poniedziałek, 19 marca 2012

Rozdział 1: “The dreams in which I'm dying are the best I've ever had”



Obudził mnie jak zwykle młodszy kuzyn, którego nie obchodziło, że jest sobota i normalni ludzie lubią pospać sobie dłużej niż do ósmej rano, a nie tak jak on, wstawać już przed ósmą i budzić wszystkich domowników przeciągłym: „ŁŁŁŁŁŁAAAAAAAAAAA!”, jak to miał w zwyczaju. Nie przejęłam się jednak zbytnio tym, że w zapamiętaniu skakał mi po łóżku, krzycząc, żebym się obudziła, na co ja tylko nałożyłam na głowę poduszkę i jęknęłam, starając się odizolować od nieznośnych dźwięków, jakie wydawał. On chyba, jako jedyny nie przejmował się tym, że jestem „inna” i biorę leki antydepresyjne. Był za mały, by to pojąć, a tak przynajmniej starałam się to sobie tak tłumaczyć. Sześcioletnie dzieci czasami były bystrzejsze od dorosłych. Ale były też zbyt naiwne. Kiedyś ta naiwność je zgubi…

W końcu, chcąc, czy nie chcąc, zerwałam się z łóżka, mamrocząc pod nosem przekleństwa pod adresem porannego wstawania. Gdy minęłam swoje odbicie w lustrze, aż zaklęłam ponownie, widząc wielki kołtun na samym środku mojej głowy. Zachciało mi się spania w niedbałym koku, to teraz mam za swoje. Zanim zeszłam na dół chwyciłam szczotkę i starając się rozczesać, to prawie żywe „coś”, stanęłam w lekkim rozkroku przed lustrem, zapewne wyglądając nie mniej komicznie niż Anakin Skywalker w kostiumie króliczka Playboy’a. Chociaż nie, ten to przynajmniej wyglądałby seksownie, nie to, co ja.

Gdy rozczesałam włosy, ze zdziwieniem odkryłam, że sięgają mi prawie pasa. „Przydałoby się je trochę podciąć”, pomyślałam, chwytając blond pasma w dłonie i przejeżdżając po ich gładkiej fakturze. Co jak, co, ale włosy to miałam naprawdę piękne. Chyba dużo studentek, nie tylko z mojego rocznika, zazdrościło mi ich. Najlepsze było w nich to, że nie puszyły się, gdy zmokły; łatwo było je rozczesać i zawsze miały ten sam kolor – miodowy z uroczymi brązowymi oraz prawie białymi refleksami. Oczy też podobno przyprawiały o dreszcze, chociaż nie wiedziałam, dlaczego. Ich kolor przypominał mi mleczną czekoladę, mieniącą się czasami żółtawymi i zielonkawymi refleksami, zakończonymi ciemną obwódką o kolorze świeżo zmielonej kawy. Moje oczy idealnie kontrastowały z jasną skórą, bo wydawały się takie ciepłe, a skóra zimna. Chociaż jak dla mnie i oczy i skóra przypominały mi, że jestem wrakiem.

Na dole przywitała mnie ciocia, smażąc bekon dla siedzącego już przy stole Davida, młodszego kuzyna, który nie wiadomo jak, teleportował się z mojego pokoju do kuchni w ułamek sekundy, a ja nawet go nie zauważyłam. Potrafił przemykać korytarzami lepiej niż rasowy złodziej. Chętnie zamknęłabym swój pokój na klucz, ale niestety, od kiedy moje wujostwo zauważyło i zarekwirowało Kinię, po moim ostatnim, nawet lekkim wybryku, a do tego wysłało mnie do psychiatry, który od razu postanowił, że trzeba mnie jak najszybciej leczyć, odebrano mi klucz do pokoju, z obawy, że mogłabym się tam zamknąć i jeszcze coś sobie zrobić.  Myślałam o tym, ale chyba musiałabym być jakaś nienormalna, by się jeszcze narażać wujowi i cioci po tym, jak odkryli Kinię.

