środa, 28 marca 2012

Rozdział 2:"Knowing things would never be the same, with your empty heart and mine full of pain.”




Siedziałam na kanapie w salonie Gi razem z Savie, która postanowiła trochę poeksperymentować z fryzurą I zrobiła sobie ciemniejsze pasemka I do tego pofalowała włosy; musiałam przyznać, że jak na coś niezbyt przemyślanego, wyglądało to na jej głowie całkiem dobrze. Wreszcie do salonu wpadła zdyszana Gi, zakładając kolczyki-koła ze srebra i dopiero wtedy stanęła przed nami z zaciętą miną, mając już cos powiedzieć, gdy nagle jej wzrok skupił się na mnie i zapytała, dlaczego nie mam makijażu. Wzruszyła ramionami, ale widząc, że chce mnie zaatakować tuszem, zaprotestowałam głośno, a echo mojego krzyku poniosło się po jej domu.

Prosiła mnie tak namolnie, jakby od tego zależało jej życie i wtedy zaczęłam coś podejrzewać; stanęłam za kanapą, skutecznie broniąc się przed szczoteczką od tuszu i robiąc uniki niczym Trinity w Matriksie. W końcu sprawnym ruchem wyrwałam Gi narzędzie tortur i zapytałam wprost:

- Co tu się dzieje? Powiecie mi, czy nie, bo jestem jedyną nieubraną jak na wielką galę…

Savannah posłała ponaglające spojrzenie Georgii, która tylko zaczęła strzykać nadgarstkami, jak zwykle, gdy się denerwowała i nie wiedziała, jak coś powiedzieć, tak, by nikogo nie urazić. Jednak, gdy odchrząknęła znacząco, krzyżując ręce na klatce piersiowej, czekając na odpowiedź, której mogłam się nie doczekać, nieoczekiwanie nadeszło zbawienie dla Gi. Ktoś zaczął dobijać się do drzwi.

- To ja idę otworzyć – Gi czmychnęła mi z oczu i bardzo dobrze, bo byłam gotowa ją zabić tu i teraz, nie zważając na Savannah i gościa u drzwi.

Westchnęłam i usiadłam na kanapie obok Savie, wzbijając przy tym trochę kurzu, ale jakoś mało mnie to obchodziło, szczególnie, gdy usłyszałam, kim jest nasz gość…

- Przepraszam za spóźnienie, Gi, te głupki zapomniały, że mamy tylko jeden samochód na nasza piątkę i gdzieś pojechali, nawet mnie o tym nie informując… - tłumaczył się… męski głos.

Czułam, jak się najeżam i posłałam Savie mordercze spojrzenie, a ona spuściła wzrok z zakłopotaniem – czyli musiała wiedzieć o tym, kim jest nieznany gość, płci męskiej. Że też one miały czelność mnie o tym nie informować, doskonale wiedząc o tym, że mam wstręt do mężczyzn! Wstałam z kanapy i zamaszystym ruchem wzięłam swoja torbę z podłogi, rzucając Savie przez ramię, że wychodzę. Savannah również wstała, zapewne, by mnie powstrzymać, ale nie zdążyła, gdyż w drzwiach salonu stanęła Georgia z gościem.

Był wyższy od niej z jakieś półtorej głowy i do tego miał bardzo podobny odcień włosów do włosów Gi, tylko, że uformowany w majestatyczne loki. Zatrzymał na mnie wzrok, gdy jak rozjuszony byk, stanęłam przed nimi, ciskając piorunami z oczu. Gi posłała mi przepraszający uśmiech, a chłopak obdarzył mnie spojrzeniem zielonych oczu, który przypatrywały mi się z zaciekawieniem. Miałam ochotę wziąć Gi na rozmowę w cztery oczy, ale to nie był dobry czas ani miejsce, bo znając mój wybuchowy charakter, przerodziłoby się to w prawdziwą wojnę, kto głośniej krzyknie. I zapewnie bym wygrała, jak zwykle miałam w zwyczaju.

