Ku mojemu zdziwieniu, niepewnie wyciągnęła lekko drżącą rękę i dotknęła mojej. Jej uścisk był lekki, jak dotknięcie motyla, ale i tak poczułem dziwny prąd, przechodzący moje ciało od dłoni po końcówki włosów. Jak wielkie było moje rozczarowanie, gdy cofnęła swoją dłoń, jakby moja ją oparzyła i od razu wsunęła ją do kieszeni spodni.

- Mogę poznać twoje imię, skoro ty już znasz moje? – nie dawałem za wygraną, ale ona tylko spojrzała w bok, nadal mając przygryzioną dolną wargę.

- Nie oczekuj od niej, że cokolwiek powie – zaczepił mnie Hary, śmiejąc się, przerywając swoją rozmowę z Gi, Savannah i Lou. – Jest jeszcze bardziej niedostępna niż ci się wydaje i raczej chrupkami jej nie przekonasz.

Reszta zawtórowała Harry’emu śmiechem, a ja poczułem, że się rumienię. Zerknąłem na blondynkę, która poderwała się nagle i wymamrotała coś, że musi iść do łazienki. Harry wskazał jej drogę i po chwili już jej nie było. Miałem ochotę iść za nią, ale Gi mnie powstrzymała.

- Niall, nie obraź się, ale ona nie jest dla ciebie. Co gorsze, nienawidzi mężczyzn. Nie pytaj mnie, dlaczego tak jest, ale za każdym razem, gdy widzi jakiegoś, krzywi się i zachowuje tak jak teraz. Więc odpuść sobie, dopóki nie siedzisz w tym za głęboko.

Patrzyłem na nią dobre kilka sekund, ja zahipnotyzowany i zadecydowałem. Siedziałem w tym już za głęboko, by się wycofać. Musiałem się dowiedzieć, dlaczego ONA taka jest. Nawet, jeśli miałbym się od tego rozchorować, czy umrzeć. Musiałem. Od razu wykiełkowało mi w głowie pytanie: Dlaczego to robię? Przecież nie jest jakaś nadzwyczajna. Ot, przeciętna dziewczyna…

Mimo wszystko, zafascynowała mnie. Chore, nieprawdaż?

***


Miałam ochotę zabić Savie i Gi za przyjście tutaj. Nie dosyć, że musiała znosić towarzystwo Harry’ego to okazało się jeszcze, że, a co tam!, mieszka z czterema innymi kolegami. Żyć, nie umierać, normalnie! A do tego jeszcze ten blondyn…

Niall, podsunął mi umysł, ale ja chciałam wymazać to imię z pamięci. Precz! Precz, mówię!

Siedziałam na zamkniętej klapie w ich łazience, zastanawiając się nad uwagą Harry’ego. Po cholerę coś takiego mówił? Co do tego wszystkiego miały jakieś tam chrupki? I ten, no…

Niall, Niall, Niall, Niall, Niall, Niall, Niall, Niall, Niall…

Miałam ochotę wydrzeć się, żeby mój umysł się zamknął i poszedł spać, ale chyba tak się nie dało. Jakby nie pracował, bo przecież byłabym warzywkiem… chyba jednak wolę żyć, dopóki mogę. Obmyłam twarz wodą, by choć trochę ochłonąć i otarłam ją ręcznikiem. Miałam nadzieję, że to jeszcze nie potrwa długo… ile można wybierać playlistę?

Dotarłam ponownie do salonu, gdzie Gi i Savie rozmawiały z Harry i jego kolegą, Louisem. Widocznie wszystko zostało ustalone, bo usłyszałam, jak Gi powiedziała, że jeszcze się zdzwonią. Czyli się zanosiło na to, że będę musiała się pomęczyć z całą piątką. Odetchnęłam z ulgą, widząc jak Gi obraca się w moją stronę, gdy nagle zza rogu wyskoczył Zayn w pelerynie z ręcznika, gaciach w bałwanki na głowie i z plastikowym mieczem świetlnym w prawej dłoni. Louisowi błysnęły oczy i krzyknął: „Poczekaj na mnie”!, a po chwili wrócił do salonu ubrany podobnie, jak Zayn. Obydwoje wyprężyli klatki piersiowe. Przewróciła oczami – ech, typowe zachowanie samców… Chociaż musiałam przyznać, że ci tutaj zachowywali się nawet… zabawnie. Harry spojrzał na Louisa, a gdy zapytał, czy to jego gacie, Louis zaczął gwizdać i udawać, że go nie widzi, a stojące przy Harrym Savie i Gi zachichotały opętańczo. No tak, niecodzienny to jednak widok, patrzeć na ludzi z bokserkami na głowie… ciekawe, czy uciskały im one na mózgi? Nie musiałam czekać za długo na odpowiedź…

- Za Imperiummmm!!!! – wydarł się Louis i z miną zabójcy rzucił się na Harry’ego, lądując mu na plecy.