Przywitałam ją po cichu, a ona tylko skinęła głową, nadal zła za tą całą sytuację z Kinią. Ile można się gniewać? Przecież minął już prawie cały miesiąc! Najwyraźniej można było, a ciocia służyła jako „eksponat A”. Nie myślałam, że kiedykolwiek ciocia podniesie na mnie głos – kochała mnie ponad życie, była dla mnie jak druga matka – ale „tamtego” dnia nie szczędziła mi gorzkich słów w tonacji o jakieś trzy oktawy wyższe, niż normalna. Wiedziałam, że ją zawiodłam, ale naprawdę, nie widziałam sensu w moim życiu, jakby wyparował wraz z moimi narodzinami. Niby miałam ją, wujka i Davida, ale czułam się taka… pusta w środku. Czułam się tak, jakby ktoś mnie popukał, a po świecie rozległ się głuchy odgłos, które wydawało moje ciało. Byłam jak pusta muszla. Piękna, ale bez niczego w środku.

Zjadłam ( czyli tak naprawdę połowa trafiła do mojego żołądka, połowa została rozmazana na talerzu) śniadanie i oznajmiłam cioci, że wychodzę na pogaduchy do moich przyjaciółek Savannah i Georgi. Były chyba jedynymi osobami z mojej uczelni, które odzywały się do mnie w miarę normalnie. Inni patrzyli na mnie tak, jakbym była zombie. Prawdopodobnie tak wyglądałam w ich oczach, ale opinia innych, szczególnie tych, którzy nie znali mojej historii, mało mnie obchodziła. Skąd mogli wiedzieć, dlaczego tak, a nie inaczej się zachowuję, skoro nawet nie zamienili ze mną ani jednego słowa? Czasami najlepiej jest być ignorantem. Szczególnie w takich sprawach.

Savannah (nazywana przez nas Savie) i Georgia ( nienawidziła swojego imienia, dlatego używała zdrobnienia Gi) były chyba jedynymi osobami, które tak naprawdę mnie znały. Mimo, że za nami rozciągał się jedynie rok znajomości, wiedziałam, że mogę na nich polegać, jak na nikim innym. Niestety, nie byłam gotowa zaufać im na tyle, by zdradzić im każdy szczegół ze swojego bolesnego życia. A szkoda, byłam pewna, że by zrozumiały. Mimo wszystko… nie mogłam, po prostu nie mogłam.

Savannah była posiadaczką najpiękniejszej figury, jaką kiedykolwiek świat widział. Była idealna w każdym calu – od słomianych włosów do dużych, zielonych oczu. Od czubka głowy od wymaniciurowanych paznokci u stóp. Była typem diwy, ale na szczęście nigdy takiej, której sodówka uderzyła do głowy. Obracała się w znakomitym towarzystwie bogaczy, ale nie lubiła sztywnych imprez, tylko spontaniczne, czasami przesadzone domówki.

Georgia zawsze musiała błyszczeć, ale wiedziała, kiedy musi się usunąć na bok i pozwolić działać innym. Zazdrościłam jej pięknych i bujnych (choć nie tak długich jak moje) falowanych, szatynowych włosów i stalowoszarych, zazwyczaj zimnych, oczu. Należała do tych wiecznie zorganizowanych i punktualnych, ale potrafiła zaszaleć. Nienawidziła, gdy ktoś jej się sprzeciwiał, ale mogłam na niej polegać, po prostu do rany przyłóż.

Przy nich czułam się taka… nijaka. Obydwie potrafiły opowiedzieć dowcip, podrywać facetów, (podczas, gdy ja ich unikałam jak ognia przez większość swojego życia), naginać wykładowców i zjednać sobie każdego. Tym bardziej nie rozumiałam, dlaczego padło właśnie na mnie…, dlaczego właśnie ja zostałam ich przyjaciółką? Byłyśmy jak różne żywioły. Savannah przypominała ogień, Georgia wodę, a ja ziemię. Chyba byłam najbardziej stała i cicha. Jak ta skała, stojąca na pustyni, gdzie nie ma nikogo; samotna, obmywana przez piasek, przenoszony przez wiatr.