- Emm… Leah, to Harry, mój kuzyn – przedstawiła chłopaka Georgia, telepatycznie prosząc mnie, bym nie wychodziła, chociaż mogłam przysiąc, że dobrze wiedziała, że i tak to zrobię.

Harry uśmiechnął się miło ( jak dla mnie to aż za miło) i wyciągnął w moją stronę rękę zachęcająco, ale ja poczułam tylko skurcz w żołądku ze wstrętu i nie przyjęłam jej patrząc wrogo na Harry’ego, który po chwili zdał sobie sprawę, że nie mam zamiaru nawiązywać z nim bliższej znajomości i opuścił rękę, zrezygnowany.

- Wychodzę – szepnęłam, prawie sycząc, jak zwykle w towarzystwie męskim – Nie dzwońcie do mnie, będę zajęta.

Po czym przeszłam niczym tornado, w biegu zakładając prochowiec i wyszłam na dwór. Wciskając ręce do kieszeni prochowca, stwierdziłam, że mogę iść na jeszcze jedną kawę, a potem udać się do mojego zakątka w parku, skoro pogoda dopisywała. Connie zdziwiła się, widząc, że jestem w Starbucksie już drugi raz w przeciągu niecałej godziny, ale nie skomentowała tego, nawet, gdy wzięłam podwójne espresso z mlekiem, zamiast zwyczajowej smakowej latte. Podziękowałam za kawę i autobusem dostałam się do mojego ukochanego parku. Parku ST. James’a, gdzie dawnym zwyczajem zajęłam miejsce pod drzewem – starym dębem – i wyjęłam swoje przybory do rysowania, które zawsze nosiłam ze sobą. Tylko kilka kartek i naostrzony ołówek zakończony gumką dobrej, jakości; niby niewiele, ale potrafiłam zrobić z tego niezły użytek.

Pochyliłam się nad kartką, która została oparta o okładkę teczki, w której nosiłam swoje przybory, a ołówek zawisnął milimetry nad białym papierem, tylko czekając, aż cos przyjdzie mi do głowy. Czekałam na nagłe olśnienie, jak zawsze. Potrafiłam czekać minutami, gdyż tylko najlepsze idee mogły być przelewane na papier, by go nie marnować.

Ołówek dotknął ostrą końcówką kartki, ale w moim umyśle kłębiło się tyle emocji, że nic sensownego do narysowania nie wybijało się ponad przeciętność. Wtem, nie myśląc o niczym, moja ręka zaczęła wykonywać ruchy  - rysowałam w transie, którego nie potrafiłam wytłumaczyć, ale było w nim coś z magii. Zanim zorientowałam się, co tak naprawdę przedstawia mój rysunek, patrzyłam na niego, jakbym nigdy nie widziała szkicu. Dopiero po chwili otrząsnęłam się i oparłam swoja głowę o pień drzewa.

Narysowałam parę oczu. I to nie byle, jakich oczu. Męskich. Gdybym mogła je pokolorować, zapewne miałyby delikatny odcień niebieskiego…

Zgniotłam kartkę, a wargi wygięły się w dziwnym grymasie, gdy przypomniało mi się, kto miał takie oczy. Po chwili jednak opamiętałam się i wygładziłam ją, patrząc na nią jeszcze raz.

Are hearing me? Cause I don't wanna miss, set you a drift on memory bliss….

Miałam ochotę cisnąć nim przez cały park, ale co by to dało? Raczej nie pomogłoby mi w niczym, a szkoda zmarnować tak dobry szkic. Lubiłam rysować oczy, które były, wbrew pozorom najbardziej ekspresywną częścią ciała człowieka. Wyrażały wszystko od radości, miłości po rozczarowanie, smutek, żal… wydawało mi się, że moje oczy są wiecznie smutne, nie to, co innych ludzi. Większość śmiała się nimi, mówiąc reszcie dookoła, że życie jest piękne. Tylko moje nie było.