- Za Aslanaaaaaa!!! – zawył Zayn, kładąc się na kanapie dokładnie w miejscu, gdzie siedział Liam, przy okazji go przyduszając.

Co ja pacze…

- Ej, ale co mają „Gwiezdne wojny” do „Opowieści z Narnii”? – zapytał zdezorientowany Niall, nadal jedząc.

- Nic! Absolutnie nic! – zaśmiał się złowieszczo Louis.

Georgia, widząc, że się niecierpliwię, dała znak Savie, że wychodzimy.

- Dobra, chłopcy, miło było was poznać, naprawdę, ale musimy iść – rzekła Gi.

- Cooo? – zajęczał za zrezygnowaniem Louis – Jak tak możecie nas opuszczać? Nawet nie widzieliście naszych pokoi ani nie wyjadłyście chrupek Niallowi, patrząc jak zaczyna płakać!

- Wpadniemy niebawem – obiecała Savie, cała w skowronkach. – Cześć, bóstwa wy moje!

Zdusiłam w sobie odruch wymiotny.

Ubrałyśmy płaszcze, a do drzwi odprowadził nas Niall, który jako jedyny nie został zaatakowany prze obrońców Narnii i Wielkiego Imperium. Miałam wrażenie, że patrzy się na mnie cały czas, ale jedyne, co mógł oglądać, to moje plecy.

- Hej…  zatrzymał mnie jego miękki głos.

Niechętnie odwróciłam się, walcząc z chęcią splunięcia go w twarz. Uniosłam wysoko brwi, dając znak, by mówił dalej.

- Nadal nie wiem, jak masz na imię. – zmierzwił sobie włosy, patrząc w przestrzeń z zakłopotaniem.

- Na moje imię trzeba sobie zasłużyć – warknęłam, otwierając frontowe drzwi, przez które przeszłam, nie odwracając się za siebie; wyszłam z tego istnego wariatkowa, modląc się, by ten dzień się skończył.

- Łiiii, widziałyśmy się z One Direction! – zapiała Savie, gdy tylko Niall zamknął za nami drzwi – Ja nie mogę, Zayn jest taki męski…

I już się rozpływała nad jego włosami i oczami i bóg wie jeszcze, czym.

- Tylko się nie posikaj – mruknęłam, wbijając dłonie w kieszenie prochowca.

- Przepraszam, Leah, że cię nie poinformowałam, że mieszkają razem, ale wiedziałabym o twojej reakcji – przeprosiła mnie Gi.

- Nic się nie stało – rzekłam, chociaż w duchu przeklęłam.

„Zajebiście”

--------------------------------------


OHOHOHO no to jebłam rozdział trzeci. Leah i leki? Mogłyście się tego spodziewać. Ale najlepsze i tak czeka was za kilka rozdziałów. Pewnie zżera was ciekawość, co tak naprawdę działo się w jej życiu? Cóż... poczekacie sobie! :)

Nie będę się rozpływać nad tym rozdziałem, ale bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie tych 12pozytywnych reakcji pod poprzednim rozdziałem, ponad 3 tys wyświetleń i prawie 30 obserwatorów ;O ooohohohoh, dzięki wielkie!

JAKI MROCZNY SEKRET SKRYWA LEAH? DOWIECIE SIĘ NIEBAWEM! 

19 komentarzy:

  1. pisz szybko ;D zżera mnie ciekawość !

    świetny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  2. Birdy? *.* Cały dzień jej słucham! Ona jest genialna!!!
    Rozdział świetny, biedny Niall ;c Tak, zżera mnie ciekawość, co do historii Leah ;) Czekam na następnego posta! xxx

    [http://holdmetight-vick.blogspot.co.uk/]
    [http://xeverlastinglovex.blogspot.co.uk/]

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest i Birdy na dobry początek :D A co do rozdziału. ŚWIETNY! Jak wszystko co piszesz. Biedny Niall, ona tak się stara, a ta go tak odrzuca. Ale cóż, pewnie ma ku temu powody. Ale niech ona zmieknie choć trochę, niech jego urok ją omami i będzie trochę lepiej z relacjami jej i płci przeciwnej. Przynajmniej Nialla<3