Z dziwnymi myślami ubrałam się w jasnoniebieskie rurki, biały t-shirt z dekoltem w serek, na który nałożyłam piaskowy sweterek, który pasował do moich balerin. Tak cieszyłam się, że mogłam je zakładać – w końcu niedługo lato wkraczało wielkimi krokami, nawet w tak pochmurnym kraju jak Anglia. I tak pochmurnym mieście jak Londyn. Na to narzuciłam tylko mój wysłużony, ale ukochany prochowiec – kieszenie wypełniały mi jedynie komórka i portfel – i byłam gotowa do wyjścia. Zrezygnowałam z makijażu, w końcu była sobota. Komu chce się malować w weekend, gdy i tak nie spotka się nikogo znajomego?

Starałam się nie trzaskać starymi drzwiami, ale i tak rozległ się za mną nieprzyjemny dźwięk. No nic, trzeba żyć dalej. Udało mi się załapać na autobus, którym i tak przejechałam tylko jeden przystanek, bo dom Georgii mieścił się naprawdę blisko mojego. Najgorzej miała Savannah, ale ona i tak dojeżdżała swoim audi, więc nie stanowiło dla niej problemu przejechanie połowy miasta, szczególnie z jej stylem jazdy, za który już dawno powinna mieć odebrane prawo jazdy.

Stwierdziłam, że jestem oczywiście przed czasem i to jakieś dwadzieścia minut – plusy wczesnego budzenia przez Davida – więc postanowiłam wybrać się do Starbucks’a, ale nie po to, by polansować się, jak większość ludzi robiła, tylko z jednej, prostej przyczyny – nie mogłam żyć bez ich kawy, a w szczególności bez ich Latte smakowego. Zawsze brałam jaki inny smak, tak dla urozmaicenia. O wczesnej porze wiedziałam, że nie będzie kolejki, dlatego też, stałam przed ladą, spokojnie odliczając pieniądze.

- To, co zwykle? – zapytała Connie, dziewczyna w dredach, która zawsze miała zmianę, jak pojawiałam się w Starbucksie.

- Tym razem orzechowa. – powiedziałam, skupiając się nadal na liczeniu monet, aż w końcu z zadowoleniem położyłam je na plastikowej podkładce i odwzajemniłam uśmiech Connie, którym obdarzała mnie za każdym razem.

Connie wzięła ode mnie pieniądze i zaczęła przygotowywać moja kawę na wynos, a ja oparłam się o wystający kawałek blatu, przy którym czekało się na swoje zamówienie. Po kilku minutach ściskałam już swoje latte w dłoni, dziękując Connie. Nałożyłam na kubek tylko otoczkę, by nie poparzyć palców oraz wieczko i odwróciłam się w stronę wyjścia. Podniosłam głowę, by lepiej zlokalizować drzwi, gdy nagle przed oczami zamajaczył mi kształt.

- Uważaj! – syknęłam, co sprawiło, że kształt zatrzymał się niespodziewanie, kilka centymetrów ode mnie. 

Dopiero po bliższej analizie i wyostrzeniu wzroku, doszło do mnie, że tym kształtem okazał się chłopak. Odskoczyłam od niego, gdy tylko zorientowałam się, jakiej płci jest; miałam wrażenie, że moja twarz robi się szara jak papier. Jego morsko niebieskie oczy przez chwilę analizowały moje zachowanie, a brwi nad nimi zmarszczyły się, formując się w jedną linię. Chłopak zmierzwił swoje blond włosy, trochę jaśniejsze od moich i już chciał się odezwać, gdy mu przerwałam, niegrzecznym tonem:

- Następnym razem uważaj bardziej, gdzie idziesz. – burknęłam, starając nie patrzeć mu w oczy i minęłam go, zanim zdążył mnie przeprosić.

Dla takich nawet nie warto czekać na przeprosiny. Grunt, że kawa się nie wylała i mogłam ze spokojem sączyć ją, dochodząc powoli do domu Gi. Patrząc na jednakowe domy w rzędzie, czułam się jak w jakimś dziwnym, zanadto poukładanym świecie.

It’s a very, very mad world…

O tak, chory ten świat… niezaprzeczalnie chory.