Schowałam szkic do teczki, z dziwną delikatnością i zatrzasnęłam ją, dziwiąc się, że tekturowa teczka może narobić takiego hałasu. Miałam ochotę napić się kawy, ale zamiast tego uderzyłam czołem o teczkę, spoczywającą na moich kolanach i najzwyczajniej w świecie rozpłakałam się.

***

MUSIC

Drzwi trzasnęły tak głośno, że nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że wyleciały z nawiasów; Gi patrzyła w stronę wyjścia nieodgadnionym wzrokiem, ale po chwili westchnęła cicho i uśmiechnęła się tak, jakby było jej strasznie wstyd, ale jednocześnie jakby rozumiała zachowanie swojej koleżanki. Mrugnąłem kilka razy, odwracając wzrok od kuzynki i zobaczyłem, że w salonie jest jeszcze inna dziewczyna. Miałem nadzieję, że przynajmniej ona nie zareaguje, jak tamta...

Blondynka, stojąca na środku pokoju, trochę speszyła się na mój widok, ale nadal starała się nie stracić pewności siebie, trzymając wysoko brodę i patrząc mi prosto w oczy, uśmiechając się zachęcająco, co utwierdziło mnie w tym, że jest normalna, a nie, narwana, jak Leah.

Gi zwróciła się do mnie:

- Harry to Savannah, moja druga przyjaciółka  - podaliśmy sobie dłonie, a ja posłałem blondi mój uśmiech numer trzy, na co ona zareagowała chichotem ( kątem oka zauważyłem, jak Gi przewraca oczami), co musiało oznaczać tylko jedno. Savannah należała do grupy naszych fanek.

- Od razu chcę cie przeprosić za zachowanie Leah – rzekła Savannah, marszcząc brwi – Nie uprzedziliśmy jej o twojej wizycie, na co trochę się… zdenerwowała. Bo widzisz, jakby ci to wytłumaczyć…

- Ona nienawidzi mężczyzn – dokończyła za nią Georgia, gestem zapraszając mnie w głąb domu.

Skorzystałem z zaproszenia i po chwili siedzieliśmy na ogromnej, beżowej kanapie. Gi przyniosła nam soku; byłem lekko zdziwiony, ale także zaciekawiony przypadłością Leah, więc zacząłem dopytywać o to jej przyjaciółki:

- A wiecie, dlaczego tak ma?

Savannah i Georgia spojrzały po sobie i obie jednocześnie zacisnęły usta w cienką linię, zastanawiając się. Po chwili Savannah odpowiedziała, najbardziej dyplomatycznie, jak się dało, że to przez urazy z przeszłości. BARDZO POWAŻNE urazy. Od razu też zacząłem się zastanawiać, co mają na myśli, gdy mówią „urazy”, bo w tym przypadku definicji jest wiele.

- Co dokładnie macie na myśli? – zapytałem, podnosząc szklankę z sokiem jabłkowym do ust i czując lekko kwaskowaty posmak napoju.

- Nie wiemy dokładnie, czym to jest spowodowane – Gi zaakcentowała słowo „dokładnie”, jakby chcąc trochę urwać tą rozmowę – Leah nie mówi nam wszystkiego. Tylko tyle, ile powinnyśmy wiedzieć.

- Fajna przyjaciółka – mruknąłem, parując szklankę oddechem, którą nadal trzymałem przy ustach.

Gi uderzyła mnie lekko w udo, a ja skrzywiłem się nieznacznie i odstawiłem już pustą szklankę na szklany stolik. W końcu nie przyszedłem tu rozmawiać o jej pokręconej przyjaciółeczce. Odetchnąłem i zacząłem mówić:

- Rozmawiałem z chłopakami, a propo twojej prośby, co do naszego występu na twoich urodzinach. Nie mając nic przeciwko, szczególnie, że to dopiero za dwa tygodnie, a my aktualnie mamy wolne. Wiec udało ci się, kuzyneczko, będziesz miała One Direction na swojej dziewiętnastce.

