piątek, 9 marca 2012

Prolog: "You'll be allright, no one can hurt you now..."



Czy chcieliście oddać kiedyś życie za miłość? Byliście zdolni do takiego poświęcenia? Można by powiedzieć, że ja byłam. Byłam gotowa zrobić dla niego wszystko i byłam pewna, że on także skoczył by dla mnie z przysłowiowego mostu. Ale czy można jednocześnie kogoś kochać i nienawidzić? Czy można kochać kogoś, kto przypominał ci wszystkie twoje upadki sama obecnością?

Przecież nie powinnam go kochać, naprawdę. Wiecie, dlaczego? Zostałam zraniona tyle razy i w tak brutalny sposób, że jedyną rzeczą, jakiej potrzebowałam to spokój. Święty spokój. Za każdym razem, gdy próbowałam na nowo zaufać mężczyznom, oni pokazywali mi, dlaczego nie powinnam. Dlatego też postanowiłam, że skończę tą grę. I skończyłam ją szybko, otaczając się murem z własnych wspomnień i lęków. Odizolowałam się od świata, który mnie tak ranił i stałam się wrakiem. Wrakiem, który nie czuje już nic, jest tylko biernym obserwatorem tej ponurej i drażniącej rzeczywistości. Czasami miałam jej dosyć, ale byłam zbyt słaba, by zakończyć swoje życie. Dopiero, gdy patrzyłam na starzejące się pary, dopadała mnie nostalgia… czy ja też będę tak wyglądać? Czy może umrę stara i zapomniana przez wszystkich tych, których od siebie odepchnęłam? Memento Mori, rzekłabym, ale słowa te zawsze gdzieś zatapiają się w mojej świadomości i znikają, pojawiając się wtedy, gdy najbardziej  cierpię…

Cierpiałam wiele razy, ale jedyną rzeczą, która mi wtedy towarzyszyła, była nieodłączna żyletka. Nazywałam ją pieszczotliwie Kinią, chociaż wiedziałam, że ona nie ma duszy. Była tylko przedmiotem, dosyć niebezpiecznym, szczególnie w moich rękach, które pokrywały cienkie blizny, mówiące o mojej przeszłości, nawet o moim pojedynczym akcie odwagi.

Było to pewnego letniego wieczoru, gdy stwierdziłam, że zawsze już będę sama. Kolejny raz odpychałam kogoś, kto chciał się do mnie zbliżyć i lepiej mnie poznać. Był przystojny, utalentowany, nawet, mogła przyznać, że czasami byliśmy d siebie… podobni. Jednak mi to nie wystarczało, bo za każdym razem, gdy patrzyłam w jego czy, coś we wnętrzu, mówiło mi „uciekaj, póki możesz!”, chociaż był najmilszy z tych wszystkich, których poznałam. Nie interesowało go to, co kiedyś się stało... A ja, co zrobiłam? Oczywiście uciekłam... Uciekłam do domku na drzewie, w ogrodzie moich zastępczych rodziców, za których robiło moje wujostwo. Prawdziwi rodzice już dawno o mnie zapomnieli, mając do dyspozycji kilka butelek wódki. Nigdy nie zaznałam od nich niczego dobrego, dlaczego więc miałam za nimi tęsknić? Kinia dawała mi więcej miłości niż oni, obydwoje razem wzięci. Szczególnie tamtego wieczoru, gdy byłam taka samotna i taka nieszczęśliwa.

Zanim chwyciłam Kinię do ręki, myślałam o nim. Cały czas, na okrągło, patrząc, jak łzy żłobią sobie drogę od wewnętrznych kącików oczu, rozmazując mi makijaż, po brodę, z której skapywały na rękawy cienkiego sweterka, zaciśniętego mocno na moich rękach, niczym pajęczyna. Łzy skapywały na sweterek, na drewnianą podłogę, na moją skórę, nawet na Kinię. Jednak to wszystko było martwe… a wspomnienia o nim były takie żywe. Zamykałam oczy i czułam, jakby przy mnie był, jakby obejmował mnie ramionami. Tylko on mógł mnie dotykać, nikomu innemu na to nie pozwalałam… był kimś, kto znał moją historię, kto mnie rozumiał i pocieszał mnie, gdy nie wytrzymywałam psychicznie. Mogłam uznać go za moją ostoję; ja byłam statkiem – on portem, do którego przypływałam. Dlaczego wszystko musiałam zniszczyć w jednej sekundzie; relacja runęła jak domek z kart strącony podmuchem wiatru. Dla czego? Po co? Wszystko przez to, że bałam się, że go kocham? Przecież chciałam go kochać… bardziej niż kogokolwiek innego. Byłam tchórzem, bo bałam się mu to powiedzieć, ale istniała możliwość, że nigdy się nie dowie…