    OdpowiedzUsuń
  4. co mogę o tym powiedzieć? że wielbię to co piszesz
    no normalnie cudo, cudo i jeszcze raz cudo! chcę więcej i chyba nie doczekam sie kolejnego rozdziału, więc chcę zobaczyć go jak najszybciej :) zapraszam do komentowania u mnie
    http://69-imagination.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż... jako nie-fanka 1D zdecydowanie za bardzo ubóstwiam Niall'a... twój blog jest przemegazarąbiściezarąbisty, tyle na ten temat ;D

    ~TheSimpsonizer

    OdpowiedzUsuń
  6. Pisz szybko rozdział 4.
    Twoje opowiadanie jest CUDOWNE, takie wciągające :)
    Czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Achhh.. Niesamowite.. Historia Leah jest bardzo prawdziwa. Jak moja...
    Czekam na nexta.
    ~DizzyDee

    OdpowiedzUsuń
  8. O mój Boże, nie wiem, jak to się stało, że jeszcze nie skomentowałam tutaj żadnego rozdziału oprócz prologu, ale chciałabym, byś wiedziała, że zawsze WSZYSTKO czytam i jeszcze niczego nie opuściłam.

    Twoje opowiadanie jest GENIALNE, zupełnie inne i im dalej przez nie brnę, tym bardziej mnie fascynuje. Tym bardziej zżera mnie ciekawość, co AŻ TAK zraziło Leah w przeszłości, że nienawidzi mężczyzn. Na razie nie jestem w stanie ogarnąć, co to musiało być za straszne wydarzenie, bo, przepraszam, żeby do każdego, nawet nowo poznanego chłopaka, pałać niewyobrażalną nienawiścią? Nie mieści mi się to w głowie, dlatego czytam każdy rozdział z zapartym tchem, czekając na rozwiązanie zagadki.

    Uhuuu, Niall wpadł naprawdę głęboko. Szkoda mi go trochę, bo ona go na każdym kroku odpycha, a on naprawdę się stara. Widać, że nie tylko mnie aż tak Leah intryguje. Bardzo dobrze wykreowałaś tę dziewczynę, bo chyba ciekawi ona każdego Czytelnika, tylko może nie wszyscy o tym piszą:)

    A tak na rozładowanie atmosfery, kompletnie rozwaliła mnie scena z Zaynem i Louisem. Muszę przyznać, że wyszła Ci świetnie. Dodatkowo idealnie dopasowałaś obydwie piosenki. Wspaniale pasowały do sytuacji. Chyba dzięki nim jeszcze bardziej wczułam się w Twoje opowiadanie.

    Nie wiem, co jeszcze mogłabym napisać, ale już lepiej skończę. Przepraszam za kolejny bezsensowny bełkot, na pewno masz go w pewnej chwili dość, po jeszcze zafundowałam Ci go na blogu obok... Ugh, przepraszam, naprawdę, ale czasami po prostu muszę się "wypisać". Z niecierpliwością czekam na rozdział 4, mam nadzieję, że pojawi się już niedługo:) xxx

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny :D czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  11. Chciałam tylko powiedzieć ze wielbie cię za to co tu piszesz. Na prawdę masz talent! Jeden minus to jest taki ze nie dodajesz codziennie rozdziałów xDD
    Hahhahahha jesus ta scenka z lou i zaynem była najlepsza
    Dajesz następny roz!!

    OdpowiedzUsuń
  12. świetnie, nie mogę się doczekać następnego < 3 zapraszam na mój nowy blog : http://need-you-here.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  13. super ! <3 czekam na kolejny ! :*
    Proszę wpadnij do mnie. :*
    http://xmorethanthis1d.blogspot.com/2012/04/rozdzia-1.html

    OdpowiedzUsuń
  14. zajebisty blog , czekam na nn ;) . Xx

    OdpowiedzUsuń
  15. chciałam napisać coś inteligentnego ale chyba zostanę na tym, że bardzo mi się podoba Twój blog i to opowiadanie. :)
    Laura.

    OdpowiedzUsuń
  16. Zawsze zastanawiam się nad tym, w jaki sposób mam zacząć zdanie - co niemniej jest jednak dziwne ponieważ kocham je wyrażać. Mogłabym tu pisać mnóstwo pochwał i innego typu wypowiedzi, ale w zasadzie ucieknę się tylko do tego, że czekanie na twoje rozdziały to męczarnie. Codziennie sprawdzam, czy czegoś tu nie napisałaś.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ah i zapraszam do sb na nowy roz mam nadzieje ze dasz komka :)

    http://we-say-goodbye-in-the-pouring-rain.blogspot.co.uk/2012/04/rozdzia-2.html#comment-form

    OdpowiedzUsuń