Widziałem jak Gi się cieszy, a potem rzuciła mi się na szyję, dusząc mnie kompletnie, aż musiałam upomnieć się o dodatkową porcję tlenu, by nie paść zemdlony na gustowne panele, lub – co lepsze – w ramiona przeuroczej Savannah. Chociaż właściwie zemdlenie nie wydawało się takim złym pomysłem… Georgia dała mi adres klubu i wszystkie potrzebne informacje, więc gdy wyszedłem z jej domu godzinę później, obładowany jakimiś zapiskami i papierami, musiano mi otwierać drzwi, bo sam nie byłem w stanie, ze względu na stos makulatury w moich rękach.

Do domu, który dzieliłem z chłopakami, wszedłem niezbyt delikatnie, ale nic nie mogłem na to poradzić. Głośnym: „Już jestem!” zakomunikowałem reszcie swoje przybycie i walnąłem papiery na etażerce w przedpokoju. Rozebrałem się z kurtki i wparowałem do kuchni, gdzie oczywiście, jakżeby inaczej, Niall pochylał się nad otwarta lodówką, mamrocząc coś do siebie z niezadowoleniem. Gdy zauważył mnie, nie od razu zwrócił na mnie uwagę.

- Harry, co się stało z połową naszych zapasów? – spytał, widocznie nieszczęśliwy.

- No nie wiem… zjadłeś je? – zaproponowałem, ironizując, a po chwili uchyliłem się przed paczką, która zawierała posiekaną kapustę; paczka rozbryzgnęłam się malowniczo na ścianie za mną i oczywiście, kto będzie to sprzątał? Biedny Daddy!

- To nie jest śmieszne – powiedział z wyrzutem Niall, widząc, jak się śmieję – Ta kapusta jeszcze może się do czegoś przydać!

A on o niczym innym, tylko o jedzeniu… cały Niall. Śmiałem się jak jakiś przygłup, gdy nagle do kuchni wparował, nie kto inny, jak Daddy, posyłając nam „karne spojrzenie”, na co ja, jeszcze bardziej się roześmiałem, nadal karcony, tym razem już słownie przez Liama.

- Harry, uspokój się, bo zabiorę wam wszystkim konsolę – pogroził mi, a z salonu rozległ się protest.
- Ej, dlaczego wszyscy mamy płacić za to, że on rży jak osioł?! – wydarł się Zayn, zapewne mocno przerażony brakiem konsoli w jego życiu towarzyskim…

- To się nazywa sprawiedliwość, pacanie! – odpowiedziałem Zaynowi, włączając czajnik na kawę, której nie piłem tego dnia.

- Harry, posprzątasz tą kapustę – rozkazał Liam, wpatrując się w plamę na ścianie i robiąc facepalma – Świetnie, ciekawe, czy ta plama w ogóle zejdzie… Ja kiedyś tu z wami zwariuję.

- O ile już nie zwariowałeś – wtrąciłem, chichocząc, a Liam tylko pokręcił głową z dezaprobatą.

Tatuś usiadł na jednym z kuchennych krzeseł i patrzył jak wybieram sobie kubek na kawę. Gdy woda już się zagotowała, Niall skończył wyżerać nasze resztki z lodówki i ją zamknął, siadając ze słoikiem kiszonych ogórków, obok Liama i wpatrując się w nie, jak w najświętszą świętość. Widziałem, jak Liam zaśmiał się pod nosem.

- Opowiadaj, co z urodzinami twojej kuzynki…

- Georgii – podsunąłem Liamowi imię, siadając naprzeciw niego, starając się zignorować mlaskającego Nialla, który skupił się tak na ogórku, jakby miał go zaraz pocałować. – Wszystko, co powinniśmy wiedzieć, przywiozłem ze sobą na jakimś kilogramie papierów. Masakra, będziecie musieli mi pomóc z ogarnięciem tego.

- Będzie to jakieś duże przyjęcie?