Zadzwoniłam do domu Gi, która otworzyła mi z lekką paniką na twarzy, nadal trzymając w jednej ręce szczoteczkę od tuszu do rzęs. Ruchem dłoni zagoniła mnie do środka i nakazała zająć się sobą. Nie miałam pojęcia, dlaczego się tak stroiła. Przecież miałyśmy być tylko ja, ona i Savie. Chyba…

Chyba, że mieli zjawić się jacyś niezapowiedziani goście.

Dostajesz paranoi, Leah, kogo niby Gi miałaby jeszcze zapraszać?”, zganiłam się w głowie, machając ręką w powietrzu i zabrałam się do rozbierania się z prochowca, stawiając kawę na parapecie.


***


Spod pół przymkniętych powiek zobaczyłem, jak Niall niesie kawę z jakimś nieobecnym wzrokiem, ale to był Niall, zapewne myślał o jedzeniu. Tylko wtedy się tak zamyślał, tak na poważnie. Zdziwiłem się, gdy potknął się o wystający kamień, w ostatniej chwili kładąc kawy na naszym stoliku. Niall i niezdarność? Od kiedy? Niall i jego miłość do jedzenia – to prędzej. Lecz nigdy nie powiedziałbym, że Niall jest niezdarny. No, może czasami, wywali się o coś… ale zawsze jest jakiś powód.

- Przepraszam – wymamrotał Niall, siadając obok mnie i unosząc swój kubek, by sprawdzić, czy nie został ubrudzone od spodu.

- Pierwsze potknięcie od czasu feralnego poślizgu na kręgielni – zaśmiałem się i zmierzwiłem moje brązowe włosy, które gdy tylko trochę zarastały, zaczynały się lekko kręcić, lecz nie były to takie majestatyczne loki, jak u Harry’ego.

Blondyn zmierzył mnie wzrokiem mordercy, a ja zachichotałem, przyciągając swój kubek bliżej. Upiłem łyk i ułożyłem się wygodniej na krześle, patrząc na nieobecnego Niall’a, który widocznie miał coś ważniejszego na głowie, niż kawa ze swoim najlepszym kumplem, czyli mną, Liamem Paynem. Popukałem Niall’a w ramię, a gdy wzdrygnął się, zdusiłem kolejną salwę śmiechu.

- Powiesz mi, o czym tak namiętnie myślisz? – zapytałem go, gdy poprawiał się na siedzeniu, trąc czoło.

Zawsze tak robił, jak starał się sformułować jakąś głębszą myśl.

- Wpadłem na kogoś w środku… - zaczął, a ja zauważyłem jak jego policzki powoli rumienią się – Zachowywała się… dziwnie. I chyba nie zauważyła, kim jestem.

- Och, nie, Niall, jak to przeżyjesz! – ironizowałem, zanosząc się śmiechem, a potem momentalnie skrzywiłem się, dostając kuksańca w kostkę. – Ej, to bolało! Myślałem, że nie lubisz przemocy!

- Bo przemoc to ostateczność – spojrzał na mnie spode łba, a ja już wiedziałem, że lepiej nie żartować dalej, bo mogło skończyć się na czymś więcej, niż bolącej kostce; po chwili jednak westchnął i kontynuował – Nie wiem, Liam… ona chyba… bała się mnie, bo gdy się zderzyliśmy, najpierw na mnie naskoczyła, a potem, jakby zbladła, coś wymamrotała i już jej nie było.

Niall zmarszczył brwi, a ja tylko pokręciłem głową, wzruszając ramionami.

- Kto wie, może ona ma z mężczyznami, tak jak ja  z łyżkami? – rzekłem, udając zadumę; ech, miałem dobry humor, nie powiem, a biedny Nialler stał się obiektem moich dziwnych żartów, których nikt nigdy nie mógł załapać.

Nie to, co żarty Louisa. Jego dowcip o grzybie idącym na imprezę robił furorę, szczególnie, gdy Zayn zaczynał śmiać się jak opętany, co było naprawdę dziwne i takie… chwilami nienormalne. Ale przyjaciół się czasami nie wybiera. Należałem do One Direction, grupki, w której każdy był inny. Ale wiele nas też łączyło – między innymi miłość do muzyki i tańca. No, może jedyny Zayn nie lubił tańczyć, chociaż gdy trochę więcej się napił, szalał na parkiecie niczym tygrys. W każdym razie, podobała mi się w nas jedna rzecz – że mimo różnic, potrafiliśmy się dogadać, byliśmy jak rodzina. Wiem, ilu ludzi oddałoby, żeby mieć taką rodzinę, ale przykro mi, ja z nikim nie mam zamiaru się zamieniać!