Wtedy podjęłam decyzję.

 I remember you said don’t leave me here alone, but all that’s dead and gone and passed tonight...

Kreśliłam poziome szramy na lewym nadgarstku powoli, uważając, by nie za mocno się zaciąć. Po głębszych „rozmowach” z Kinią często pozostawały niechciane blizny, których starałam się unikać, bo trudno było je zatuszować. Chociaż powinnam się zabić… ta myśl przeleciała mi wtedy kilkakrotnie po głowie. I nie pamiętam, co było powodem – bezsilność, lęk, wyczerpanie, złość – że zacisnęłam usta w cienką szparkę, zamknęłam oczy i zaryłam Kinią głębiej niż kiedykolwiek. A potem rzuciłam nią o ścianę, krzycząc. Łzy skapywały mi po twarzy, a na widok krwi, zemdliło mnie. I po raz pierwszy w życiu zemdlałam.

A ostatnią rzeczą, jaka majaczyła mi przed oczami, były krwawiące szramy, układające się w jego imię.

NIALL.



----------------------

Tak więc jest prolog... z którego jestem naprawdę zadowolona. To opowiadanie jest tak naprawdę czymś, nad czym zastanawiałam się od miesiąca i jest naprawdę przemyślane. Są tu czasami jakieś dziwne odwołania, ukryte znaczenia w dialogach.... dlatego czasami trzeba będzie czytać między wierszami.

I teraz spekulacje: Co mogło stać się potem? Co było przyczyną desperackiego aktu bohaterki? Dlaczego to robiła? Jaka była jej przeszłość? Ciemna? Może nie warta zapamiętania? Dlaczego nie powinna kochać Nialla? 
Dziękuję, za każdy pojedynczy komentarz <3

Follow @Pauline__1994 lub napisz 4441489 chętnie odpowiem na jakiekolwiek pytania :) 

13 komentarzy:

  1. O mój Boże, strasznie smutny ale przepiękny początek. Piosenka idealnie tu pasuje.

    Sama nie wiem czemu miałaby nie kochać Nialla. Wszystkie moje przemyślenia nie trzymają się kupy, mam nadzieję, że szybko opublikujesz rozdział 1, by choć trochę rozwiać moje wątpliwości. Opowiadanie zapowiada się genialnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz taki talent! Jak zwykle płaczę, niesamowicie mnie to wciągnęło. Wiesz, mam nadzieję, że kiedyś kupię Twoją książkę i powiem: "kurde, ja czytałam jej bloga, byłam z nią od początku..." Pozdrawiam Cię i czekam na następne rozdziały ;-) Anka.

    OdpowiedzUsuń
  3. BARDZO FAJNE CZEKAM NA NASTĘPNĄ CZĘŚĆ

    OdpowiedzUsuń
  4. o, no wreszcie coś dla mnie i mojej chorej psychiki... i cholernie się cieszę, że opowiadanie będzie z Niallem, bo mimo że nie jestem fanką 1D, jego luuuubie ^^

    i szacun za te różne ukryte aluzje, sama chyba jeszcze nie umiem tak pisać... może kiedyś ;p będę czytać Twojego bloga i się uczyć ;]

    ~ TheSimpsonizer

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne tylko naprawdę smutne szkoda że się tnie nie powinna :D ona musi pokochać Nialla ^^ czekam na pierwszy rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie się zapowiada, czekam na dalszy ciąg! Strasznie mnie zaciekawiłaś ;) Masz wielki talent i wiesz jak go wykorzystać ;*
    Na razie nie mam żadnych sugestii, ani jakichś konkretnych uwag, to dopiero prolog, ale kto wie co będzie dalej... Czekam!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow ! Trochę dołujące no, ale mam nadzieje że rozdziały będą też takie fajne chociaż może trochę mniej dołujące . . . Wiem, że fajnie piszesz bo na bieżąco czytam twojego pierwszego bloga ;)

    + zapraszam do mnie http://beautiful-lie-beautiful-lie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny prolog! Czekam na 1 rozdział ;)
    Zapraszam na moje dwa blogi :
    stary - http://livingdreamwith1d.blogspot.com/
    i nowy - http://why-dont-they-stay-young.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeszłaś samą siebie ;o Myślałam, że tamten blog był genialny, ale ten... jest lepszy, bardziej...magnetyzujący? Przejmujący? Sama nie wiem. A przecież to dopiero prolog. W każdym razie kocham to, no!
    Nie mogę doczekać się pierwszego rozdziału. xxx

    OdpowiedzUsuń
  10. Zakochałam się.
    Już ci wywaliłam epicko długi komentarz na pierwszym blogu, ale mam nadzieje, że nie będziesz zła jak tu też napiszę trochę ponad normę.
    Opowiadanie o Harrym jest bardzo..
    przyjemne.
    i myślałam, że to już będzie mój niedościgniony ideał bloga.
    A tu bum.
    Pacze : "Zapraszam na mojego drugiego bloga".
    Znowu zrobiłam swoją dziwną regułkę, jaką wykounje przed czytaniem twoich rozdziałów(patrz-komentarz na Twojej drugiej stronie), ale w czasie czytania tą starannie przygotowaną cole rozlałam, wbijając paznokcie w szklankę. Oczy zaszły mi łzami i zapałałam takim współczuciem, do tej wymyślonej, nieegzystującej postaci którą stworzyłaś. Mam ochotę wleźć do tamtej rzeczywistości i po prostu ją przytulić. Wiem, jak takie osoby się czują, jak są stłamszone przez los, a w żyletkach szukają pocieszenia, i myślę że w przyszłości zajmę się tak zagubionymi nastolatkami.
    ale tfu, wróćmy do tematu.
    Oficjalnie ogłaszam ten blog moim namber łan.
    mimo że widziałam tylko prolog, czuje że to będzie wielkie WOW w kręgu blogów nawiązujących do One Direction.
    (Tak właściwie to piona, bo ja od jakiegoś czasu też przymierzam się do nostalgicznego czy jak to tam sie mówi opowiadania, tyle że publikować go nie będę. )
    W przyszłości obowiązkowo masz zajmować się pisaniem, a ten prolog nadaje się do książki z prawdziwego zdarzenia. bestselleru.
    A co mogło się dziać z główną bohaterką.. sama nie wiem. Moje pomysły nijak się mają do Twoich. Ja mam przereklamowane myśli, Ty uciekasz w kierunki czegoś niebanalnego, co zostanie w pamięci. I dzięki temu masz u mnie gigantycznego plusa.
    I czytam ten prolog kurde piąty raz.
    wielbię.
    xxx

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny blog .....coś czuję,że częściej będę tutaj zaglądać!
    no dodaj już rozdziała 1 ! + Dodaje do obs twojego bloga! : D

    Zapraszam do siebie,blog jest o 1D...mam już prolog,jak byś mogła to zapraszam.I jak już możesz to skomentuj! a jak już byś była kochana! to możesz dać długiegooo komenta i dodać do obserwujących. :)
    http://we-say-goodbye-in-the-pouring-rain.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Aaa . Emma ! . Kolejne cudo ?! Jak ja to przeżyję ? Ty naprawdę chcesz mnie pozbawić racjonalnego myślenia ? Ale nm . Chcę kolejne i czekam z niecierpliwością . Buziaki i weny :*
    [onelove-onedirectionstory.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  13. o co chodzi? znaczy nie rozumiem tylko tego: czy to co tu napisalas jest jak ona jeszcze go nie poznala w tym milkshake city? czy kiedy??
    wybacz ale dzisiaj strasznie wolno ogarniam :P

    OdpowiedzUsuń