- Pewnie ze sto osób, znając Gi – wzruszyłem ramionami, a potem upiłem kawy – ona jest jedną z najbardziej popularnych dziewczyn na uniwerku, tylko dziwi mnie to, z kim się zadaje…

Liam milczał, jakby chcąc mi dać znać, bym kontynuował, co też uczyniłem:

- Przychodzę do niej do domu, a tu nagle, w drzwiach do salonu staje nagle jakaś dziewczyna i patrzy na mnie tak, jakby chciała mi oczy wydrapać – westchnąłem, przypominając sobie tą sytuację – chciałem być dżentelmenem, więc wyciągnąłem do niej rękę do powitania, a ona nic, nadal zabijała mnie wzrokiem, no to opuściłem rękę… syknęła, że wychodzi, a drzwiami trzasnęła tak, że zdziwiłem się, że z zawiasów nie wyleciały…

Niall nagle się jakby obudził ze swojej ogórkowej miłości (ogórkowelove, normalnie) i przełknął prawie całego ogórka, chcąc coś powiedzieć, ale niestety kawałek był na tyle duży, że utknął mu w gardle i blondyn zaczął się dusić. Liam dopadł do niego, klepiąc go w plecy, a ja podałem Niallowi szklankę wody. Po kilkunastu sekundach przestał charczeć i napił się wody, cały czerwony na twarzy. Co wywołało u niego niespodziewanie taką reakcję?

Niall posapał chwile, a potem odezwał się lekko zachrypniętym głosem:

- Jak wyglądała ta dziewczyna?

Uniosłem brwi ze zdziwienia. Niallerowi chodziło tylko o wygląd dziewczyny?

- Bo ja wiem, trochę niska, blada cera, blond włosy prawie do pasa, brązowe oczy… 

Z każdym moim słowem oczy Nialla robiły się coraz większe, aż przypominały takie ogromne lizaki sprzedawane na straganach świątecznych. Jakie znaczenie miała dla niego ta dziwna Leah, skoro nawet jej nie znał?

- Liam, to ona! – rzekł pewnie Niall, patrząc na Liama, który tylko westchnął ze zrezygnowaniem – To dziewczyna ze Starbucksa!

              - A ten znowu zaczyna – mruknął Liam, machając ze zrezygnowaniem ręką i wychodząc.
---------------------------------------


Rozdział drugi... i perspektywa Harry;ego. Zdziwieni tym, że Georgia i Harry są kuzynostwem? Hhaha, chyba niezbyt :P W planie jest perspektywa wszystkich członków zespołu, tylko muszę je jakoś wpleść w fabułę. Na razie napisałam 13 rozdziałów (kurde, jestem dumna z siebie!) i mam już perspektywę Nialla, Liama, Harry'ego... nawet Savie! Chyba muszę dopisać coś z perspektywy Zayna i Lou. A może wolicie coś innego? Piszcie!


Jak to może się zakończyć? Czy Niall dopnie swego i spotka się z Leah? Jak ona na niego zareaguje? Dlaczego Leah nie chce mówić o swojej przeszłości? Dlaczego się tnie? Czytajcie dalej, by się dowiedzieć!


Follow @Pauline__1994 lub piszcie na gg 4441489, chętnie odpowiem na jakiekolwiek pytania :)

14 komentarzy:

  1. Super opowiadanie, jestem od niego uzależniona :)
    Kiedy następny rozdział?
    Czekam <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś czuje, że dziewczyna ma jakąś dużą tajemice z którą będziesz się z nami dzielić w każdym rozdziale. Osobiście bardzo mi sie podobał i oczywiście czekam na kolejny :)


    van-ill-op.blogspot.com/ zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tajemnicza ta Leah.. Ale to dobrze, przynajmniej nie będzie nudno ;) Bardzo podoba mi się dotychczasowy rozwój akcji, czekam z niecierpliwością na następny rozdział.
    P.S. Ty już napisałaś 13 rozdziałów?! Podziwiam Cię, dziewczyno, ja mam czasem problem z napisaniem jednego.. Widać, że kochasz pisać.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. hah dziewczyna ze starbucksa :P fajny dodawaj czesciej proszeee <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Twoje opowiadanie jest bardzo ciekawe, doceniam to jak wiele pracy w nie wkładasz, pozdrawiam i zachęcam Cię do dalszego pisania :)
    Anonymous

    OdpowiedzUsuń
  6. Dopiero dzisiaj zaczęłam go czytać, choć dawno powinnam... No, ale czasu nie było zbyt wiele. Z tym rysowaniem... jakby była w transie. Akurat czytam pewną książkę, i to właśnie mi ją trochę przypomniało, ale to dobrze.
    Oczywiście czytają to, piłam kawę i narobiłam sobie smaka na kawę ze Starbucksa. No, ale mniejsza o to.
    Kurde, umiesz wszystko opisać, co pozwala mi się znaleźć obok bohaterów. Normalnie czuję się, jakbym stała około nich i ich obserwowała.
    Prolog. Świetny, bo co mogę innego powiedzieć. Żyletka, czytając o tym, jak się cięła... Przypomniał mi się środowy wieczór i to co się działo w mojej łazience... Memento mori - pamiętaj o śmierci.
    Nie mogę się doczekać dalszych losów dziewczyny, chcę już wszystko wiedzieć, dowiedzieć się czemu jest tak, a nie inaczej.
    Nie umiem pisać długich i logicznych komentarzy, zazwyczaj wychodzi z tego masło maślane, jak np. z tego. No, ale liczą się chęci, prawda? :)
    Nie no, 13 rozdziałów, brawo. Ja do nowego mam zaledwie 5 i nic więcej nie mogę z siebie wydusić. Nie mam nastroju, niczego nie mogę napisać. Ale mam nadzieję, że niedługo mnie najdzie. Przecież muszę napisać rozdział z perspektywy Anabell<3

    OdpowiedzUsuń
  7. Zajebisty :D czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Podążając w ślady wielu fanek One Direction postanowiłam założyć bloga z opowiadaniem, w którym chłopaki odgrywają niemalże główną rolę.
    Jest to historia opisująca losy trzech przyjaciółek, które w pewnym momencie, jak zapewne każdy się domyśla, spotykają na swojej drodze chłopaków z One Direction. Starałam się, by opowieść nie wyszła na zbyt banalną i przewidywalną, jedynek efekty mojej pracy będziesz musiała ocenić sama.
    Serdecznie zapraszam Cię na prolog mojej historii. Mam nadzieję, że skusisz się i do mnie zajrzysz: http://cry-to-me.blog.onet.pl/

    PS: Przepraszam za ten niewielki spam, mam nadzieję jednak, że zrozumiesz.

    OdpowiedzUsuń
  9. Łohohoho! Podoba mi się! Jest takie....fajne? Ciekawi mnie historia Leah... Opowiesz nam ją prawda? I jaram się tym, że głównym bohaterem będzie Niall :D Czekam na nn xx

    [http://holdmetight-vick.blogspot.co.uk/]
    [http://xeverlastinglovex.blogspot.co.uk/]

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajnie, zupełnie innaczej... :)

    OdpowiedzUsuń
  11. zajebisty rozdział. Jestem ciekawa jak to wszystko sie to wszystko dalej potoczy. Czekam na następny rozdział:D:D
    zapraszam do komentowania u mnie :)
    http://69-imagination.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Kurczę ...ŚWIETNIE ♥ Wg masz bardzo fajny nagłówek :)
    Zapraszam do siebie : throw-the-key.blogspor.com :)

    OdpowiedzUsuń
  13. http://1dourlovestory.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Niesamowite. Intrygujące. Zaskakujące. Z odrobiną humoru. Baaaardzo wiarygodne. Po prostu fantastyczne. Właśnie zyskałaś nową fankę. Moge prosić autograf:)?

    OdpowiedzUsuń