Poczułem znajome wibracje i wyciągnąłem telefon z kieszeni.

„ Gdzie jesteście? Ktoś musi mnie podwieźć do kuzynki i to migiem!”

Uniosłem brwi w zdziwieniu. Przecież Harry mógł sam pojechać do kuzynki, skoro zdał niedawno na prawo jazdy. Myślałem chwilę, po czym przypomniało mi się, że nadal nasza piątka posiada tylko dwa samochody, a jeden z nich brał wczoraj Lou, bo auto potrzebowało natychmiastowego przeglądu. A to oznaczało…

„ Zaraz będziemy, tylko dokończymy kawę.”

„Mam gdzieś waszą kawę, jestem już i tak wystarczająco spóźniony.. Czekam na auto, Daddy! Xx”

Dałem znać Niallowi, żeby ruszył swój zacny zadek z krzesła i w tempie szybszym niż prędkość światła, znaleźliśmy się w naszym srebrnym volvo, które naprawdę wymagało mycia, bo powoli z szarego przechodziło w brąz i to nie miał być mój kolejny żart. Muszę przypomnieć o tym Louisowi, skoro ostatnio jest skory do zajmowania się naszymi autami.

Harry czekał przed naszym domem, na szczęście nie było tam ani jednego paparazzi, więc odetchnęliśmy z ulgą. Normalnie bym go nie rozpoznał na tymi ogromnymi okularami i szerokim kapturem na głowie, przysłaniającym tego loki, za którymi tak przepadały fanki. Widać było, że jest „lekko” poirytowany, a zdradzały go usta, zaciśnięte w cienką linię.

- Dłużej się nie dało? – mruknął z niezadowoleniem, podchodząc do nas i krzyżując ręce na klatce piersiowej. 

- Przykro mi, byliśmy w naszym Starbucksie – usprawiedliwiłem się, a potem rzuciłem mu kluczyki do wozu. – Wiesz, że to jednak jest kawałek drogi.

- Trzeba było mnie zabrać ze sobą, jadę w te rejony! – krzyknął za nami Harry, podczas gdy ja i Niall ze spokojem udaliśmy się do domu, by przez resztę dnia przeleżeć na kanapie w salonie.


--------------------------------------------

No i jest rozdział pierwszy.. strasznie dołujący. Kilka pierwszych niestety takich będzie, by wprowadzić was w klimat tej niecodziennej historii. Potem, możliwe jest tej ożywienie, ale niestety, trzeba przeczytać trudne rozdziały, by wszystko zrozumieć. Ostrzegałam, mówiąc, że to nie jest łatwa historia. Życie Leah nigdy nie było łatwe, niektóre jej przeżycia są moimi przezyciami, ale przynajmniej dzięki temu bardziej wczuwam się w pisanie.

Chciałam podziękować za miłe i liczne komentarz pod prologiem. Nie wiedziałam, że ten blog zostanie odebrany tak pozytywnie i tak szybko zyska czytelników.! Jestem naprawdę wdzięczna za każdy komentarz :) Szczególnie dziękuję Avicii  - za te twoje "nienaturalnie długie" i strasznie motywujące komentarze, które dają mi wenę na nowe rozdziały. Dzięki za bycie fan #1 <3 Ten rozdział z dedykacją dla ciebie!

Spekulacje na dziś: Jak myślicie, co się stanie? Co tak naprawdę czuje Niall? Fascynację? Niechęć? Dlaczego Leah się tnie i czy jeszcze spotka Nialla? Co tak naprawdę zadecydowało o jej niechęci do mężczyzn?  Czy Niall okaże się tym "wyjątkowym"?


Follow @Pauline__1994 lub piszcie 4441489 jeśli macie jakiekolwiek pytania :) (często jestem niewidoczna na gg, więc możecie próbować pisać, jak chcecie) Informuję o nowych notkach tylko na gg i twitterze! Piszcie, jeśli chcecie być informowani!

10 komentarzy:

  1. Kurczaki ziemniaki, rozdział z dedykacją dla mła! Ale mam zaciesz! Mama znowu stwierdziła że coś ze mną nie tak. x.x Ale dzięki dzięki wielgarne ^-^
    Czytałam z wielką zachłannością i oczekiwałam czegoś bardzo fajnego.
    niestety..
    ale..
    okazało się jeszcze lepsze !
    Bardzo wczułam się w tą historię, i czytam to starając się postawić w sytuacji Leah (swoją drogą, fajne imię) i parę swoich przypuszczeń już mam.
    1. Co jest powodem okaleczania się głównej bohaterki ? Czytając prolog stawiałam na kłopoty z schizofrenią. Teraz bardziej idę w kierunku narkotyków. (sama wplatam je w opowiadanie na swoim blogu)
    2. Co tak na prawde czuje Niall ? na pewno jest zaintrygowany. i zaciekawiony.
    3. OCZYWIŚCIE ŻE LEAH GO SPOTKA! Jak nie, teleportuje się do Ciebie i ukatrupię. Choć, szkoda byłoby zmarnować taki talent jaki Ty masz.
    teraz mniej więcej wiesz co zrodziło się w mojej zaprzątanej łepetynie. a jak na prawdę będzie, mam nadzieje że się wkrótce dowiem :D
    dużo weny życzę xxx
    [only-that-one-thing.blogspot.com ]

    OdpowiedzUsuń
  2. ciekawy blog ... czekam na kolejny rozdział
    Kaiss <3

    OdpowiedzUsuń
  3. normalnie się wciągnęłam ^^ chyba już pisałam o tym, ale się powtórzę xd - wreszcie coś, gdzie nie ma samego love story ;] nie mam pojęcia co mogłabym jeszcze napisać, poza tym, że opowiadanie mi się strasznie podoba i że nie mogę się doczekać następnego odcinka ;d

    Poozdr. ;p

    ~TheSimpsonizer

    OdpowiedzUsuń
  4. Musze przyznać, że strasznie mnie zaciekawiło, bardzo jestem ciekawa historii Leah i tego jak ona powiąże się z chłopcami, dlatego czekam na kolejny i mam nadzieje, że dodasz szybko ;)


    van-ill-op.blogspot.com / zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawie się zaczyna, już bardzo mi się podoba. Ale jak ktoś ma talent, to chcąc nie chcąc, i tak mu wyjdzie.. ;) Czekam z niecierpliwością na następny i dalszy rozwój akcji.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przy prologu się rozpłakałam . Pięknie dobrana muzyka . Niall na pewno spotka główną bohaterkę , bo w prologu było że gdy się Kinią zacinała to myślała o Niallu . Nie wiem czy to ten , a może to tylko zbieg okoliczności ,ale tam było jak dobrze pamiętam , że był utalentowany i Przystojny i takie tam . Jestem ciekawa czy Leah powie co się stało , że ma dystans do mężczyzn . Rozpisałam się trochę . Przepraszam . A tak przy okazji kiedy dodasz nowy rozdział ?

    I to opowiadanie warte przeczytania zapraszam . Nie moje ,ale bardzo mi się podoba więc daje link http://coseitsgottabeyou.blogspot.com/
    Zapraszam ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Zajebisty :D czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń
  8. rozdział świetny. cudownie zaczęłaś. ciekawi mnie dalszy rozwój sytuacji<3
    czekam na nn! xx
    zapraszam do siebie: http://free-fallin-one-direction.blogspot.com/
    mam nadzieję, że również odwdzięczysz się kom i opinią(;

    OdpowiedzUsuń
  9. Odkryłam dopiero teraz, ale jestem zauroczona. Będę twoją stałą czytelniczką. Gratuluję pomysłu no i oczywiście talentu:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zapraszam do czytania blogów: http://www.my-true-story-of-one-direction.blogspot.com/
    http://llove-story10onedirection.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń